<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>KHRoN'z blog</title>
	<atom:link href="http://blog.khron.net/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.khron.net</link>
	<description>o wszystkim i o niczym</description>
	<lastBuildDate>Sun, 20 May 2012 19:40:43 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>Diablo III &#8211; recenzja</title>
		<link>http://blog.khron.net/2012/05/20/diablo_3_recenzja_spolszczenie/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2012/05/20/diablo_3_recenzja_spolszczenie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 May 2012 18:56:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gry]]></category>
		<category><![CDATA[Internet]]></category>
		<category><![CDATA[battlenet]]></category>
		<category><![CDATA[diablo 3]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[spolszczenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1451</guid>
		<description><![CDATA[<p>No to doczekaliśmy się Diablo III&#8230; a skoro kurz i emocje spowodowane niedziałającymi serwerami opadły, to można opisać wrażenia.</p> <p></p> battle.net <p>Mówiąc o Diablo III nie sposób chyba nie zacząć od najistotniejszej kwestii. Diablo III to gra internetowa &#8211; wymaga ona internetu nie tylko do gry, ale również do instalacji. Pudełek zabrakło, więc nie da [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>No to doczekaliśmy się Diablo III&#8230; a skoro kurz i emocje spowodowane niedziałającymi serwerami opadły, to można opisać wrażenia.</p>

<p><img src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2012/05/d3.jpg" alt="Diablo III - tapeta" /></p>

<h3>battle.net</h3>

<p>Mówiąc o Diablo III nie sposób chyba nie zacząć od najistotniejszej kwestii. Diablo III to gra internetowa &#8211; wymaga ona internetu nie tylko do gry, ale również do instalacji. Pudełek zabrakło, więc nie da się inaczej&#8230;</p>

<p>Samo w sobie nie jest to złe &#8211; że się da, widać po tym iż steam działa i ma się dobrze. Sam zaopatrzyłem się tam w GTA4 i dodatki, bo i tych pudełek już nie uświadczy. Jednak w przeciwieństwie do steamu, który pozwala na grę offline, tu nie ma tak dobrze.</p>

<p>Diablo III podobnie jak World of Warcraft wymaga stałego połączenia z serwerem. Z jednej strony jest to zabezpieczenie antypirackie, z drugiej pozwala na integrację gry i swoistego rodzaju sieci społecznościowej &#8211; w każdej chwili można czatować ze znajomymi, zapraszać ich do gry etc. Okupione jest to jednak niemożliwością gry w chwilach takich jak ta, kiedy <a href="http://eu.battle.net/d3/pl/status">serwery nie działają</a>&#8230; Główny techniczny powód jest taki sam jak w przypadku World of Warcraft &#8211; klient gry zawiera jedynie grafikę, dźwięki, filmy etc. zaś właściwy &#8220;silnik&#8221; gry znajduje się na serwerze &#8211; więc gra bez internetu jest tyle warta co żarówka bez prądu&#8230; można oczywiście zbudować własną elektrownię, tylko jaki ma to sens?</p>

<p>Tak przy okazji &#8211; Dablo III wymaga stworzenia &#8220;battletaga&#8221; &#8211; jest to po prostu ksywka/nick, który używany jest w grze. Ot kolejny pomysł blizzarda po średnio udanym RealID. Najwyraźniej gracze nie lubią przedstawiać się z imienia i nazwiska ;)</p>

<h3>Spolszczenie</h3>

<p>Przed opisem samej gry warto by zwrócić uwagę na interesującą kwestię&#8230; &#8220;Oryginał ma lepsze głosy!&#8221; zakrzyknie jeden z drugim.</p>

<p>Już praktycznie stało się to tradycją, żeby jechać po spolszczeniach, wysławiając pod niebiosa niektóre z nich&#8230; oczywiście bywały spolszczenia, które sobie zasłużyły na taki los, jednak akurat o spolszczeniu Diablo III nie można powiedzieć złego słowa.</p>

<p>Faktem jest że z uwagi na taki a nie inny generator nazw przedmiotów, niektóre elementy uzbrojenia powodują uśmiech (&#8220;po angielsku wszystko wygląda lepiej!&#8221; doda tu ktoś), to jednak spolszczenie jako takie stoi na bardzo wysokim poziomie.</p>

<p>Teksty są dobrze przetłumaczone, sensowne, nie sprawiają wrażenia &#8220;tłumaczonych na kolanie&#8221;. Dopełnieniem tychże są polskie nagrania głosów, które brzmią całkiem klimatycznie. Nie odnosi się wrażenia że aktorzy męczyli się w czasie nagrania nie wiedząc o co chodzi, po co ktoś każe im czytać takie pierdoły. Ba, wręcz przeciwnie. Polskie głosy wcale nie są gorsze od głosów angielskich. Nawet aktorzy zostali dobrani tak, żeby styl i barwa ich głosu odpowiadała anglojęzycznemu aktorowi (choć może nie do stopnia, żeby udawać przykładowo rasta-akcent szamana).</p>

<p>Tak więc sam gram w polską wersję jezykową i jestem zadowolony że mam taką okazję &#8211; polska wersja językowa, jako jedyna poza &#8220;świętą zgrają&#8221; języków takich jak angielski, niemiecki, francuski, hiszpański czy włoski dostała oficjalną wersję językową. Nawet w filmikach na zwoju jest napisane &#8220;AKT&#8221; zamiast &#8220;ACT&#8221; (z &#8220;AKT&#8221; w napisach), niby detal a cieszy&#8230; więc nie tylko warto w nią zagrać, ale także można się czuć docenionym i wyróżnionym :3</p>

<p>&#8230; a dla malkontentów przygotowano w menu gry wybierałkę języka, więc i tak w każdej chwili można przełączyć sobie język na taki czy inny.</p>

<h3>Gameplay</h3>

<p>Co tu dużo mówić, to wciąż jest Diablo&#8230; tylko że&#8230; no właśnie. Diabeł tkwi w szczegółach.</p>

<p>Diablo III to tak jakby wymieszać Diablo II z World of Warcaft. Świat Diablo, mechanika gry WoW-a. Wciąż walczymy z hordą wszelkiej maści plugastwa. Wciąż widok jest &#8220;jakoś z góry&#8221;. Wciąż przemierzamy wszelkiej maści &#8220;otwartoświatowe&#8221; mapki, wciąż zalgądamy w każdy kąt wszelkiego rdzaju &#8220;labiryntów&#8221;&#8230; tylko że, no właśnie.</p>

<p>Początkowo bezkresny świat wydaje się ni to liniowy (zwłaszcza początek gry, gdzie dosłownie idzie się wzdłuż ścieżki), ni to ograniczony (niektóre otwarte mapy, gdzie początkowo nie wiadomo jak zacząć je zwiedzać, by po chwili okazało się że nic tam nie ma). Dodatkowo każdy labirynt kończy się obeliskiem, który uprzejmie teleportuje nas do wyjścia&#8230; żeby ktoś nie marudził że musi wracać na piechotę albo zużywać zwój miejskiego portalu&#8230;</p>

<p>&#8230; a właśnie, wróć, zwojów nie ma. Miejski portal można otworzyć w każdym momencie (jak już &#8211; dosłownie po paru minutach gry &#8211; posiądziemy taką umiejętność). Zaś przedmiotów się już nie identyfikuje &#8211; magiczne (niebieskie) przedmioty mają jawne statystyki, zaś wyjątkowe (złote) i legendarne (pomarańczowe) wymagają kliknięcia prawym przyciskiem i poczekania aż pasek postępu dojdzie do końca.</p>

<p>Generalnie w Diablo III nie ma już niczego, co mogło by się &#8220;skończyć&#8221;. Nie ma kluczy, nie ma zmęczenia (biegamy non-stop), nie ma problemów ze zdrowiem (mikstury używane są tylko &#8220;od święta&#8221; dzięki lewitującym tu i ówdzie po zabiciu stwora &#8220;kulom zdrowia&#8221;, które przywracają nam życie).</p>

<p>Życie &#8211; w przeciwieństwie do Diablo II (a w podobny sposób co w World of Warcraft) &#8211; też się nie kończy, tylko tracimy parę procent wytrzymałości przedmiotów i po prostu odradzamy się przy punkcie kontrolnym, który właśnie mijaliśmy&#8230; ot tak po prostu&#8230;</p>

<p>Nawet pomysły na rozwój postaci nie wymagają głębszego zastanowienia, ponieważ po pierwsze postać można w każdym momencie przespecjalizować&#8230; a poza tym, sama specjalizacja nie jest jakoś specjalnie wymagająca &#8211; punktów statystyk nie przydzielamy sami (są przydzielane automatycznie co poziom doświadczenia), zaś zdolności sprowadzają się do wyboru jednej z dostępnych umiejętności oraz ewentualnej runy, która tą umiejętność modyfikuje.</p>

<p>Na papierze wygląda to ładnie &#8211; setki możliwości wyboru, część z nich w znaczący sposób modyfikuje gameplay (walna w zwarciu, doskok, kite etc.) &#8211; jednak w praktyce bardzo szybko eksperymenty się kończą na &#8220;zupełnie bezużytecznych kombinacjach&#8221; i wybieramy coś, czego trzymamy się z uporem maniaka przez cały czas&#8230;</p>

<p>&#8230; oczywiście sytuacja może się zmienić na wyższych poziomach gry (jest ich obecnie 4), ale do tego jeszcze nie dotarłem&#8230; i nie wiem czy w ogóle dotrę. Czy gra zachęci mnie na tyle i utrzyma na tyle długo&#8230;</p>

<h3>Na zachętę</h3>

<p>Niby jest czym zachęcać &#8211; tym samym co WoW &#8211; zdobywanie coraz lepszych przedmiotów, progress (jednak nawet tłuczenie w kółko tego samego tylko na wyższym poziomie to zawsze progress) czy achievementy&#8230; jednak&#8230; no właśnie&#8230;</p>

<p>W Diablo III są obecnie achevementy &#8211; jak w WoW-ie &#8211; tylko że jest ich strasznie dużo, za dużo, żeby pojedynczy achievement coś znaczył (duma ze zdobycia). Zdobywamy je niejako z automatu. Dodatkowym problemem są nagrody &#8211; nagrodami w Diablo są kształty sztandaru i elementy graficzne do umieszczenia na sztandarze. Niby samo z siebie jest to ok, podobnie było przykładowo z tytułami w WoW-ie&#8230;</p>

<p>&#8230; tylko że tu jest ich tak dużo, że taka pojedyncza nagroda nic nie znaczy! Nikt nie rozpozna że &#8220;ten zajefajny dzik na sztandarze to nagroda za uber-trudny-do-osiągnięcia-achievement&#8221; a nie jakiś zwykły (prawie identyczny) dzik, który jest dostępny dla każdego. I nikogo to nie obchodzi!</p>

<p>A właśnie. Nikogo to nie może obchodzić tak czy owak, bo nikt nie widzi naszego sztandaru. To nie WoW, gdzie można sobie stanąć pod lokalnym auction housem w lśniącym nowością rynsztunku, na super-duper-unikatowym mouncie ze zupełnie wyjątkowym i prawie niemożliwym do uzyskania tytułem. Tu sztandar widzimy my sami albo osoby, z którymi gramy w multi. A nawet to tylko w obozie/mieście.</p>

<p>Oczywiście w Diablo III istnieje auction house, ale już nie można sobie pod nim &#8220;zaparkować&#8221;&#8230;</p>

<h3>Auction House</h3>

<p>&#8230; ponieważ auction house jest po prostu opcją w menu. Tak po prostu. Można tam wejść i&#8230; i no właśnie.</p>

<p>W WoW-ie istniał jeden auction house na frakcję na serwer. Tu istnieje jeden Auction House na region (jest ich trzy: ameryki, europa, azja) więc na AH można znaleźć wszystko&#8230; i nic&#8230; generalnie Auction House to JEDEN WIELKI SYF.</p>

<p>Powtorzę to jeszcze raz.</p>

<p>AUCTION HOUSE W DIABLO III TO JEDEN WIELKI SYF I ŚMIETNIK.</p>

<p>Jest tu wszystko. I nic. Można znaleźć złote a nawet legendarne przedmioty. W cenie od 10k złota (drobne) do 10M złota (ma ktoś tyle?!). Problem polega na tym iż każdy przedmiot ma losowe statystyki, więc trzeba się przebić przez setki identycznych przedmiotów tylko po to, żeby okazało się że ten który opłaca się kupić jest poza zasięgiem naszych możliwości, zaś cała reszta to po prostu ładnie wyglądający złom.</p>

<p>W WoW-ie można było narzekać, że w kółko pojawiają się te same przedmioty. Tu wciąż pojawiają się praktycznie te same przedmioty mimo iż &#8211; pozornie &#8211; jest ich znacznie więcej i każdy ma inne statystyki. Ale tylko pozornie.</p>

<p>Czarę goryczy przelewa fakt, iż próba posortowania tego syfu (ułożenie przedmiotów po cenie, zawężenie wyników przez jakiś filtr etc.) powoduje iż wyświetla się &#8220;nie znaleziono przedmiotów&#8221; mimo iż dopiero widzieliśmy iż jest inaczej, że powinno się coś znaleźć&#8230;</p>

<p>&#8230; ciekawe jak to będzie, jak już zostanie otwarty (planowana data to miesiąc po premierze) &#8220;auction house za prawdziwe pieniądze&#8221;. Jakież to unikatowe i zachęcające do wyciągnięcia karty przedmioty będą się tam pojawiać&#8230;</p>

<h3>Przedmioty</h3>

<p>Potencjalnie ma się co pojawiać, Diablo III &#8211; w przeciwieństwie do WoW-a &#8211; nie ma &#8220;limitu zajebistości&#8221; co do cech przedmiotów.</p>

<p>W WoW-ie było coś takiego jak &#8220;BiS&#8221; (&#8220;best in slot&#8221;, czyli &#8220;najlepszy możliwy przedmiot danego typu dla naszej postaci&#8221;) &#8211; więc w pewnym miejscu (nie licząć wysiłku wkładanego w przechodzenie raidów w wersji HC) rozwój postaci się zatrzymywał&#8230; i wszyscy grzecznie czekali do nowego patcha bądź nowego dodatku (czyli na nowy tier wyposażenia), polerując swoje zajebiste (i zaraz po wyjściu patcha czy dodatku praktycznie bezużyteczne) zbroje i broń&#8230;</p>

<p>&#8230; ale formuła była sprawdzona i za każdym razem rzesze graczy szli grzecznie na dungeony i raidy, i z uśmiechem na ustach zdobywali te &#8220;nowsze i lepsiejsze&#8221; wyposażenie. Oczywiście pod koniec Kataklizmu już w wersji &#8220;couch potato&#8221;, czyli przez &#8220;Raid Finder&#8221;. W Pandarii już nawet nie będzie niebezpieczeństwa związanego z obawą &#8220;iż ktoś mi zwinie sprzed nosa&#8221;, bo każdy będzie rollował indywidualnie przeciwko &#8220;bankowi&#8221;&#8230; sweet&#8230; ale ja nie o tym.</p>

<p>Wracając jednak do Diablo III, tu jest z czego wybierać i nie trafimy na żaden BiS, jednak większość tego co leci to po prostu &#8220;magiczny/złoty złom&#8221; (w oryginale &#8220;magic/golden crap&#8221;). Przedmioty takie zdatne są jedynie na przemiał (pamiętajcie: kliknięcie myszką kosztuje was więcej niż sprzedanie szarych i białych przedmiotów, więc ich nie zbierajcie).</p>

<p>Problem polega jednak na tym, iż przemiał i crafting powoduje jedynie powstanie&#8230; większej ilości złomu&#8230;</p>

<p>Przedmioty z craftingu posiadają cechy równie przypadkowe co przedmioty wypadające ze stworów&#8230; więc poza chwilą zwątpienia/desperacji, wystarczy po prostu tłuc stwory dostatecznie długo, aż coś wypadnie.</p>

<p>Jedyne co warto tworzyć to klejnoty, te niestety są horrendalnie drogie &#8211; nie ma już kostki horadrimów, jest za to jubiler, który słono sobie liczy za tworzenie klejnotów &#8211; niemalże tyle (a na wyższych poziomach nawet więcej) co jubilerzy na AH w WoW-ie&#8230; heh&#8230;</p>

<h3>Fabuła</h3>

<p>Ale dość już&#8230; wracamy do fabuły. Oczywiście nie mam zamiaru jej opisywać. Parę ogólników jednak.</p>

<p>Fabuła jest dość dobra, przynajmniej w pierwszym akcie. Osobiście jestem zdziwiony ileż to dało się wycisnąć z pozornie zakończonej już historii.</p>

<p>Drugi akt to już spowolnienie, podczas gdy trzeci to tylko taki mały dodatek do poprzednich (zakończony w kuchni). Do czwartego jeszcze nie dotarłem, bo akurat jak się obudziłem po przegranej nocce, wyłączyli serwery&#8230;</p>

<p>&#8230; paradoksalnie jakoś nie mam nic specjalnego do napisania o fabule &#8211; po prostu gdzieś tam jest i nie przeszkadza, ale jednocześnie nie zachwyca. Ot typowe &#8220;musieliśmy wykombinować coś fajnego, bo w zasadzie poprzednio miał być już koniec&#8221;.</p>

<p>Całość jest na tyle dobrze przemyślana, że wiąże Diablo z Diablo II, wyjaśnia sporo rzeczy i ogólnie rozszerza naszą wiedzę na temat świata Sanktuarium&#8230; ale to właściwie tyle.</p>

<p>Wciąż sednem gry jest po prostu zabijanie hord potworów, przebieranie w stercie złomu i słuchanie mówionych przerywników w przerwie na zmywanie krwi z twarzy&#8230; ale tym razem w sposób bardziej wyczilałtowany, tak, aby każdy mógł bezstresowo przejść przynajmniej poziom &#8220;normalny&#8221;.</p>

<p>Tylko co potem.</p>

<h3>Replay value</h3>

<p>&#8230; potem można grać na wyższych poziomach albo przeczesywać poprzednie strefy gry w poszukiwaniu lepszych przedmiotów.</p>

<p>Teoretycznie jest za czym łazić, bo w przeciwieństwie do konwencji z Diablo II, gdzie każdy akt składał się z sześciu &#8220;epickich zadań&#8221; (co na swój sposób faktycznie było fajne), tu tych zadań jest nieco więcej.</p>

<p>Oczywiście zadania wciąż są zupełnie powtarzalne i być może nieco mniej epickie (zaliczamy zadanie, zapominamy, nigdzie nie ma żadnej listy tych zadań), ale dodatkowo istnieją jeszcze &#8220;wydarzenia&#8221;.</p>

<p>Wydarzenia to takie rozrzucone losowo po mapie eventy, w jednej grze nie uświadczymy ich wszystkich, które generalnie sprowadzają się do&#8230; wybijania jeszcze większej ilości stworów. Ale przynajmniej ze swoją małą fabułą (np. obrona wzgórza, obrona kowala wykuwającego broń w ogniu walki etc.).</p>

<p>A jeszcze wracając do losowości &#8211; niektóre fragmenty mapy mają z góry ustalony układ, podczas gdy inne są składane z mniejszych fragmentów na kształt układanki. Innymi słowy odwiedzając ponownie to samo miejsce odnosimy wrażenie że już to widzieliśmy, ponieważ całe duże fragmenty są identyczne, tylko złożone ze sobą w inny sposób&#8230; albo ewentualnie jedne zostały podmienione na inne (to odnośnie tych &#8220;zdarzeń&#8221;, o których pisałem akapit wyżej).</p>

<h3>Jak grać po sieci&#8230;</h3>

<p>&#8230; to nie w Diablo III. Przynajmniej ja nie wierzę, że mógłbym grać w Diablo III tyle co już grałem w WoW-a.</p>

<p>Diablo III jawi się dla mnie tak samo, jak każda inna &#8220;nie-MMO&#8221; gra, w którą grałem. Przejdę, pokombinuję, zostawię.</p>

<p>Nie wątpię że Diablo III ma potencjał, żeby pograć sobie w nie w co któryś wieczór &#8211; później głównie ze znajomymi &#8211; przez jakiś czas (zwłaszcza że poza początkową ceną zakupu, gra w Diablo III nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi kosztami), ale to nie będzie ten sam stan emocjonalny co granie w WoW-a. Tu nie ma gildii, nie widzimy innych graczy, nie czujemy przynależności do społeczności. Po prostu można to zostawić w którymś momencie bez żadnego żalu, tak samo, jak bez specjalnego żalu zostawiliśmy postać w Baldur&#8217;s Gate, Falloucie czy nawet Tormencie. Nawet mimo iż w rozwój tych postaci włożyliśmy nie mało czasu i wysiłku.</p>

<h3>A w przyszłości</h3>

<p>Na pewno dopiszę dalsze przemyślenia na temat gry. Może jednak się przekonam i będę się zachwycał że gra jest jednak wspaniała, a może przyznam że nie było warto tracić niemałej kasy na kupno elektronicznego klucza i wkurzać się że jak mam czas pograć to serwery nie działąją&#8230; czas pokaże&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2012/05/20/diablo_3_recenzja_spolszczenie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przygotowanie ebooka (ze spisem treści i rodziałami)</title>
		<link>http://blog.khron.net/2012/05/11/ebook_spis_tresci_rozdzialy_kindle/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2012/05/11/ebook_spis_tresci_rozdzialy_kindle/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 May 2012 17:19:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ebooki]]></category>
		<category><![CDATA[Programy]]></category>
		<category><![CDATA[chapters]]></category>
		<category><![CDATA[contents]]></category>
		<category><![CDATA[ebook]]></category>
		<category><![CDATA[kindle]]></category>
		<category><![CDATA[kindlegen]]></category>
		<category><![CDATA[mobi]]></category>
		<category><![CDATA[ncx]]></category>
		<category><![CDATA[opf]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1441</guid>
		<description><![CDATA[<p>Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie kwestia&#8230; jak ciężko jest przygotować PORZĄDNEGO ebooka?</p> <p>Przy czym przez &#8220;porządny&#8221; mam na myśli przynajmniej dwie rzeczy: spis teści (do którego można dostać się wybierając &#8220;go to: spis treści&#8221; w menu Kindle) oraz znaczniki rozdziałów (do szybkiego przeskakiwania lewo-prawo).</p> <p>Samo formatowanie tekstu to zupełnie osobna kwestia, którą można [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie kwestia&#8230; jak ciężko jest przygotować <strong>PORZĄDNEGO</strong> ebooka?</p>
<p>Przy czym przez &#8220;porządny&#8221; mam na myśli przynajmniej dwie rzeczy: spis teści (do którego można dostać się wybierając &#8220;go to: spis treści&#8221; w menu Kindle) oraz znaczniki rozdziałów (do szybkiego przeskakiwania lewo-prawo).</p>
<p>Samo formatowanie tekstu to zupełnie osobna kwestia, którą można podsumować jednym słowem: typografia (za <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Typografia" target="_blank">wikipedią</a>: &#8220;<em>sztuka użytkowa zajmująca się estetyką szaty graficznej publikacji</em>&#8220;)&#8230; ale to już zajmuje nieco więcej czasu.</p>
<p>A zastanawiałem się nad tym w kontekście ebooków w pewnej e-księgarni, której PR-owiec najpierw rzucił tekstem &#8220;<em>należy domagać się by sprzedawane ebooki były najwyższej jakości</em>&#8221; a potem &#8211; na moje pytanie &#8220;<em>czy możecie więc poprawić spis treści i rozdziały?</em>&#8221; &#8211; odpowiedział &#8220;<em>ale takie dostaliśmy od wydawcy</em>&#8221; i zasugerował że nic nie mogą w tej kwestii zrobić&#8230; no i ebooki pozostały jakie były, czyli bez spisu treści i z pomieszanymi bądź brakującymi znacznikami rozdziałów. Jak miło&#8230;</p>
<p>A teraz przejdźmy do rzeczy&#8230; <strong>jak więc przygotować porządnego ebooka?</strong></p>
<p>Okazuje się że jest to bardzo proste. W ciągu dosłownie godziny dowiedziałem się wszystkiego, czego potrzebowałem, i przygotowałem sobie własnego ebooka.</p>
<p>Co też opiszę, gdyby ktoś chciał zrobić to samo&#8230;</p>
<p>I nie, nie używałem Calibre &#8211; nie lubię tego programu&#8230; czy raczej <em>kombajnu</em>. &#8221;<em>Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego&#8230;</em>&#8221; &#8211; z czym to się zgadzam. Wolę sobie na spokojnie przygotować parę plików, niż użyć &#8220;przyjaznego kreatora z milionem opcji, do obsłużenia którego potrzebna jest gruba instrukcja obsługi, a i tak nie zrobi tego o co nam chodziło&#8221;.</p>
<p>Sam więc używam programu <a href="www.amazon.com/kindleformat/KindlePreviewer" target="_blank">Kindle Previewer</a>, który to jest nakładką na <a href="www.amazon.com/kindleformat/KindleGen" target="_blank">KindleGen</a> - czyli oficjalnego amazonowego programu do tworzenia publikacji na Kindle.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Treść książki</strong></p>
<p>Opiszę prosty przypadek, kiedy treść książki to jeden wielki plik HTML ze spisem treści i obrazkami w tekście.</p>
<p>Sam użyłem książki <a href="http://gutenberg.net.au/ebooks02/0200341h.html" target="_blank">The Benson Murder Case</a> z australijskiego gutenberga. Uprościło mi to sprawę o tyle, iż nie musiałem sam formatować tekstu i tworzyć spisu treści (nie jest to trudne, jest co najwyżej czasochłonne &#8211; a chciałem się skupić na samym momencie tworzenia ebooka, nie zaś na zabawie w formatowanie).</p>
<p>Spis treści wewnątrz książki to po prostu linki do odnośników/kotwic znajdujących się wewnątrz tego samego pliku.</p>
<p>W tym przypadku spis pozostawiłem taki jak był. Jedyne co zrobiłem, to zmieniłem bezwzględne linki w spisie treści na względne &#8211; dzięki czemu w ogóle da się nawigować po książce (a nie otwierać przeglądarkę). Przykładowo z:</p>
<pre>&lt;p&gt;&lt;a href="http://gutenberg.net.au/ebooks02/0200341h.html#Toc6247361"&gt;1 PHILO VANCE AT HOME&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;</pre>
<p>&#8230; zrobiłem:</p>
<pre>&lt;p&gt;&lt;a href="bmc.htm#Toc6247361"&gt;1 PHILO VANCE AT HOME&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;</pre>
<p>&#8230; gdzie <em>bmc.htm</em> to nazwa mojego pliku HTML z książką (tak zapisałem sobie stronę z treścią książki prosto z gutenberga).</p>
<p>Dodałem również odnośnik do samego spisu treści, którego nie było w oryginalnym tekście (dla osób, które nie znają HTML-a, chodzi o to &#8220;a name=&#8217;nazwa_odnośnika&#8217;&#8221;):</p>
<pre>&lt;p align="JUSTIFY"&gt;&lt;a name="Toc"&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;</pre>
<p>&#8230; i to by załatwiało sprawę &#8211; można sobie otworzyć taki plik HTML w przeglądarce i sprawdzić, że wszystko jest ok &#8211; istnieje działający (da się kliknąć na nazwie rozdziału) spis treści, tekst jest poprawnie sformatowany, są rysunki etc.</p>
<p>Poza tym przygotowałem sobie okładkę dla książki w postaci pliku GIF (może być również JPEG).</p>
<p>Podsumowując, obecnie posiadamy:</p>
<ul>
<li>bmc.htm &#8211; tak sobie nazwałem plik z książką</li>
<li>\images &#8211; katalog z kilkoma grafikami, które znajdują się w książce (podlinkowanymi w pliku bmc.html przez HTML-owe tagi &#8220;img&#8221;)</li>
<li>cover.gif &#8211; plik z okładką (ważne: plik z okładką NIE jest podlinkowany w pliku bml.htm przez tag &#8220;img&#8221;)</li>
</ul>
<p style="text-align: center;"><strong>Plik NCX</strong></p>
<p>Kolejnym etapem jest stworzenie pliku NCX. Jest to niesławny plik, który odpowiada za znaczniki rozdziałów pojawiające się na pasku postępu czytania (ten pasek na dole wyświetlacza Kindle).</p>
<p>Jak się śmieją niektórzy, nazwa pliku pochodzi od <em>Not Clearly eXplained</em> i coś w tym jest&#8230; ale nie ma obaw, w rzeczywistości stworzenie takiego pliku wcale nie jest trudne.</p>
<p>Najprostszy plik NCX wygląda tak, można go sobie skopiować i (po usunięciu komentarzy) dostosować do własnej książki:</p>
<pre>&lt;?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?&gt;
&lt;!DOCTYPE ncx PUBLIC "-//NISO//DTD ncx 2005-1//EN"
 "http://www.daisy.org/z3986/2005/ncx-2005-1.dtd"&gt;
&lt;ncx xmlns="http://www.daisy.org/z3986/2005/ncx/"
 version="2005-1" xml:lang="en-US"&gt;

 &lt;!-- tytuł książki --&gt;
 &lt;docTitle&gt;&lt;text&gt;The Benson Murder Case&lt;/text&gt;&lt;/docTitle&gt;
 &lt;!-- autor książki --&gt;
 &lt;docAuthor&gt;&lt;text&gt;S. S. Van Dine&lt;/text&gt;&lt;/docAuthor&gt;

 &lt;!-- tu zaczyna się spis znaczników rozdziałów --&gt;
 &lt;navMap&gt;

  &lt;!-- spis treści --&gt;
  &lt;navPoint class="toc" id="toc" playOrder="1"&gt;
   &lt;navLabel&gt;&lt;text&gt;CONTENTS&lt;/text&gt;&lt;/navLabel&gt; &lt;!-- nazwa --&gt;
   &lt;content src="bmc.htm#Toc" /&gt; &lt;!-- link --&gt;
  &lt;/navPoint&gt;

  &lt;!-- rozdział 1 --&gt;
  &lt;navPoint class="chapter" id="chapter1" playOrder="2"&gt;
   &lt;navLabel&gt;&lt;text&gt;1 PHILO VANCE AT HOME&lt;/text&gt;&lt;/navLabel&gt;
   &lt;content src="bmc.htm#Toc6247361" /&gt;
  &lt;/navPoint&gt;

  &lt;!-- rozdział 2 --&gt;
  &lt;navPoint class="chapter" id="chapter2" playOrder="3"&gt;
   &lt;navLabel&gt;&lt;text&gt;2 AT THE SCENE OF THE CRIME&lt;/text&gt;&lt;/navLabel&gt;
   &lt;content src="bmc.htm#Toc6247362" /&gt;
  &lt;/navPoint&gt;

  &lt;!-- tu kolejne rozdziały analogicznie jak powyżej, należy tylko
       pamiętać o zwiększaniu liczby w playOrder --&gt;
 &lt;!-- koniec spisu znaczników rozdziałów --&gt;
 &lt;/navMap&gt;

&lt;!-- koniec pliku NCX --&gt;
&lt;/ncx&gt;</pre>
<p>&#8230; i tyle. Ot i cała filozofia.</p>
<p>Ważne jest jedynie, żeby w samym pliku HTML faktycznie znajdowały się odnośniki/kotwice takie, jak podane w &#8220;content src=&#8221; &#8211; od tego zależy, czy znacznik znajduje się w dobrym miejscu&#8230; a przede wszystkim, że znacznik w ogóle gdzieś prowadzi.</p>
<p>Oraz należy pamiętać o zwiększaniu liczby w &#8220;playOrder=&#8221;.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Plik OPF</strong></p>
<p>Ok, mamy treść książki, mamy okładkę, mamy plik NCX ze znacznikami rozdziałów&#8230; jak to teraz połączyć?</p>
<p>Oczywiście przez plik OPF.</p>
<p>Plik OPF to plik opisujący z czego składa się książka i jaki jest układ tychże &#8220;składników&#8221;.</p>
<p>Ponownie wklejam tu mój przykładowy plik, można go skopiować i (po usunięciu komentarzy) wykorzystać po odpowiednich przeróbkach do stworzenia własnego ebooka:</p>
<pre>&lt;?xml version="1.0" encoding="utf-8"?&gt;
&lt;package xmlns="http://www.idpf.org/2007/opf" version="2.0" unique-identifier="tut"&gt;
 &lt;metadata xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:opf="http://www.idpf.org/2007/opf"&gt;

  &lt;!-- tytuł ebooka --&gt;
  &lt;dc:title&gt;The Benson Murder Case&lt;/dc:title&gt;

  &lt;!-- język ebooka --&gt;
  &lt;dc:language&gt;en-us&lt;/dc:language&gt;

  &lt;!-- twórca ebooka --&gt;
  &lt;dc:creator&gt;KHRoN&lt;/dc:creator&gt;

  &lt;!-- tematyka ebooka --&gt;
  &lt;dc:subject&gt;Detective&lt;/dc:subject&gt;

  &lt;!-- data utworzenia ebooka --&gt;
  &lt;dc:date&gt;2012-05-05&lt;/dc:date&gt;

  &lt;!-- opis ebooka --&gt;
  &lt;dc:description&gt;The Benson Murder Case is the first novel in the Philo Vance series of mystery novels by S.S. Van Dine, which became a best-seller.&lt;/dc:description&gt;
  &lt;!-- informacja, skąd się bierze okładka ebooka --&gt;
  &lt;meta name="cover" content="cover-image"/&gt;
 &lt;/metadata&gt;

 &lt;!-- manifest to opis, skąd się biorą poszczególne elementy
      ebooka: okładka, treść, znaczniki rozdziałów etc. --&gt;
 &lt;manifest&gt;

  &lt;!-- wskazanie pliku z okładką, dla pliku JPEG media-type to
       "image/jpeg" --&gt;
  &lt;item id="cover-image" media-type="image/gif" href="cover.gif"/&gt;

  &lt;!-- wskazanie pliku z treścią książki --&gt;
  &lt;item id="book" media-type="application/xhtml+xml" href="bmc.htm"&gt;&lt;/item&gt;

  &lt;!-- wskazanie pliku ze spisem znaczników rozdziałów --&gt;
  &lt;item id="toc" media-type="application/x-dtbncx+xml" href="bmc.ncx"/&gt;

 &lt;!-- koniec manifestu --&gt;
 &lt;/manifest&gt;

 &lt;!-- spine to po prostu wskazanie kolejności, w jakiej
      pojawiają się elementy wyszczególnione w manifeście --&gt;
 &lt;spine toc="toc"&gt;

  &lt;!-- element pierwszy: spis znaczników rozdziałów --&gt;
  &lt;itemref idref="toc"/&gt;

  &lt;!-- element drugi: właściwa treść książki --&gt;
  &lt;itemref idref="book"/&gt;

 &lt;!-- koniec spine --&gt;
 &lt;/spine&gt;

 &lt;!-- guide to informacja dla czytnika, gdzie znajduje się
      spis treści oraz gdzie rozpocząć czytanie (jakie miejsce
      w książce zostanie wyświetlone po otworzeniu ebooka) --&gt;
 &lt;guide&gt;

  &lt;!-- spis treści książki --&gt;
  &lt;reference type="toc" title="Table of Contents" href="bmc.htm#Toc"&gt;&lt;/reference&gt;

  &lt;!-- tu rozpoczynamy czytanie --&gt;
 &lt;reference type="text" title="Chapter 1" href="bmc.htm#Toc6247361"&gt;&lt;/reference&gt;

 &lt;!-- koniec guide --&gt;
 &lt;/guide&gt;

&lt;!-- koniec pliku OPF --&gt;
&lt;/package&gt;</pre>
<p>&#8230; i to właściwie tyle.</p>
<p>Jedyne, na co należy zwrócić uwagę, to że &#8220;idref&#8221; w sekcji &#8220;guide&#8221; musi być identyczne, jak &#8220;id&#8221; w sekcji &#8220;manifest&#8221;, oraz &#8211; analogicznie &#8211; iż &#8220;content&#8221; okładki w sekcji &#8220;metadada&#8221; musi być identyczne jak &#8220;id&#8221; w sekcji &#8220;manifest&#8221;.</p>
<p>Nazwy same w sobie nie są istotne, byle były spójne&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Tworzenie ebooka</strong></p>
<p>Jak już wpsomniałem, do tworzenia ebooka używam programu <a href="www.amazon.com/kindleformat/KindlePreviewer" target="_blank">Kindle Previewer</a>, który to jest nakładką na oficjalny program od Amazon, służący do składania ebooków, czyli <a href="www.amazon.com/kindleformat/KindleGen" target="_blank">KindleGen</a>.</p>
<p>Podsumujmy więc jakie pliki mamy przygowane:</p>
<ul>
<li>bmc.htm &#8211; tak sobie nazwałem plik z książką</li>
<li>\images &#8211; katalog z kilkoma grafikami, które znajdują się w książce (podlinkowanymi w pliku bmc.html przez HTML-owe tagi &#8220;img&#8221;)</li>
<li>cover.gif &#8211; plik z okładką (ważne: plik z okładką NIE jest podlinkowany w pliku bml.htm przez tag &#8220;img&#8221;)</li>
<li>bmc.ncx &#8211; plik ze znacznikami rozdziałów (kropki na pasku postępu czytania)</li>
<li>bmc.opf &#8211; plik opisujący jak połączyć wszystkie te pozostałe pliki w ebooka :)</li>
</ul>
<p>Teraz wystarczy jedynie uruchomić Kindle Previewer, wybrać &#8220;Open ebook&#8221;, wskazać plik OPF i zaczekać chwilę.</p>
<p>Stworzony ebook zostanie wyświetlony, zaś sam plik MOBI znajdziemy w katalogu, którego nazwa zaczyna się od &#8220;<em>Compiled-</em>&#8220;, znajdującego się w tym samym miejscu co plik OPF.</p>
<p>Plik MOBI można teraz skopiować na Kindle czy wysłać na &#8220;wirtualną półkę&#8221; do Amazonu&#8230;</p>
<p>&#8230; miłego czytania.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Dodatkowe informacje</strong></p>
<p>Książka nie musi oczywiście składać się z pojedynczego pliku HTML &#8211; może składać się z wielu plików HTML, które wystarczy wskazać w pliku OPF &#8211; listując je w sekcji &#8220;manifest&#8221; i układając ich kolejność w sekcji &#8220;spine&#8221;. Spis treści (zarówno ten w samym HTML-u jak i w pliku NCX) musi oczywiście wskazywać wtedy na właściwy plik HTML i właściwy odnośnik/kotwicę wewnątrz tegoż pliku.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2012/05/11/ebook_spis_tresci_rozdzialy_kindle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Yubikey a Gmail i Google Account</title>
		<link>http://blog.khron.net/2012/03/08/yubikey_gmail_google_account_multifactor/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2012/03/08/yubikey_gmail_google_account_multifactor/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Mar 2012 17:26:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Internet]]></category>
		<category><![CDATA[Programy]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1419</guid>
		<description><![CDATA[<p>Odkąd sprawiłem sobie <a href="http://blog.khron.net/2011/05/31/yubikey_lastpass_truecrypt/">Yubikey</a>, okazał się on niezwykle użyteczny&#8230; choć jego zastosowanie sprowadziło się ostatecznie do LastPass i OpenID. Zawsze brakowało mi jednak najważniejszego, czyli logowania do konta google poprzez weryfikację dwuetapową (dla osób kojarzących nazwę angielską, chodzi o tzw. multifactor).</p> <p>Nie żebym do dziś logował się przy pomocy samego hasła, jednak wolał bym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Odkąd sprawiłem sobie <a href="http://blog.khron.net/2011/05/31/yubikey_lastpass_truecrypt/">Yubikey</a>, okazał się on niezwykle użyteczny&#8230; choć jego zastosowanie sprowadziło się ostatecznie do LastPass i OpenID. Zawsze brakowało mi jednak najważniejszego, czyli logowania do konta google poprzez weryfikację dwuetapową (dla osób kojarzących nazwę angielską, chodzi o tzw. <em>multifactor</em>).</p>

<p>Nie żebym do dziś logował się przy pomocy samego hasła, jednak wolał bym mieć generator inny niż &#8220;jakaś tam aplikacja na telefonie&#8221; albo sms przychodzący (albo właśnie nie przychodzący) za każdym razem, kiedy chcę się zalogować&#8230;</p>

<p>Problem polega na tym, iż jednorazowy kod do konta google generowany jest nie na podstawie licznika a aktualnego czasu zegara. Yubikey &#8211; z założenia &#8211; ma być prosty, wytrzymały i użyteczny, więc nie posiada baterii, nie mówiąc już o wbudowanym zegarze (jakkolwiek liczę że kiedyś pojawi się i taka wersja).</p>

<p>Jednakże, nowe wersje yubikey (nowe czyli 2.2) posiadają możliwość generowania odpowiedzi HMAC-SHA1, czyli są w stanie wygenerować odpowiedź jeśli podać im jakieś dane, przykładowo właśnie aktualny czas. Są więc w stanie wygenerować kod służący do logowania do konta google.</p>

<p>&#8230; niestety nie jest to takie proste jak włożyć yubikey do portu USB i wcisnąć przycisk, bo potrzebny jest dodatkowy program podający yubikeyowi aktualny czas i odbierający wygenerowany kod.</p>

<p>Ale okazuje się że takie programy już istnieją&#8230; jakoś je przegapiłem do tej pory.</p>

<p>Yubico (producent yubikey&#8217;a) udostępnia proste narzędzie siedzące sobie w windowsowym tray&#8217;u oraz instrukcję jak zaprogramować yubikey aby móc się logować do konta google:</p>

<p><a href="http://www.yubico.com/yubikey-gmail">http://www.yubico.com/yubikey-gmail</a></p>

<p>Zaś pod linuksa dostępny jest skrypt pythona:</p>

<p><a href="https://github.com/Ramblurr/yubi-goog">https://github.com/Ramblurr/yubi-goog</a></p>

<p>&#8230; chyba będę musiał sobie na to konto kupić drugiego yubikey&#8217;a i zamknąć gdzieś w bankowej krypcie tak na wszelki wypadek ;) Choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby skonfigurować sobie jednocześnie yubikey i jakiś generator na telefon przy pomocy tego samego kodu&#8230;</p>

<p>[update]</p>

<p>Jak się okazuje, w ten sam sposób można generować sobie kody Blizzard Authenticator. Wystarczy &#8220;wykraść&#8221; (w przypadku aplikacji na iPhone&#8217;a, albo po prostu wygenerować jakiś jeśli nie mamy ani aplikacji ani sprzętowego tokena) sobie sekretny klucz przy pomocy tego programu:</p>

<p><a href="http://code.google.com/p/winauth/">http://code.google.com/p/winauth/</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2012/03/08/yubikey_gmail_google_account_multifactor/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>HD, 1080p, 60fps i &#8220;soap opera effect&#8221;</title>
		<link>http://blog.khron.net/2012/02/11/hd_1080p_60fps_soap_opera_effect/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2012/02/11/hd_1080p_60fps_soap_opera_effect/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Feb 2012 00:03:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Odtwarzacze]]></category>
		<category><![CDATA[Programy]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[1080p]]></category>
		<category><![CDATA[60fps]]></category>
		<category><![CDATA[60hz]]></category>
		<category><![CDATA[720p]]></category>
		<category><![CDATA[splash]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1400</guid>
		<description><![CDATA[<p>Ostatnio z okazji wymiany laptopa przypomniałem sobie że mam jakieś nagrania z satelity, jeszcze z czasów jak przez święta bawiłem się w domu podłączaniem dysku do telewizora&#8230; więc chciałem spróbować zobaczyć, o ile gorzej wygląda oglądanie HD/fullHD na laptopie w porównaniu do telewizora.</p> <p>Okazało się że faktycznie wygląda znacznie gorzej &#8211; wszystko miga, smuży, miejscami [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnio z okazji wymiany laptopa przypomniałem sobie że mam jakieś nagrania z satelity, jeszcze z czasów jak przez święta bawiłem się w domu podłączaniem dysku do telewizora&#8230; więc chciałem spróbować zobaczyć, o ile gorzej wygląda oglądanie HD/fullHD na laptopie w porównaniu do telewizora.</p>

<p>Okazało się że faktycznie wygląda znacznie gorzej &#8211; wszystko miga, smuży, miejscami przycina, a jakość samego wyświetlacza jest&#8230; taka sobie powiedzmy.</p>

<p>&#8230; tylko że nie tak to miało wyglądać (poza tym nieszczęsnym wyświetlaczem) w czasach sprzętowego dekodowania przy pomocy DXVA czy CUDA&#8230; już wręcz myślałem że coś kiepskie teraz ośmordzeniowe procesory robią, przecież bardzo dobrze pamiętałem, że jeszcze w czasach jednego skromnego rdzenia filmy wyświetlały się płynnie. No dobra. Może nie fullHD tylko jakieś DVD.</p>

<p>Oczywiście nie wysiliłem się na <a href="http://imouto.my/watching-h264-videos-using-dxva/">skonfigurowanie tego zgodnie ze sztuką</a>, co się odwlecze to nie uciecze, jeszcze będzie na to czas. Przynajmniej zobaczyłem jak działa DXVA w standardzie w MPC-HC&#8230; niestety okazało się że w moim przypadku działa raczej kiepsko, ponieważ dzięki znanej i lubianej technologii <a href="http://www.notebookcheck.pl/Nvidia-Optimus-test.25496.0.html">Optimus by Nvidia (and Intel)</a> MPC-HC działa na zintegrowanym układzie Intela zamiast potężnym (khem&#8230;) GPGPU Nvidia i nie da się tego zmienić w panelo sterowania nvidia (ponieważ MPC-HC ma na sztywno ustawiony &#8220;układ zintegrowany&#8221;)&#8230;</p>

<p>Oczywiście z powodu wrodzonego lenistwa, patrząc w tutorial zainstalowałem jedynie dekoder CUVID (nawet nie wysiliłem się na instalację renderera)&#8230; który wcale nie poprawił płynności odtwarzania, ale przynajmniej <a href="http://forums.laptopvideo2go.com/topic/26992-optimus-test-tools-finally-in-users-hands/">odpowiednie narzędzie</a> pokazało, iż dekodowanie odbywało się już na czipie nvidia.</p>

<p>Zacząłem więc od szukania info na temat przełączenia MPC-HC na GPGPU niezależnie od całego tego Optimusa i znalazłem&#8230; odtwarzacz. Nazywa się Splash i jest rozwiązaniem wszystko-w-jednym jeśli chodzi o odtwarzanie filmów z obsługą przyspieszenia sprzętowego i w ogóle. Fanów anime lojalnie ostrzegam: nie wyświetla stylowanych napisów, a jedynie &#8220;plain old&#8221; standardowe napisy typu biały-tekst-z-cieniem.</p>

<p>W moim przypadku wciąż standardowo wykorzystywał czip Intela, ale przynajmniej &#8211; tym razem &#8211; sterowniki umożliwiły zmianę układu graficznego na czip Nvidia&#8230;</p>

<p>Odtwarzacz ten występuje w dwóch odmianach.</p>

<p>Pierwsza to <a href="http://mirillis.com/en/products/splash.html">Splash Lite</a> &#8211; darmowy, praktycznie bezobsługowy, standardowo do dekodowania wykorzystuje GPU (niezależnie od tego jaki mamy &#8211; czy to Intel, czy to Nvidia, czy to ATI, czy to&#8230; Boradcom nawet O_o ). Jeśli chodzi właśnie o dekodowanie sprzętowe, to działa o wiele lepiej niż MPC-HC czy VLC. Po prostu działa.</p>

<p>W czasie odtwarzania &#8211; już poza samym odtwarzaczem &#8211; dostępne są filtry obrazu, które znaleźć można w ustawieniach karty graficznej (np. w panelu Intel czy panelu sterowania Nvidia) &#8211; jakieś wyostrzenie, odszumianie i poprawa kontrastu/kolorów w zależności od konkretnej karty graficznej i wersji sterowników.</p>

<p>Druga &#8211; ciekawsza &#8211; wersja, to płatny <a href="http://mirillis.com/en/products/splashpro.html">Splash PRO</a>, który jest starszym braciszkiem wersji Lite.</p>

<p>Co go wyróżnia, to obsługa większej ilości formatów jeśli chodzi o dekodowanie sprzętowe oraz <a href="http://mirillis.com/en/products/picture2.html">wbudowane filtry obrazu</a>. Wzmacnianie detali czy poprawa kolorów/kontrastu to standard (na upartego można to wygrzebać gdzieś w sterownikach karty graficznej &#8211; jak wyżej). Ale tu działają zawsze, niezależnie od formatu odtwarzanego filmu &#8211; można odtwarzać film w formacie AVI czy nawet stareńkie MPEG i wciąż działa.</p>

<p>Ale to nie wszystko. Jednym z filtrów jest poprawa płynności obrazu.</p>

<p>Wszyscy chyba widzieli jak obraz potrafi &#8220;skakać&#8221; w czasie kiedy kamera robi przykładowo panning (obraca się w jakimś kierunku) &#8211; nie jest to wina &#8220;dekodera, który nie wyrabia&#8221;, a faktu iż film ma niedostateczną ilość klatek (24 klatki na sekundę) żeby uchwycić płynne przesunięcie obrazu. A efekt ten potęgowany jest przez problem z synchronizacją (przynajmniej na ekranie komputera) z faktycznie wyświetlaną klatką, kiedy standardowy monitor LCD wyświetla 60 klatek na sekundę &#8211; nie da się na tym idealnie wyświetlić 24 klatek na sekundę&#8230; 30 by się jeszcze dało (w idealnych warunkach każda klatka wyświetlała by się dwukrotnie), 24 nie&#8230; a na to jeszcze nakłada się problem synchronizacji pionowej (sam się zdziwiłem że wymuszenie tego w sterownikach faktycznie robi różnicę&#8230;).</p>

<p>Ale wracając do <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Motion_interpolation">motion interpolation</a> &#8211; technologia ta znana jest z telewizorów o zawrotnych częstotliwościach (100Hz, 120Hz, 400Hz etc.) odświeżania obrazu oraz niektórych programowych odtwarzaczy DVD.</p>

<p>W teorii brzmi (i na pierwszy rzut oka nawet wygląda) to pięknie. Dzięki tworzeniu pośrednich klatek obrazu, wyświetlany obraz jest zawsze płynny &#8211; koniec z efektem skakania obrazu przy szybkim obrocie kamery, ale nie tylko, bo kompensowany jest każdy rodzaj ruchu i w dowolnym kierunku. Co więcej, poprawiany jest nie tylko ruch kamery jako takiej, ale także poszczególnych elementów sceny &#8211; np. kamera robi najazd, ktoś porusza ręką, gdzieś przejeżdża samochód etc.</p>

<p>No teraz brzmi to już jak bajka. Właśnie. W bajkach (anime) też to działa ;)</p>

<p>Tylko że&#8230; to właśnie nie do końca wygląda tak, jak należy. Nawet jest na to nazwa, <em>Soap Opera Effect</em>.</p>

<p>A nazwa wzięła się stąd, że kiedyś kręcenie na taśmie video było tańsze niż kręcenie na kliszy. Miało to kapitalne znaczenie w przypadku produkcji o niewielkim budżecie, czyli właśnie oper mydlanych. Efekt polega na tym, iż odruchowo rozpoznajemy &#8220;film&#8221; i &#8220;video&#8221; &#8211; to pierwsze to jak film kinowy, to drugie to jak coś kręconego kamerą z ręki.</p>

<p>W czym leży różnica? Chodzi o ilość klatek na sekundę. Film kinowy ma 24 klatki na sekundę, nawet jeśli &#8211; w taki czy inny sposób &#8211; został dostosowany do wyświetlania w telewizji PAL (kiedy jest odtwarzany jako 25 klatek na sekundę, a więc trochę szybciej niż w kinie) czy NTSC (<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Telecine#2:3_pulldown">2:3 pulldown</a>). Jednakże obraz video (oryginalny) ma 50 bądź 60 półklatek na sekundę, w zależności czy &#8211; odpowiednio &#8211; europejski PAL bądź amerykańskie NTSC.</p>

<p>Innymi słowy obraz video jest &#8220;bardziej płynny&#8221;.</p>

<p>Samo w sobie nie jest to nic złego (nawet Avatar 2 ma być kręcony nie jako standardowe 24 klatki na sekundę, a jako 60 klatek na sekundę), ale niektórzy mówią iż zabija to ducha filmu czy też kina&#8230; że pewne niedoskonałości obrazu muszą istnieć.</p>

<p>Wracając jednak do zwiększania ilości klatek na sekundę. Splash PRO potrafi to zrobić (pobawcie się z ciekawości wersją demo) i sam zaglądałem jak to wygląda &#8211; faktycznie niczym na telewizorze o extra-dużej częstoliwości odświeżania. Jako iż dostosowany jest do warunków komputerowych, dostosowuje się on do standardowych 60Hz, czyli 60 klatek na sekundę (pamiętajcie o synchronizacji pionowej!).</p>

<p>Pierwsze wrażenie &#8211; rewelacja! Nagle doznać olśnienia, że całe to skakanie obrazu nie było winą &#8220;słabego dekodera&#8221; tylko po prostu cechą filmu (i wyświetlacza, który nie dostosowuje swojego odświeżania do ilości klatek na sekundę filmu &#8211; tak jak niektóre telewizory LCD włączają odświeżanie/synchronizację 24Hz). Nagle wszystkie ruchy kamery, czy ogólnie wszystko co się rusza na ekranie, porusza się tak płynnie&#8230; nie licząc oczywiście pewnych artefaktów &#8211; technologia ta nie jest doskonała ani na komputerze ani nawet na telewizorach.</p>

<p>Jednakże drugie wrażenie, to że to jest takie dziwne. Cukierkowate jakieś, zbyt gładkie, zbyt śliczne&#8230; takie&#8230; właśnie jak nie film&#8230; tylko&#8230; video&#8230; jak video nakręcone ze stabilizacją obrazu&#8230;</p>

<p>Efekt jest &#8211; muszę przyznać &#8211; dziwny. Czasem się sprawdza, czasem się zwyczajnie nie sprawdza. Każdy musi to sam ocenić.</p>

<p>Prawdziwy problem polega jednak na tym, iż &#8211; paradoksalnie &#8211; nawet własnymi oczami nie widzimy tak płynnych ruchów.</p>

<p>Ktoś może zapytać &#8220;no dobrze, ale jak odwracam głowę czy jak widzę że ktoś macha ręką? przecież to jest idealnie płynne! miliony klatek na sekundę!&#8221;.</p>

<p>Tak, z punktu widzenia kwantyzacji wszechświata (patrz: najmniejsza możliwa jednostka czasu, <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Planck_time">czas plancka</a>) wszystko jest &#8220;płynne&#8221;&#8230; ale nasze oczy tego nie widzą.</p>

<p>Nasze oczy widzą właśnie &#8220;stopklatki&#8221;. Jeśli machamy ręką, widzimy tylko skrajne położenia i rozmycie pomiędzy. Jeśli obracamy głowę widzimy obraz dopiero kiedy oczy się na czymś zafiksują. Jeśli obracamy głowę powoli, wciąż nie widzimy  ostrego przejścia, ale wiele pośrednich stopklatek (widać to na nagraniach zbliżenia oka, kiedy oko porusza się w takiej sytuacji skokowo)&#8230;</p>

<p>&#8230; dlatego tak płynny obraz na ekranie jest do pewnego stopnia odbierany jako nienaturalny, gdyż nasze oczy są zafiksowane na ekranie (nieporuszającym się jako całość) a mimo to rejestują zmianę obrazu, której nie są w stanie wychwycić względem otoczenia. Czyli ma miejsce sytuacja, która nie zdarza się &#8220;na żywo&#8221;, niektórzy widząc taki obraz dostają wręcz zawrotów głowy tak jak w sytuacji kiedy &#8220;ja stoję w miejscu a świat się porusza&#8221; (przykładowo na kołyszącym się statku czy na wysokości, na jakiejś bujającej się na boki wieży).</p>

<p>Drugim problemem z tym związanym są same klatki pośrednie &#8211; nie są to faktyczne klatki pośrednie, czyli prezentujące to, co zostało by zarejestrowane na filmie naświetlanym przykładowo jako 48 klatek na sekundę (zamiast 24), tylko &#8220;obliczone&#8221; przejścia niczym morfing (każdy chyba widział filmik, kiedy jedna twarz zamienia się w inną)&#8230;</p>

<p>&#8230; a więc ponownie następuje sytuacja, która nigdy nie ma miejsca &#8220;na żywo&#8221;, kiedy ruch następuje w jakiś nienaturalny/wygładzony (bo tak został obliczony od klatki A do klatki B) sposób &#8211; np. przejście po prostej zamiast po łuku.</p>

<p>Heh&#8230; pochwaliłem, pomarudziłem, ale polecam zobaczyć jak to wygląda &#8211; czy na telewizorze, czy na komputerze. A może komuś się spodoba (albo na odwrót, dowie się że można to wyłączyć w ustawieniach telewizora) :></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2012/02/11/hd_1080p_60fps_soap_opera_effect/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Markdown, WriteMonkey i WordPress &#8211; wygodne pisanie</title>
		<link>http://blog.khron.net/2012/01/31/markdown_writemonkey_wordpress_pisanie/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2012/01/31/markdown_writemonkey_wordpress_pisanie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 17:50:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Internet]]></category>
		<category><![CDATA[Notki]]></category>
		<category><![CDATA[Pisanie]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[blog]]></category>
		<category><![CDATA[markdown]]></category>
		<category><![CDATA[pisanie]]></category>
		<category><![CDATA[plugin]]></category>
		<category><![CDATA[wordpress]]></category>
		<category><![CDATA[writemonkey]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1385</guid>
		<description><![CDATA[<p><a href="http://www.makoweabc.pl/2012/01/writemonkey-markdown-pod-windows/">Zainspirowany</a> postanowiłem uprościć sobie pisanie tekstów na blogu i zamiast HTML-a, standardowych bądź niestandardowych tagów (wordpress, wikipedia, bbcode) czy też edytora wysiwyg zacząć używać <a href="http://www.makoweabc.pl/2011/05/markdown/">Markdown</a>.</p> <p>Dodanie obsługi tegoż do Wordpresa jest bardzo proste. Sprowadza się to do instalacji pluginu <a href="http://wordpress.org/extend/plugins/markdown-on-save-improved/">Markdown on Save Improved</a> i używania wymienionego już <a href="">WriteMonkey</a> do pisania samego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.makoweabc.pl/2012/01/writemonkey-markdown-pod-windows/">Zainspirowany</a> postanowiłem uprościć sobie pisanie tekstów na blogu i zamiast HTML-a, standardowych bądź niestandardowych tagów (wordpress, wikipedia, bbcode) czy też edytora wysiwyg zacząć używać <a href="http://www.makoweabc.pl/2011/05/markdown/">Markdown</a>.</p>

<p>Dodanie obsługi tegoż do Wordpresa jest bardzo proste. Sprowadza się to do instalacji pluginu <a href="http://wordpress.org/extend/plugins/markdown-on-save-improved/">Markdown on Save Improved</a> i używania wymienionego już <a href="">WriteMonkey</a> do pisania samego tekstu.</p>

<p>Następnie wystarczy zrobić <em>copy-paste</em> i voila, mamy nowy wpis na blogu przy minimalnym rozpraszaniu się czy kombinowaniu z formatowaniem.</p>

<p>A przy tym źródło (zwyczajny plik txt) jest zupełnie <em>human-readable</em>, więc można tak sobie pisać wszelkie notatki bez wytaczania wielkiego działa w stylu office/openoffice/libreoffice/googledocs ect. przy zachowaniu wszelkiego formatowania i kompatybilności wstecznej ze wszystkim, co wyświetla/edytuje pliki txt :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2012/01/31/markdown_writemonkey_wordpress_pisanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ACTA, SOPA, PIPA&#8230;</title>
		<link>http://blog.khron.net/2012/01/23/acta_sopa_pipa/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2012/01/23/acta_sopa_pipa/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Jan 2012 08:55:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Notki]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[acta]]></category>
		<category><![CDATA[pipa]]></category>
		<category><![CDATA[sopa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1375</guid>
		<description><![CDATA[<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2012/01/reset.jpg"></a></p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2012/01/reset.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1378" title="tech support - government - reset" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2012/01/reset.jpg" alt="" width="450" height="289" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2012/01/23/acta_sopa_pipa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Amazon, Kindle i półka z książkami w chmurze</title>
		<link>http://blog.khron.net/2012/01/15/amazon_kindle_polka_ksiazka_w_chmurze/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2012/01/15/amazon_kindle_polka_ksiazka_w_chmurze/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Jan 2012 23:55:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czytanie]]></category>
		<category><![CDATA[Internet]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1364</guid>
		<description><![CDATA[<p>Kindle posiada pewną ciekawą cechę, której nie mają &#8211; jeszcze &#8211; inne czytniki. Książki zakupione w Amazon trafiają do archiwum, z którego to &#8211; jak z półki &#8211; możemy je w każdej chwili pobrać. W przypadku Kindle 3G może to być dosłownie dowolna chwila kiedy jesteśmy w zasięgu 3G, więc nie musimy się w ogóle [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kindle posiada pewną ciekawą cechę, której nie mają &#8211; jeszcze &#8211; inne czytniki. Książki zakupione w Amazon trafiają do archiwum, z którego to &#8211; jak z półki &#8211; możemy je w każdej chwili pobrać. W przypadku Kindle 3G może to być dosłownie dowolna chwila kiedy jesteśmy w zasięgu 3G, więc nie musimy się w ogóle przejmować pojemnością samego urządzenia, skoro zawsze mamy dostęp do archiwum przechowywanego na serwerach Amazon.</p>
<p>Ale nie to jest najbardziej interesujące. Jeszcze bardziej interesujące jest to że obecnie do archiwum trafia wszystko, co zostanie wysłane na adres @kindle i @free.kindle &#8211; czyli nasze dokumenty, książki, artykuły z sieci etc.</p>
<p>Oznacza to, że na &#8220;wirtualną półkę&#8221; możemy odkładać książki zakupione w innych księgarniach, artykuły znalezione w internecie (a wysłane przez Instapaper, Readability czy Klip.me), czy wreszcie wszystko co przyjdzie nam do głowy, a chcielibyśmy móc wirtualnie po to sięgnąć&#8230;</p>
<p>Problem?</p>
<p>Nawet dwa, których się w ogóle nie spodziewałem.</p>
<p>Po pierwsze ponieważ do archiwum trafia teraz wszystko (a nie tylko to, co przykładowo w tytule maila będzie miało &#8220;Archive&#8221;, tak jak plikom PDF dopisuje się &#8220;Convert&#8221;), co zostanie wysłane na adres @kindle i @free.kindle, to bardzo szybko robi się tam nieziemski bałagan (delikatnie mówiąc). Wystarczy wysłać sobie jednego dnia z 10 artykułów prosto z sieci, drugiego dnia kolejne 10, trzeciego dnia&#8230; i tak dalej&#8230; po tygodniu już żadnej książki w tym archiwum nie znajdziemy.</p>
<p>Rozwiązanie wydaje się proste &#8211; wszystko, czego nie chcemy trzymać w archiwum, po przeczytaniu usuwamy. Tylko że&#8230; nie da się. Nie da się tego zrobić z poziomu Kindle. Trzeba wejść na stronę Amazon, zalogować się, w gąszczu stron i reklam znaleźć własne archiwum dokumentów i usunąć niepotrzebne pliki.</p>
<p>Ale to było by zbyt proste. Pliki da się usuwać tylko pojedynczo, do tego usunięcie jednego trwa dobrą chwilę &#8211; zbyt proste było by kliknąć &#8220;usuń&#8221; przy pliku.</p>
<p>Trzeba poczekać aż rozwinie się taki śmieszny panel-menu, wybrać &#8220;usuń&#8221;, poczekać na okienko z potwierdzeniem, potwierdzić i wreszcie poczekać aż strona się przeładuje&#8230; uff&#8230; usunęliśmy JEDEN plik, a teraz pozostałe 9&#8230; czy ile tam ich się uzbierało&#8230;</p>
<p>Drugi problem związany z archiwum jest taki, że nie przyjmuje wszystkich plików, które &#8211; niby &#8211; powinno. Mam na myśli konkretnie pliki mobi, które wreszcie zaczęły się nieśmiało pojawiać w polskich e-księgarniach.</p>
<p>Zakupiłem sobie na virtualo dwie książki &#8211; zbiorek opowiadań na halloween i Homo Bimbrownikus. Ta pierwsza bez problemu dała się &#8220;odłożyć na wirtualną półkę&#8221;, ta druga już nie&#8230;</p>
<p>Okazuje się że problemem jest najprawdopodobniej &#8220;znak wodny&#8221; znajdujący się w pliku, który powoduje iż po wysłaniu go na adres @kindle bądź @free.kindle dostajemy informację zwrotną iż &#8220;plik jest nieprawidłowy&#8221;, nawet mimo tego, że plik umieszczony bezpośrednio na Kindle daje się odczytać bez problemu.</p>
<p>Bez sensu&#8230;</p>
<p>Nie po to kupuję książkę w formacie Kindle, żeby teraz konwertować ją z formatu mobi do mobi, żebym mógł odłożyć ją na półkę (wtf?!). A przy tym tracę rozdziały (te kropki na pasku postępu czytania), chyba że Calibre nie jest na tyle idiotoodporne, żebym mógł go używać bez czytania instrukcji obsługi&#8230; Po konwersji książka traci również 1MB (z 2MB robi się 1,1MB &#8211; tyle zajmuje znak wodny?!) i daje się bezproblemowo wysłać do archiwum Amazon.</p>
<p>Napisałem maila do virtualo, ale jakoś nie kwapią się odpisać&#8230;</p>
<p>Koniec końców podoba mi się wirtualna półka na książki od Amazon, a do pełni szczęścia brakuje mi tylko &#8220;masowego usuwania&#8221; (pole do zaznaczenia przy pozycji z listy i przycisk &#8220;usuń zaznaczone&#8221;) i kompatybilności książek z polskich e-księgarni z tymże archiwum (nawet niech sobie mają te znaki wodne, w czytaniu to nie przeszkadza, byle dały się na półkę odłożyć).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2012/01/15/amazon_kindle_polka_ksiazka_w_chmurze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Steve Jobs &#8211; biografia &#8211; recenzja</title>
		<link>http://blog.khron.net/2012/01/12/steve_jobs_biografia_recenzja/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2012/01/12/steve_jobs_biografia_recenzja/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jan 2012 20:05:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Audiobook]]></category>
		<category><![CDATA[Audioksiążki]]></category>
		<category><![CDATA[Czytanie]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[Apple]]></category>
		<category><![CDATA[biografia]]></category>
		<category><![CDATA[jobs]]></category>
		<category><![CDATA[pixar]]></category>
		<category><![CDATA[steve]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1358</guid>
		<description><![CDATA[<p>Skończyłem wreszcie słuchać biografię Steve&#8217;a Jobsa (<a href="http://www.audible.com/pd?asin=B005XP2NTS" target="_blank">w wersji z Audible</a>) i muszę powiedzieć że książka jest rewelacyjna. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Podwójnym &#8211; ponieważ była to dobra książka i ponieważ opowiadała o wyjątkowym człowieku. A i audiobook jako taki był dobry &#8211; znakomity lektor i bezbłędne nagranie.</p> <p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2012/01/stevejobs.jpg"></a></p> <p>Generalnie jeden z ostatnich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Skończyłem wreszcie słuchać biografię Steve&#8217;a Jobsa (<a href="http://www.audible.com/pd?asin=B005XP2NTS" target="_blank">w wersji z Audible</a>) i muszę powiedzieć że książka jest rewelacyjna. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Podwójnym &#8211; ponieważ była to dobra książka i ponieważ opowiadała o wyjątkowym człowieku. A i audiobook jako taki był dobry &#8211; znakomity lektor i bezbłędne nagranie.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2012/01/stevejobs.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1360" title="Steve Jobs - biografia - okładka" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2012/01/stevejobs.jpg" alt="" width="400" height="268" /></a></p>
<p>Generalnie jeden z ostatnich rozdziałów to idealnie podsumowanie, dlaczego w ogóle taka książka powstała. Kiedy Jobs zapytany o to, dlaczego zdecydował się na oficjalną biografię, powiedział iż po jego śmierci na pewno będą o nim pisać &#8211; ale nie chciał, żeby pisali o nim ludzie którzy go ani nie znali, ani nie rozumieli.<span id="more-1358"></span></p>
<p>&#8230; i o tym właśnie jest ta książka. O nim samym. Nie o ideologii, nie o religii, ale o człowieku. O tym kim był i czego dokonał.</p>
<p>Biografia jako całość ma dość neutralny ton &#8211; nie jest pisana ani z punktu widzenia hejtera, ani fanatycznego wyznawcy. Możemy więc wyrobić sobie na podstawie książki własne zdanie. Możemy również zachować już wyrobione zdanie, ale przynajmniej mamy szansę skonfrontować to co myśleliśmy z tym co opisane jest w książce.</p>
<p>Oczywiście że zaraz ktoś powie: ale po co czytać, wiadomo że był on arogancki, zapatrzony w siebie, narzucał każdemu swoje zdanie, udowadniał na każdym kroku że wie lepiej, zwalniał ludzi krzycząc im w twarz &#8220;jesteś gównem, wynoś się!&#8221;&#8230; i dobrze, taki właśnie był. Ale może więc warto poznać powody, dla których zachowywał się tak a nie inaczej?</p>
<p>Książka jest biografią, do tego bardzo obszerną, ale nawet osoby które nie cierpią biografii mogą ją spokojnie przeczytać. Jest tak napisana i zawiera takie informacje (czy wręcz miejscami niemalże zwroty akcji), iż ciężko być nią znudzonym.</p>
<p>Jednym słowem, polecam.</p>
<p>BTW jedna rzecz mnie intryguje&#8230; czy przykładowo Bill Gates doczeka się takiej biografii i czy będzie ona równie interesująca&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2012/01/12/steve_jobs_biografia_recenzja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Częstotliwości w muzyce</title>
		<link>http://blog.khron.net/2011/12/31/czestotliwosci_w_muzyce/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2011/12/31/czestotliwosci_w_muzyce/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Dec 2011 14:45:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kompresja]]></category>
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Odtwarzacze]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1346</guid>
		<description><![CDATA[<p>Zobaczyłem dziś obrazek, prezentujący spektrum częstotliwości (20Hz-20kHz) w muzyce. Ale lepszy niż wszystkie, które do tej pory widziałem.</p> <p>Taki z podziałem na pasma o szerokości 1/3 oktawy (tak jak w przypadku najlepszych 31-pasmowych equalizerów). Z wyraźnym podziałem na sub-bas, bas, średnie tony, wysoką średnicę i wysokie tony.</p> <p>I co najlepsze, nie pokazujący wprost &#8220;że ten [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zobaczyłem dziś obrazek, prezentujący spektrum częstotliwości (20Hz-20kHz) w muzyce. Ale lepszy niż wszystkie, które do tej pory widziałem.</p>
<p>Taki z podziałem na pasma o szerokości 1/3 oktawy (tak jak w przypadku najlepszych 31-pasmowych equalizerów). Z wyraźnym podziałem na sub-bas, bas, średnie tony, wysoką średnicę i wysokie tony.</p>
<p>I co najlepsze, nie pokazujący wprost &#8220;że ten instrument gra odtąd-dotąd&#8221;, tylko sygnalizujący, jakie fragmenty pasma przenoszenia odpowiadają pewnym cechom dźwięku.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/12/audio_spectrum.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1347" title="Spektrum częśtotliwości w muzyce" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/12/audio_spectrum.jpg" alt="" width="621" height="238" /></a></p>
<p>Obrazek pozostawiam bez dalszego komentarza, może kiedyś &#8211; w przypływie weny &#8211; zrobię spolszczenie ;)</p>
<p>A interaktywną wersję można znaleźć tutaj: <a href="http://www.independentrecording.net/irn/resources/freqchart/main_display.htm">Interactive Frequency Chart</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2011/12/31/czestotliwosci_w_muzyce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>iPhone, ładowanie, microUSB i Unia Europejska</title>
		<link>http://blog.khron.net/2011/11/25/iphone_kabel_microusb/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2011/11/25/iphone_kabel_microusb/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Nov 2011 10:50:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1331</guid>
		<description><![CDATA[<p>Swojego czasu Unia wprowadziła wymóg, żeby wszystkie telefony używały uniwersalnych kabli i ładowarek. Mniej problemów, mniej kabli, łatwiej znaleźć ładowarkę w sytuacji awaryjnej i takie tam&#8230;</p> <p>&#8230; wszystkich interesowało jak zachowa się w tej sytuacji Apple, bo jakoś nikt nie wierzył, że kolejny iPhone będzie miał gniazdko microUSB &#8211; bo to zostało wybrane jako &#8220;uniwersalne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Swojego czasu Unia wprowadziła wymóg, żeby wszystkie telefony używały uniwersalnych kabli i ładowarek. Mniej problemów, mniej kabli, łatwiej znaleźć ładowarkę w sytuacji awaryjnej i takie tam&#8230;</p>
<p>&#8230; wszystkich interesowało jak zachowa się w tej sytuacji Apple, bo jakoś nikt nie wierzył, że kolejny iPhone będzie miał gniazdko microUSB &#8211; bo to zostało wybrane jako &#8220;uniwersalne dla calej unii&#8221;.<span id="more-1331"></span></p>
<p>Dość szybko okazało się, iż iPhone&#8217;a z gniazdkiem microUSB nie będzie (co w sumie było równie oczywiste, co istnienie iPhone&#8217;a z klapką i wymienną baterią). Za to faktycznie da się naładować iPhone&#8217;a kablem microUSB, dzięki czemu biorąc na wyjazd iPhone&#8217;a i Kindle, można zabrać do nich jeden kabel i jedną ładowarkę. Wygoda.</p>
<p>Jak? Przez oficjalną przejściówkę made by Apple.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/11/MD099.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1332" title="Przejściówka Apple microUSB" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/11/MD099.jpg" alt="" width="326" height="326" /></a></p>
<p>Oczywiście &#8211; przynajmniej wg. opisu, jeszcze nie wypróbowałem &#8211; przejściówka, poza ładowaniem, pozwala również na synchronizację z iTunes.</p>
<p>Problemem była jedynie dostępność &#8211; przejściówka ta była dostępna tylko w &#8220;zachodniej unii europejskiej&#8221;. Aż do dziś &#8211; dziś znalazłem tą przejściówkę w <a href="http://store.apple.com/pl/product/MD099ZM/A?fnode=MTY1NDA0MQ" target="_blank">ofercie polskiego Apple Store</a>.</p>
<p>Na chwilę obecną przejściówka kosztuje 39zł (z wysyłką 64zł). Połowę taniej, niż oryginalny kabel USB Apple.</p>
<p>Teraz jedyny problem, to jak nosić ją razem z telefonem tak, żeby jej nie zgubić ;)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2011/11/25/iphone_kabel_microusb/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

