<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>KHRoN'z blog &#187; Sprzęt</title>
	<atom:link href="http://blog.khron.net/category/sprzet/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.khron.net</link>
	<description>o wszystkim i o niczym</description>
	<lastBuildDate>Tue, 31 Jan 2012 17:50:39 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Częstotliwości w muzyce</title>
		<link>http://blog.khron.net/2011/12/31/czestotliwosci_w_muzyce/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2011/12/31/czestotliwosci_w_muzyce/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Dec 2011 14:45:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kompresja]]></category>
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Odtwarzacze]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1346</guid>
		<description><![CDATA[<p>Zobaczyłem dziś obrazek, prezentujący spektrum częstotliwości (20Hz-20kHz) w muzyce. Ale lepszy niż wszystkie, które do tej pory widziałem.</p> <p>Taki z podziałem na pasma o szerokości 1/3 oktawy (tak jak w przypadku najlepszych 31-pasmowych equalizerów). Z wyraźnym podziałem na sub-bas, bas, średnie tony, wysoką średnicę i wysokie tony.</p> <p>I co najlepsze, nie pokazujący wprost &#8220;że ten [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zobaczyłem dziś obrazek, prezentujący spektrum częstotliwości (20Hz-20kHz) w muzyce. Ale lepszy niż wszystkie, które do tej pory widziałem.</p>
<p>Taki z podziałem na pasma o szerokości 1/3 oktawy (tak jak w przypadku najlepszych 31-pasmowych equalizerów). Z wyraźnym podziałem na sub-bas, bas, średnie tony, wysoką średnicę i wysokie tony.</p>
<p>I co najlepsze, nie pokazujący wprost &#8220;że ten instrument gra odtąd-dotąd&#8221;, tylko sygnalizujący, jakie fragmenty pasma przenoszenia odpowiadają pewnym cechom dźwięku.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/12/audio_spectrum.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1347" title="Spektrum częśtotliwości w muzyce" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/12/audio_spectrum.jpg" alt="" width="621" height="238" /></a></p>
<p>Obrazek pozostawiam bez dalszego komentarza, może kiedyś &#8211; w przypływie weny &#8211; zrobię spolszczenie ;)</p>
<p>A interaktywną wersję można znaleźć tutaj: <a href="http://www.independentrecording.net/irn/resources/freqchart/main_display.htm">Interactive Frequency Chart</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2011/12/31/czestotliwosci_w_muzyce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>iPhone, ładowanie, microUSB i Unia Europejska</title>
		<link>http://blog.khron.net/2011/11/25/iphone_kabel_microusb/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2011/11/25/iphone_kabel_microusb/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Nov 2011 10:50:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1331</guid>
		<description><![CDATA[<p>Swojego czasu Unia wprowadziła wymóg, żeby wszystkie telefony używały uniwersalnych kabli i ładowarek. Mniej problemów, mniej kabli, łatwiej znaleźć ładowarkę w sytuacji awaryjnej i takie tam&#8230;</p> <p>&#8230; wszystkich interesowało jak zachowa się w tej sytuacji Apple, bo jakoś nikt nie wierzył, że kolejny iPhone będzie miał gniazdko microUSB &#8211; bo to zostało wybrane jako &#8220;uniwersalne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Swojego czasu Unia wprowadziła wymóg, żeby wszystkie telefony używały uniwersalnych kabli i ładowarek. Mniej problemów, mniej kabli, łatwiej znaleźć ładowarkę w sytuacji awaryjnej i takie tam&#8230;</p>
<p>&#8230; wszystkich interesowało jak zachowa się w tej sytuacji Apple, bo jakoś nikt nie wierzył, że kolejny iPhone będzie miał gniazdko microUSB &#8211; bo to zostało wybrane jako &#8220;uniwersalne dla calej unii&#8221;.<span id="more-1331"></span></p>
<p>Dość szybko okazało się, iż iPhone&#8217;a z gniazdkiem microUSB nie będzie (co w sumie było równie oczywiste, co istnienie iPhone&#8217;a z klapką i wymienną baterią). Za to faktycznie da się naładować iPhone&#8217;a kablem microUSB, dzięki czemu biorąc na wyjazd iPhone&#8217;a i Kindle, można zabrać do nich jeden kabel i jedną ładowarkę. Wygoda.</p>
<p>Jak? Przez oficjalną przejściówkę made by Apple.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/11/MD099.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1332" title="Przejściówka Apple microUSB" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/11/MD099.jpg" alt="" width="326" height="326" /></a></p>
<p>Oczywiście &#8211; przynajmniej wg. opisu, jeszcze nie wypróbowałem &#8211; przejściówka, poza ładowaniem, pozwala również na synchronizację z iTunes.</p>
<p>Problemem była jedynie dostępność &#8211; przejściówka ta była dostępna tylko w &#8220;zachodniej unii europejskiej&#8221;. Aż do dziś &#8211; dziś znalazłem tą przejściówkę w <a href="http://store.apple.com/pl/product/MD099ZM/A?fnode=MTY1NDA0MQ" target="_blank">ofercie polskiego Apple Store</a>.</p>
<p>Na chwilę obecną przejściówka kosztuje 39zł (z wysyłką 64zł). Połowę taniej, niż oryginalny kabel USB Apple.</p>
<p>Teraz jedyny problem, to jak nosić ją razem z telefonem tak, żeby jej nie zgubić ;)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2011/11/25/iphone_kabel_microusb/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kindle &#8211; recenzja (kwartał później)</title>
		<link>http://blog.khron.net/2011/11/21/kindle_recenzja_po_kwartale/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2011/11/21/kindle_recenzja_po_kwartale/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Nov 2011 21:59:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czytanie]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>
		<category><![CDATA[kindle]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1320</guid>
		<description><![CDATA[<p>Jakiś czas temu napisałem <a href="http://blog.khron.net/2011/08/10/kindle_recenzja/" target="_blank">recenzję Kindle</a> (mam Kindle 3G, znane obecnie jako Kindle Keyboard 3G). Dość szczegółowo opisałem sam czytnik, ale &#8211; może z powodu wygórowanych oczekiwań i początkowych problemów z baterią &#8211; nie byłem zeń przesadnie zadowolony.</p> <p>Teraz &#8211; po ponad kwartale od kupna &#8211; muszę powiedzieć że jestem zeń bardzo zadowolony. Nawet wracając [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jakiś czas temu napisałem <a href="http://blog.khron.net/2011/08/10/kindle_recenzja/" target="_blank">recenzję Kindle</a> (mam Kindle 3G, znane obecnie jako Kindle Keyboard 3G). Dość szczegółowo opisałem sam czytnik, ale &#8211; może z powodu wygórowanych oczekiwań i początkowych problemów z baterią &#8211; nie byłem zeń przesadnie zadowolony.</p>
<p>Teraz &#8211; po ponad kwartale od kupna &#8211; muszę powiedzieć że jestem zeń bardzo zadowolony. Nawet wracając do moich trzech największych zarzutów wobec Kindle, okazało się że nie jest tak źle. Ba, jest jest dobrze.<span id="more-1320"></span></p>
<p style="text-align: center;"><strong>Bateria</strong></p>
<p>Na początku najbardziej uwierała mnie bateria. A konkretnie to, jak bardzo była przereklamowana. Kindle powinien działać dwa miesiące z wyłączonym WiFi/3G i dwa tygodnie z włączonym. Mój działał dwa tygodnie z wyłączonym&#8230;</p>
<p>&#8230; okazało się że problem był dwojaki.</p>
<p>Po pierwsze problemem była świeża &#8220;nieuformowana&#8221; bateria. Zbyt entuzjastycznie zabrałem się za czytanie, zapominając o tym, że baterię trzeba na początku ze dwa razy naładować i rozładować do momentu, kiedy pojawia się komunikat &#8220;bateria prawie rozładowana&#8221;. I jeśli chcemy oceniać żywotność baterii, to dopiero wtedy (oczywiście wcześniej można normalnie używać urządzenie, ale biorąc poprawkę na to, że bateria nie działa jeszcze tak dobrze, jak będzie po drugim czy trzecim ładowaniu).</p>
<p>Dodatkowo trafiłem na dość słynny problem z &#8220;ładowaniem Kindle oryginalną ładowarką od iPhone&#8217;a&#8221; &#8211; że niby nie chce się ładować bo ładowarka ma złe parametry i takie tam. Bo okazuje się że Kindle faktycznie ma tajemnicze problemy z ładowaniem, ale nie tylko z ładowarki iPhone&#8217;a &#8211; także prosto z komputera. Dioda ładowania się świeci (a potem nawet zmienia na &#8220;naładowano&#8221;) ale sam czytnik nie ładuje baterii &#8211; przykładowo po ładowaniu przez całą noc wyłącza się w ciągu paru minut od odpięcia od ładowarki. Nie wiem czym jest to spowodowane, ani jakie jest wyjaśnienie, ale wiem jak temu zaradzić.</p>
<p>Trzykrotnie zauważyłem, że Kindle nie ładował się wtedy, kiedy podłączyłem go do ładowarki bądź komputera kiedy był włączony, a następnie sam przeszedł w stan uśpienia.</p>
<p>Rozwiązanie? W moim przypadku wystarczyło podłączyć czytnik do ładowania, a następnie przesunąć suwak aby go ręcznie wprowadzić w tryb uśpienia (jeśli już był uśpiony to wybudzić go po podłączeniu a następnie ponownie uśpić). Przyznaję że jest to dziwne i mam świadomość że brzmi to jak voodoo, ale powyższy sposób działa&#8230; nie miałem już więcej problemów z ładowarką od iPhone&#8217;a&#8230;</p>
<p>Po drugie &#8211; wracając do baterii jako takiej &#8211; problem wynikał właśnie z mojego entuzjazmu. Raz że załadowałem Kindle&#8217;a wszystkim co nawinęło mi się pod rękę (więc musiał to po nocach indeksować, co dość znacząco zżera baterię), a dwa że okazało się iż jestem kompletnie niestatystycznym czytelnikiem.</p>
<p>Okazało się iż reklama Kindle&#8217;a, mówiąca o dwóch miesiącach bez ładowania, jest policzona dla &#8220;statystycznego czytelnika&#8221; czyli maksymalnie 30 minut czytania dziennie (co &#8211; ponoć &#8211; daje jakieś 100 stron).</p>
<p>Noo&#8230; to ja, czując się jak dziecko kiedy tato zapisał mnie do biblioteki, czytałem nawet sześć godzin dziennie&#8230; do tego raczej szybciej niż te 3 strony na minutę. Co oznacza że &#8211; w przeliczeniu &#8211; żywotność baterii się mniej-więcej zgadza a problemem było moje chorobliwe czytelnictwo ;)</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Przyciski do przerzucania stron i włącznik</strong></p>
<p>Moim drugim problemem była pozorna filigranowość przycisków do przerzucania stron. Cóż&#8230; po kwartale okazało się, iż co prawda nie są już idealnie spasowane z resztą obudowy &#8211; są lekko &#8220;wciśnięte&#8221; &#8211; to jednak nie oznacza to że są kiepskie. Wręcz przeciwnie. Dopiero teraz czuć jak są mechanicznie wytrzymałe i dostosowane do jednak częstego klikania. A to że nie są już idealnie spasowane z obudową to &#8211; przynajmniej dla mnie &#8211; jedynie detal.</p>
<p>Kolejną niepokojącą mnie od strony mechanicznej rzeczą, był włącznik. Na początku nie miałem z nim problemów, ale w pewnym momencie był ni to zaklejony, ni to zablokowany &#8211; był dość znaczny problem żeby go przesunąć, potem nie chciał sam wrócić do początkowej pozycji&#8230; ale w pewnym momencie mu to przeszło. Tak po prostu samo z siebie. I nie mam już z nim problemów, więc uznaję to za zwykły przypadek.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Przelgądarka i Wikipedia</strong></p>
<p>Nie ukrywam że bardzo liczyłem na przeglądarkę w Kindle, głównie z uwagi na &#8220;przenośny czytnik Wikipedii&#8221;. Okazało się że przeglądarka w Kindle &#8211; najoględniej rzecz ujmując &#8211; jest jaka jest. Jest zbyt dobra, żeby nie dało się jej w ogóle używać, ale jest przy tym zbyt kiepska, żeby używać jej na co dzień do czegoś więcej niż okazyjnego/wieczornego czytania na spokojnie Wikipedii (bo przeglądanie artykułu wraz z linkami, które wpadną nam w oko, Kindle jest po prostu zbyt powolne i zbyt niewygodne pod względem nawigacji)&#8230; innymi słowy w awaryjnych sytuacjach czy po prostu okazyjnie niczego więcej nie trzeba. Ale do intensywnego przeglądania internetu na codzień się zwyczajnie nie nadaje&#8230;</p>
<p>&#8230; co nie oznacza, że przeglądarka i 3G są bezużyteczne.</p>
<p>Bo nie są.</p>
<p>Po pierwsze Kindle Keyboard 3G to jedyne Kindle posiadające &#8220;darmowy internet na całym świecie&#8221; &#8211; nowe Kindle Classic w ogóle nie ma wersji z 3G, zaś Kindle Touch 3G ma darmowy dostęp do internetu ograniczony jedynie do zakupów w sklepie Amazon i przeglądania Wikipedii.</p>
<p>Po drugie przy pomocy przeglądarki można przesyłać sobie za darmo książki czy artykuły na czytnik, z pominięciem maila Amazonu oraz komputera. Wystarczy kliknąć w przeglądarce na link prowadzący do pliku TXT czy MOBI, a zostaniemy zapytani czy chcemy go pobrać. Odpowiadając &#8220;tak&#8221;, taki plik będzie po chwili dostępny w menu czytnika.</p>
<p>A skąd wziąć takie pliki? Przykładowo z własnego FTP czy z instapaper. Można tamże kilknąć &#8220;pobierz artykuły jako plik dla Kindle&#8221; i pobrać wszystko, co oznaczyliśmy &#8220;do czytania na później&#8221;, prosto na Kindle i zupełnie za darmo.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Interface i inne uwagi</strong></p>
<p>Inną rzeczą, która mnie martwiła, był pięciokierunkowy przycisk i ogólnie nawigacja po interfejsie. Okazało się że nie jest to problemem.</p>
<p>Pięciokierunkowy przycisk jest równie masywny co pozostałe przyciski Kindle, do tego używa się go naprawdę wygodnie. Nie licząc oczywiście faktu, że czasem trzeba się prze-klik-klik-klikać gdzieś przez listę czy menu, nie jest to większym problemem. W końcu Kindle&#8217;a używamy głównie do czytania, a więc przez większość czasu spędzonego z czytnikiem, używamy tylko przycisków do przerzucania stron a nie do nawigowaniu po menu&#8230;</p>
<p>&#8230; no chyba że ktoś wrzuci na Kindle 100 książek i jest na tyle ambitny, że postanowi wszystko zorganizować w &#8220;tematyczne kolekcje&#8221;. Ja nie mam zdrowia zorganizować w kolekcie 10 plików, a co dopiero 100&#8230;</p>
<p>Po przeczytaniu po prostu usuwam książkę (chyba że wiem, że będzie mi potrzebna &#8211; np. książka techniczna), wszystko co kupiłem w Amazon i tak mam w archiwum, zaś pozostałe rzeczy zawsze mogę skopiować ponownie lub nie są istotne i nie będę ich czytał ponownie (np. stare kompilacje z Instapaper).</p>
<p>No i na koniec, do dziś nie udało mi się znaleźć odpowiednika Pluckera na Palma&#8230; a bardzo podobała mi się możliwość pobrania strony www wraz z linkami do czytania offline, na spokojnie, bez rozpraszania się w stylu &#8220;a może by kliknąć gdzieś indziej&#8221;. Szkoda, może jeszcze kiedyś znajdę na to sposób równie wygodny co oryginalny Plucker.</p>
<p>Koniec końców&#8230;</p>
<p>&#8230; nie pozostaje mi nic innego jak ponownie zarekomendować Kindle. Z dwoma uwagami.</p>
<p>Jeśli nie potrzebujemy 3G (bo wiemy że nie będzie potrzebne albo żeby było taniej), naprawdę warto zastanowić się nad Kindle Classic. Jest to takie samo Kindle co Kindle Keyboard, tylko bez klawiatury (której w praktyce i tak się nie używa, chyba że ktoś intensywnie robi notatki albo używa przeglądarki) i bez dźwięku (nie da się słuchać audiobooków z Audible ani nie da się używać wbudowanego text to speech). Kindle Classic nie ma ani głośnika ani gniazdka słuchawkowego.</p>
<p>Podobnie jeśli interesuje kogoś Kindle Touch (a zwłaszcza Kindle Touch 3G) warto się zastanowić, czy naprawdę potrzebujemy tego &#8220;dotyku&#8221; w czytniku. I tych wszystkich odcisków palców na wyświetlaczu. Wbrew pozorom są dość dobrze widoczne, ponieważ wyświetlacz Kindle nie jest matowy jak papier tylko raczej jak papier kredowy &#8211; z nałożoną błyszczącą warstwą, na której pod pewnym kątem odciski są dość dobrze widoczne&#8230; a Kindle Touch nie da się obsługiwać nie maziając palcami po ekranie, nie ma żadnych fizycznych przycisków &#8211; w tym nie ma przycisków do przełączania stron. Przewracanie stron na Kindle Touch jest równie niewygodne co przykładowo na iPadzie, gdzie trzeba wyginać kciuk w pałąk żeby dotknąć ponad dość szeroką ramką wyświetlacza. Do tego przerzucanie stron do przodu jest &#8211; w zależności od rozmiaru ręki i długości kciuka &#8211; trudne bądź niemożliwe trzymając czytnik lewą ręką (trzeba dotknąć środka wyświetlacza, nie krawędzi, bądź wykonać gest &#8220;przesunąć palcem w prawo&#8221;).</p>
<p>Co więcej &#8211; jak już pisałem &#8211; internet w Kindle Touch 3G jest ograniczony do sklepu Amazon i Wikipedii. Więc jeśli kupować Kindle dla darmowego internetu, to tylko Kindle Keyboard 3G. A jeśli nie, to może lepiej zamiast Kindle Touch czy Keyboard (oba bez 3G) kupić po prostu tańsze a poręczniejsze (i z takim samym wyświetlaczem, więc do czytania nie będące wcale gorsze) Kindle Classic&#8230; Kindle Classic ma &#8211; podobnie jak Kindle Keyboard &#8211; przyciski do przerzucania stron na krawędziach czytnika. Więc nie licząc tego że jest mniejsze, jest równie wygodne.</p>
<p>BTW Kindle Classic na allegro można dostać (w wersji z reklamami &#8211; widocznymi jedynie w menu, a więc zupełnie nie przeszkadzającymi w czytaniu) już od 400zł&#8230; a to dość znaczna różnica (zarówno cenowa jak i jakościowa) w stosunku do czytników za 1000zł, którymi straszą nas polskie sklepy z ebookami.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2011/11/21/kindle_recenzja_po_kwartale/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kindle &#8211; recenzja (nie do końca pochlebna)</title>
		<link>http://blog.khron.net/2011/08/10/kindle_recenzja/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2011/08/10/kindle_recenzja/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Aug 2011 22:09:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Internet]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>
		<category><![CDATA[ebook]]></category>
		<category><![CDATA[kindle]]></category>
		<category><![CDATA[recencja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1182</guid>
		<description><![CDATA[<p>Każdy, kto lubi czytać, zastanawiał się na pewno nad jakimś czytnikiem. Ja nie jestem w tym względzie wyjątkiem. A że nie wszystko da się przeczytać na papierze (choćby dlatego że nigdy nie wyszło drukiem a nie warto tego &#8220;na jeden raz&#8221; drukować), od zawsze starałem się zamienić komputer na coś, z czym można usiąść jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Każdy, kto lubi czytać, zastanawiał się na pewno nad jakimś czytnikiem. Ja nie jestem w tym względzie wyjątkiem. A że nie wszystko da się przeczytać na papierze (choćby dlatego że nigdy nie wyszło drukiem a nie warto tego &#8220;na jeden raz&#8221; drukować), od zawsze starałem się zamienić komputer na coś, z czym można usiąść jak z książką&#8230;</p>
<p>Od zawsze czytałem na telefonach komórkowych, na wszelkiej maści PDA, a ostatnio również sprawiłem sobie Kindle.</p>
<p>Wreszcie, Kindle.</p>
<p>Tylko że&#8230; w przeciwieństwie do 99,9% użytkowników Kindle, nie jestem tak do końca zadowolony&#8230;</p>
<p><span id="more-1182"></span></p>
<p style="text-align: center;"><strong>Rozpakowanie i pierwsze wrażenia</strong></p>
<p>Kindle jakie jest, każdy widzi. Więc nie będę nawet robił zdjęć&#8230; Kurier przywiózł je (sama przesyłka USA-&gt;Polska idzie ekspresem lotniczym, ale odprawa celna ekspresowa już nie jest, więc realny czas dostawy to od 4 dni roboczych do dwóch tygodni) w ekologicznym opakowaniu będącym jednocześnie kartonową paczką i całkiem estetycznym pudełkiem. W środku znajdowały się jedynie czytnik, kabel USB (wersja micro-USB) oraz bardzo skrócona instrukcja. Ładowarki brak, osoby które chciały by żeby Kindle był &#8220;niezależny od komputera nawet w przypadku ładowania&#8221; muszą ładowarkę nabyć oddzielnie (albo używać ładowarki od komórek z wtyczką micro-USB, ponoć działają, nie sprawdzałem).</p>
<p>Pierwsze co należy zrobić, to czytnik naładować. Na wyświetlaczu wita nas napis &#8220;czytnik jest rozładowany, zanim zaczniesz go używać podłącz go do ładowania i poczekaj aż się włączy, i zniknie ten napis&#8221;. Samo ładowanie trwa przeraźliwie długo. Przyzwyczajony że nawet iPhone ładuje się w dwie godziny, pierwsze pełne ładowanie Kindle trwało prawie pięć godzin. Kolejne wcale nie krócej, choć za drugim razem ładował się przez noc bo nie chciało mi się czekać&#8230;</p>
<p>Jako że wziąłem wersję WiFi+3G, po włączeniu Kindle automatycznie zsynchronizował się z Amazonem, pobrał <a href="http://www.amazon.com/Complete-Works-H-P-Lovecraft-ebook/dp/B0057JQ8C8/ref=sr_1_3?s=digital-text&amp;ie=UTF8&amp;qid=1313002713&amp;sr=1-3" target="_blank">książkę</a> (którą zdążyłem na próbę kupić jeszcze zanim przyszedł sam czytnik) i można było go wypróbować.</p>
<p>Kindle wykonane jest nieźle i z niezłych materiałów. Estetyczny wygląd, nie za ciężkie (swobodnie daje się trzymać w jednej ręce nawet przez długi czas, zupełnie jak książka), plecki &#8211; dla lepszej przyczepności palców &#8211; pokryte są gumowanym tworzywem.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Oczywistości</strong></p>
<p>Pierwsze na co zwraca się uwagę to wyświetlacz &#8211; jest po prostu rewelacyjny. Kindle 3G (trzeciej generacji) posiada wyświetlacz w wersji &#8220;Pearl&#8221; &#8211; jaśniejszy i z lepszym kontrastem. I nie jest to jedynie marketingowe bajdurzenie. W porównaniu do innych czytników, które widziałem i używałem (empikowy i onyx boox 60) jest to jak porównanie &#8220;świeżo wydrukowanego&#8221; paragonu z wyblakłym już paragonem.</p>
<p>Samo czytanie umila fakt, iż Kindle pozwala na wybór jednego z trzech fontów (szeryfowy, szeryfowy wąski i bezszeryfowy), kilku rozmiarów tekstu, odstępów między wierszami oraz szerokości kolumny. Więc każdy jest w stanie ustawić sobie tekst &#8220;dokładnie tak, jak ma być&#8221;.</p>
<p>Do tego &#8211; wbrew recenzjom, które czytałem &#8211; Kindle w bardzo sprytny sposób załatwia justowanie.</p>
<p>Jeśli jest to możliwe (jeśli odstępy między słowami nie będą zbyt duże) tekst w linijce jest najnormalniej w świecie wyjustowany. Jednakże, jeśli odstęp wyszedł by zbyt duży (np. ostatnie &#8211; nie mieszczące się w linijce &#8211; słowo było zbyt długie, nie jest to wcale takie rzadkie w języku polskim), wówczas tekst w linijce jest zwyczajnie wyrównany do lewej&#8230; a tak powstałe &#8220;normalne&#8221; odstępy między słowami wcale nie odróżniają się wizualnie od &#8220;wyjustowanych&#8221;.</p>
<p>Jest to najlepsze rozwiązanie jakie do tej pory widziałem&#8230; oczywiście poza &#8220;normalnym&#8221; justowaniem + podziałem długich słów (wg. słownika, nie &#8220;tam gdzie akurat wypadnie&#8221;).</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Interfejs i obsługa</strong></p>
<p>Interfejs użytkownika jest taki sobie. Z jednej strony użyteczny i funkcjonalny, z drugiej już po dłuższej chwili używanie go staje się nużące. Choć nie mam też pomysłu jak to lepiej załatwić (chyba tylko tak jak w jednym z czytników SONY, gdzie elementy na wyświetlaczu zawsze odpowiadają wierszami przyciskom na krawędzi wyświetlacza &#8211; po jednym przycisku dla wiersza).</p>
<p>Do poruszania się po interfejsie służy &#8220;pięciokierunkowy&#8221; przycisk znajdujący po prawej stronie klawiatury, oraz słynne przyciski znajdujące się po bokach czytnika (zarówno po lewej jak i po prawej stronie, duży przycisk to &#8220;następna strona&#8221;, mały zaś to &#8220;poprzednia strona&#8221;).</p>
<p>Klikania jest co nie miara, każdy wybór książki, każdy wybór opcji, wiążą się z mozolnym klik-klik-klik&#8230; choć może to tylko przyzwyczajenie (rozpieszczenie?) do iPhone&#8217;a i Palma, oba w końcu dotykowe. Nie mogę się przy tym oprzeć wrażeniu, że wreszcie (raczej szybciej niż później) &#8220;wyklikam&#8221; te przyciski&#8230; choć muszę przyznać że dawno już, żadne mechaniczne przyciski nie zrobiły na mnie tak dobrego wrażenia ja te w Kindle. Wciskając je słychać wyraźne, mocne &#8220;kliknięcie&#8221;. Nie sprawiają one wrażenia, jakby miały się ot-tak po miesiącu zużyć.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Może by coś poczytać&#8230;?</strong></p>
<p>Aby coś przeczytać, należy to wrzucić na czytnik. Do wyboru mamy kilka sposobów. Tradycyjny przez kabel USB, nowoczesny przez WiFi (po wysłaniu na przypisany do czytnika adres @kindle.com lub @free.kindle.com) oraz bardzo nowoczesny &#8211; przynajmniej dla wersji z 3G &#8211; dostarczenie przez sieć komórkową i extra płatny (po wysłaniu na adres @kindle.com &#8211; $0.99 za każdy megabajt w zaokrągleniu do pełnego megabajta). W zasadzie opłatę można obejść nawet podczas korzystania z połączenia 3G, ponieważ formaty obsługiwane przez Kindle można pobrać bezpośrednio przez przeglądarkę &#8211; zostaniemy wówczas zapytani czy chcemy pobrać plik, znajdujący się pod klikniętym linkiem&#8230;</p>
<p>Bardzo brakuje mi jednak możliwości włożenia do czytnika karty SD. I nie chodzi tu o powiększanie pamięci (jest jej wszak 4GB, jak na książki jest to bardzo dużo), a o wygodę. Po pierwsze łatwiej jest wyjąć kartę z Kindle, włożyć ją do laptopa/komputera a następnie ponownie do Kindle. Po drugie czasem można po prostu nie mieć przy sobie tego śmiesznego kabelka micro-USB a czytnik kart SD jest obecnie chyba w każdym laptopie i w wielu stacjonarnych komputerach zwyczajnie zamiast stacji dyskietek. Po trzecie kart takich można mieć kilka, więc w prosty sposób można segregować sobie na nich posiadane teksty.</p>
<p>Właśnie, segregowanie. Teksty (świadomie nie piszę &#8220;książki&#8221;) trzymane na Kindle to jeden wielki burdel. Niby można posegregować je alfabetycznie, wg. ostatnio czytanych, nawet w jakichś zarządzanych przez użytkownikach &#8220;kolekcjach&#8221;, można nawet wyszukiwać (wpisujemy na klawiaturze kawałek tytułu i klikamy &#8220;enter&#8221;)&#8230; ale powiedzmy szczerze. Brakuje tego, co od dawna mamy na odtwarzaczach MP3. Czyli prostego segregowania po folderach albo &#8220;po tagach&#8221;. Obecnie niezależnie jak i gdzie wrzucimy pliki AZW/MOBI/TXT/PDF, lądują one w jednym, wielkim &#8220;worze&#8221;&#8230; i tak już zostają. Nawet kolekcje niewiele pomagają. Jedyne zastosowanie dla tworzenia folderów na Kindle jest takie, żeby potem się nie pogubić który plik zawiera jaką książkę (np. te z gutenberga mają kompletnie niewymowne nazwy) albo żeby po przeczytaniu usunąć jakąś serię za jednym zamachem nie bawiąc się w przeklikiwanie menu Kindle.</p>
<p>Już słyszę wiele oburzonych głosów &#8220;ale co mówisz, kolekcje są wspaniałe, a w ogóle to próbowałeś używać Calibre?! przecież on robi kolekcje z poziomu komputera i nie ma żadnego problemu&#8221;&#8230; może i tak, ale jakbym chciał się uzależniać od komputera, to kupił bym iPada i używał do spółki z iTunes&#8230; więc Calibre nie używam.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Obsługiwane formaty</strong></p>
<p>Podstawowym formatem czytanym przez Kindle jest format MOBI. Niektórzy znają (popularny format na czytniki na PDA/Palmy/komórki) inni nie. Pliki AZW to w zasadzie to samo co pliki MOBI (można im zwyczajnie zmienić rozszerzenie i używać zamiennie).</p>
<p>Co może dla niektórych będzie zaskakujące, Kindle nie czyta aktualnego standardu ebooków &#8211; plików ePub. Jeszcze. Ponoć firmware pozwalający na ich czytanie ukaże się w bliżej nieokreślonej przyszłości&#8230;</p>
<p>Poza tym Kindle czyta jeszcze pliki PRC, ale osoby z kolekcją tekstów przygotowanych &#8220;na Palma&#8221; nie mają się z czego cieszyć, ponieważ nie są to dowolne pliki na palma (zTxt, PalmDoc, Plucker) tylko ponownie pliki MOBI.</p>
<p>Za to Kindle czyta pliki TXT. Do tego &#8211; o ile taki plik zapisany jest w kodowaniu UTF-8 &#8211; może być zapisany w dowolnym języku. Kindle obsługuje Unikod, więc nie ma problemu z żadnym pismem jakie sprawdziłem: łacińskie (z dowolnymi diakrytykami), greckie, cyrylica, hanzi (chińskie), kanji/kana (japońskie), hangul (koreańskie), dewanagari (hinduskie), khmeri, gruzińskie, armejskie&#8230; potem skończyły mi się pomysły. Jedyne czego nie udało mi się odczytać wprost z pliku TXT (a wiem że Kindle je wyświetla, bo wyświetlają się przykładowo w przeglądarce) to języki zapisywane od prawej do lewej &#8211; arabski i hebrajski.</p>
<p>Na koniec należało by zaznaczyć że Kindle wyświetla pliki PDF, nawet te &#8220;skomplikowane&#8221;. Jedyny problem polega na tym, że jeśli plik PDF nie został przygotowany z myślą o czytniku z małym bądź co bądź wyświetlaczem, po prostu niewiele widać. Jednak 6 cali i wyświetlacz 600&#215;800 pikseli to mało. Nawet jeśli Kindle stara się automatycznie usuwać puste marginesy wokół tekstu (co swoją drogą całkiem nieźle mu wychodzi&#8230; ale tylko na niektórych plikach PDF, na innych tego nie robi).</p>
<p>Kindle pozwala co prawda na czytanie &#8220;bokiem&#8221; (na szerokość wyświetlacza), ale takie a nie inne ułożenie przycisków skutecznie to uniemożliwia &#8211; nie jestem w stanie wygodnie czytać w poprzek i wciskać przycisk &#8220;dalej&#8221; znajdujący się do wyboru centralnie na środku pod tekstem albo centralnie na środku nad tekstem. Wygodne było by przykładowo wciskanie spacji (będącej teraz na boku), ale spacja w ten sposób nie działa&#8230; przynajmniej nie w plikach PDF (a innych w zasadzie nie ma sensu czytać na szerokość).</p>
<p>Na Kindle można jeszcze przeglądać internet &#8211; przeglądarka jest nadspodziewanie wygodna i użyteczna, nie licząc tego że renderowanie jest dość powolne a samo przeklikiwanie się do wybranego linka mozolne, to te drobne niedogodności nagrodzone są możliwością przeczytania dowolnej strony www niczym książki. I nie przesadzam, bo Kindle posiada nawet &#8220;article mode&#8221; czyli znane chyba już wszystkim Readability. Dla osób które nie wiedzą o co chodzi &#8211; strona zostaje odśmiecona, pozostaje jedynie sam tekst i obrazki związane z tekstem. Reklamy, przyciski i wszystkie inne &#8220;przeszkadzajki&#8221; zostają usunięte. Do nawigacji po stronie używa się przycisków &#8220;następna strona&#8221; &#8211; zupełnie jak podczas czytnia normalnej książki.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Zasilanie</strong></p>
<p>&#8230; tylko że&#8230; problem z używaniem darmowego 3G (tak, przeglądanie internetu jest całkowicie darmowe &#8211; i to na całym świecie!) jest taki, że używanie 3G powoduje iż akumulatorek rozładowuje się w oczach. Tak dosłownie. Nie próbowałem, ale nie wydaje mi się żeby Kindle przy przeglądaniu Wikipedii przez 3G działało znacząco dłużej niż gdyby robić to na iPhone&#8217;ie (iPhone wytrzymuje przy używaniu WiFi non-stop około 5 godzin, przy połączeniu EDGE trochę dłużej, przy 3G nie wiem, bo mój zabytkowy iPhonie nie ma 3G).</p>
<p>W każdym razie 2 miesiące bez ładowania to również mit. Ba, nawet miesiąca nie wytrzymuje.</p>
<p>Za pierwszym razem Kindle padło przed tygodniem od pierwszego ładowania (co można zrzucić na to że &#8220;bawiłem&#8221; się WiFi i 3G), zaś za drugim razem (tym razem bez zabawy z WiFi i 3G) patrząc na wskaźnik baterii szacuję że padnie po mniej niż dwóch tygodniach&#8230; ale może po prostu za dużo czytam&#8230;</p>
<p>Mówiąc szczerze jestem potwornie zawiedziony. Mój Palm m515 (po wymianie baterii, oryginalna po latach była bezużyteczna) działa od dwóch do trzech tygodni (zależy jak intensywnie czytam), przy czym non-stop działa mu podświetlenie (czytam głównie wieczorem), od czasu do czasu gram na nim w szachy i stale używam go jako budzika&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Co czytać? Amazon&#8230;</strong></p>
<p>Kindle jest dla Amazonu tym, czym jest iPhone/iPod/iPad dla Apple albo dowolna konsola dla producenta konsol &#8211; pretekstem do zaopatrywania się w ichniejszym sklepie.</p>
<p>Darmowe, dostępne zawsze i wszędzie 3G dodatkowo to ułatwia (a Amazonowe &#8220;one-click&#8221; jeszcze bardziej &#8211; po kliknięciu &#8220;kup&#8221; nie dostajemy już żadnego potwierdzenia, od razu jesteśmy kasowani i dostajemy książkę).</p>
<p>&#8230; tylko że&#8230; o ile sam wpadłem kiedyś w szał kupowania w AppStore &#8211; a to jakieś gry, a to jakieś bardziej i mniej przydatne programy, o tyle nie widzę się w roli stałego klienta Amazonu.</p>
<p>Podstawowy powód to oczywiście pieniądze. Po pierwsze AppStore aż roi się od gier za $0.99 (czyli 0.79 euro &#8211; dosłownie 3 złote). Są oczywiście droższe i takie też kupowałem, ale Amazon podbił stawkę i to dość znacznie.</p>
<p>Po pierwsze Amazon liczy sobie extra za sam fakt mieszkania poza USA &#8211; do ceny którą widać w sklepie dolicza dolara lub dwa (co ciekawe &#8211; nie zawsze) &#8220;za dostarczenie&#8221;.</p>
<p>Po drugie Amazon nie ma &#8220;płaskiego&#8221; cennika &#8211; o ile Apple zawsze zatrzymuje sobie 30% wartości zakupionej aplikacji, o tyle Amazon ułożył cennik tak, że wydawcy bardziej opłaca się wydać drożej niż taniej (zatrzymuje tym większy procent im drożej wyda książkę).</p>
<p>&#8230; czyżby to była próba uniknięcia AppStore&#8217;owego bałaganu związanego z &#8220;milionem aplikacji za grosze, w tym 999 tysięcy to zupełny szajs&#8221;? A może po prostu nie chce wychować wydawców i klientów na &#8220;pokolenie kupujące tylko za grosze&#8221;? Nie wiem&#8230;</p>
<p>Po trzecie wreszcie, nawet jeśli już zdecyduję się wydać te 10 czy 20 dolarów na książkę&#8230; ze zgrozą spostrzegam że wydanie papierowe jest często TAŃSZE niż wydanie elektroniczne&#8230; że co?! a ja myślałem że takie rzeczy tylko w empiku&#8230;</p>
<p>Można co prawda dostać z Amazonu książkę zupełnie za darmo, ale jest to albo klasyka (czyli to, co i tak można pobrać z <a href="http://www.gutenberg.org/" target="_blank">gutenberga</a>), albo &#8220;promocje&#8221; na książki których chyba i tak nikt nie kupuje&#8230;</p>
<p>Wiem że marudzę, ale co na to poradzę. Jakoś nie tego się spodziewałem po huraoptymistycznych recenzjach &#8220;kupowania w Amazonie&#8221;.</p>
<p>Chyba tylko książki &#8220;techniczne&#8221; są tańsze i prostsze do zdobycia niż ich papierowe, polskie wydania. Przykładowo książkę związaną z programowaniem (której i tak bym nie chciał czytać po polsku, bo zrozumiał bym wtedy mniej niż z oryginału) nabędziemy za $20 (na chwilę obecną jakieś 60zł) czyli co najmniej 20zł taniej niż w księgarni za polskie wydanie.</p>
<p>I z tej właśnie możliwości mam zamiar skorzystać i to nie raz. Wolę nosić ze sobą Kindle z kilkoma takimi książkami, niż nawet jedno, opasłe, 1000-stronicowe tomiszcze&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Co czytać? Nie-amazon&#8230;</strong></p>
<p>Przede wszystkim WIKIPEDIA! Kindle to &#8220;czytnik online&#8217;owej wersji Wikipedii, bez limitów, bez żadnych ukrytych kosztów&#8221;. W wersji WiFi tylko w zasięgu WiFi, w wersji WiFi+3G gdziekolwiek gdzie da się złapać zasięg jakiejkolwiek sieci komórkowej. W Polsce i na świecie.</p>
<p>Poza tym (jeśli ktoś już przeczytał całą Wikipedię, albo nie jest nią zainteresowany w pierwszej kolejności) lista źródeł jest tak długa, że nawet nie wiem od czego zacząć.</p>
<p>Paradoksalnie nie od sklepów z ebookami, ponieważ Kindle nie obsługuje (co w sumie nie powinno być niespodzianką) ani formatu ePub ani tym bardziej zabezpieczonego formatu ePub. Co prawda są &#8220;magiczne&#8221; konwertery, ale jest to niezgodne z regulaminem sklepu i takie tam&#8230; więc poczekam sobie na update z natywną obsługą plików ePub a potem znajdę sklep sprzedający niezabezpieczone pliki ePub (a są już takie nawet w Polsce).</p>
<p>Pierwszym miejscem, gdzie warto się udać, jest oczywiście <a href="http://www.gutenberg.org/" target="_blank">gutenberg</a>. Jest tam masa wszelkiej maści &#8220;klasyki&#8221;.</p>
<p>Kolejno można czytać te wszystkie składowane przez lata pliki TXT, przykładowo z <a href="http://textfiles.com/" target="_blank">textfiles</a>.</p>
<p>Wreszcie Kindle pozwala na czytanie tego, czego normalnie nie chce się nam czytać prosto z ekranu komputera.</p>
<p>Przede wszystkim RSS-y (najlepiej takie przygotowane przez Calibre &#8211; mają postać &#8220;elektronicznej gazety&#8221; z podziałem na sekcje i artykuły). W przygotowaniu takiego zestawu RSS-ów bardzo przydatne będzie online&#8217;owe narzędzie będące odpowiednikiem Reedera na iPhone&#8217;a i Maka &#8211; <a href="http://fulltextrssfeed.com/" target="_blank">fulltextrssfeed</a> &#8211; &#8220;rozwijające&#8221; skrócone RSS-y w RSS-y z pełną treścią wpisu. Przy czym treść jest wyczyszczona niczym przez Readability a my dostajemy link do &#8220;ulepszonego&#8221; RSS-a, który można wkleić do dowolnego czytnika (nie tylko Calibre).</p>
<p>Poza tym istnieje wiele stron, na których można znaleźć dzienną porcję interesujących tekstów. Żeby wymienić tylko kilka takich agregatorów, są to:</p>
<ul>
<li><a href="http://givemesomethingtoread.com/" target="_blank">Give Me Something To Read</a></li>
<li><a href="http://longreads.com/" target="_blank">longreads</a></li>
<li><a href="http://longform.org/" target="_blank">longform</a></li>
<li><a href="http://byliner.com/" target="_blank">Byliner</a> (tu są również &#8220;własne&#8221; teksty)</li>
</ul>
<p>Jak wrzucić teksty z tych stron na Kindle? Proste. Można użyć <a href="http://www.instapaper.com/" target="_blank">Instapaper</a> lub <a href="http://www.readability.com/" target="_blank">Readability</a>.</p>
<p>Instapaper jest zupełnie darmowy i pozwala zarówno na pobranie pliku (&#8220;gazety&#8221; z wybranymi przez nas artykułami z internetu) do ręcznego umieszczenia na Kindle, jak również wysłanie go bezpośrednio na Kindle przy pomocy jednego z Kindle&#8217;owych adresów email. Jedyny minus jest taki, że w tekstach przygotowanych przez Instapaper brak jakichkolwiek grafik&#8230; Co ciekawe tak pobrane pliki to kolejne wydania &#8220;elektronicznej gazety&#8221;, więc bezpośrednio na liście w Kindle widzimy tylko &#8220;najnowsze wydanie&#8221;, zaś pozostałe lądują w &#8220;archiwum&#8221; (które jest dostępne z poziomu menu Kindle tak długo, jak długo archiwalnego wydania nie usuniemy albo z poziomu Kindle albo jako pliku).</p>
<p>Readability działa trochę inaczej &#8211; pozwala na wysłanie pojedynczych artykułów prosto na jeden z adresów email przypisanych do Kindle, za to już z grafikami, jeśli są jakieś w tekście (co powoduje dodatkowy bajzel na liście książek w Kindle). Nie wiem czy w wersji płatnej można również pobrać &#8220;elektroniczną gazetę&#8221; z wybranymi przez nas artykułami, jak sprawdzę to dopiszę czy się da&#8230;</p>
<p>Na koniec zostają strony z newsami &#8211; zwłaszcza &#8220;komórkowe&#8221; wersje czyta się bardzo wygodnie. Mając dostęp przez 3G (bądź nawet WiFi), takie serwisy czyta się jak codzienną, poranną gazetę&#8230; nie wycinając przy tym kolejnych połaci lasów.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Czytamy&#8230; w końcu!</strong></p>
<p>Czytanie jak czytanie. Tu trzeba przyznać, że czytanie z Kindle jest praktycznie jak czytanie z papierowej książki. Co prawda wyświetlacz Kindle nie jest zupełnie matowy jak papier, tylko jakby &#8220;zafoliowany&#8221;, to sam tekst wygląda zupełnie jakby był wydrukowany. Nie ma żadnych &#8220;kątów patrzenia&#8221;, nie ma żadnego kombinowania, po prostu przy odpowiednim oświetleniu (bo Kindle nie ma żadnego własnego podświetlenia) czytamy zeń jak ze zwyczajnej książki.</p>
<p>Oczywiście wprawne oko z łatwością dostrzeże piksele (wyświetlacz Kindle to nie jest żadna magia, on naprawdę ma rozdzielczość 600&#215;800 i naprawdę widać na nim najnormalniejsze w świecie piksele). Jednakże ogromnym plusem jest to, że te piksele nie mają żadnych odstępów między sobą (przykładowo na wyświetlaczach LCD co lepsze oko zauważy wyraźną, czarną siatkę pomiędzy pikselami, choć oczywiście zależy to jeszcze od konkretnego wyświetlacza) więc przy normalnej odległości czytania tekst wygląda &#8220;jak wydrukowany&#8221;.</p>
<p>Co prawda wyświetlacz Kindle nie działa jak typowy &#8220;lustrzany&#8221; wyświetlacz komputerowy czy wyświetlacz iPada, który przy jasnym oświetleniu z powodzeniem może zastąpić lusterko, to jednak przez to że jest &#8220;jakby zafoliowany&#8221; wciąż odbija wyraźne plamy światła &#8211; czego normalny papier nie robi (chyba że kredowy).</p>
<p>Więc co prawda nie zobaczymy w Kindle odbicia własnej twarzy, ale źródło światła (lampkę nocną, słońce) już tak&#8230; i bardzo utrudnia to czytanie bo odruchowo chcielibyśmy ustawić Kindle w pozycji najlepiej odbijającej światło, ale wtedy zamiast tekstu widać jasną plamę.</p>
<p>I tu niestety napotykamy podstawowy problem&#8230; Kindle wymaga światła. Można co prawda kupić burżujsko-lansiarską okładkę z diodowym światełkiem, ale raz że kosztuje majątek (i uważam że cena nie usprawiedliwia &#8220;funkcjonalności&#8221;) a dwa że czerpiąc energię wprost z akumulatorka czytnika dodatkowo obniża czas czytania bez ładowania&#8230;</p>
<p>Co prawda niby można wygrzebać gdzieś jakąś nieużywaną od lat lampkę nocną, niektórzy wręcz mówią że tylko &#8220;czytanie w świetle odbitym&#8221; jest zdrowe dla oczu&#8230; ale tak naprawdę skończyło się na tym, że co prawda w dzień i wieczorem czytam na Kindle, ale w nocy przed snem wciaż czytam z Palma (tak do snu, już ze zgaszonym światłem).</p>
<p>Jeśli jednak zapomnieć o tym mankamencie, samo czytanie na Kindle to czysta przyjemność. Jeśli ktoś ma taki czy inny powód, dla którego nie lubi czytać z wyświetlacza LCD, to tu już nie ma żadnej wymówki.</p>
<p>Czytając strony przewraca się przy pomocy dużych i wygodnych przycisków znajdujących się po bokach czytnika. W najnowszym modelu po obu stronach znajdują się dwa przyciski (poprzednia/następna strona), więc czytnik równie dobrze można obsługiwać lewą jak i prawą ręką.</p>
<p>Ciekawostką jest, że przyciski te nie znajdują się na przedniej powierzchni czytnika, tylko na krawędzi (i zawijają się poza krawędź). Problem z tym związany jest taki, że jeśli ktoś nieopatrznie złapie czytnik za krawędź przy przyciskach &#8211; a bardzo łatwo zrobić to odruchowo &#8211; złapie tak naprawdę za przyciski.</p>
<p>Jeśli w czasie czytania wcisnąć przycisk pięciokierunkowy, na stronie pojawi się kursor pozwalający na zaznaczenie tekstu, wstawienie komentarza oraz sprawdzenie słowa, przy którym się znajduje, w jednym ze znajdujących się na Kindle słowników.</p>
<p>Standardowo są to słownik angielski-brytyjski i angielski-amerykański (oba Oxford, ale Amazon posiada z 10 innych, które można kupić jak każdą inną książkę).</p>
<p>Po ustawieniu kursora przy wybranym słowie, na górze lub dole wyświetlacza pojawia się dwulinijkowa, skrócona definicja. Po wciśnięciu &#8220;enter&#8221; przechodzimy do pełnej definicji w wybranym słowniku (w ustawieniach można wybrać który słownik jest domyślnie używany w czasie czytania).</p>
<p>Poza tym wszystkie słowniki znajdujące się na Kindle można czytać jak każdą inną książkę z tą różnicą, że standardowo można je przeszukiwać jak każdy słownik wpisując po prostu szukane słowo.</p>
<p style="text-align: center;"><strong><strong>Nie tylko czytanie</strong></strong></p>
<p>Kindle ma ciekawą cechę. Posiada wbudowany syntezator mowy. Standardowo czyta tylko po angielsku (do wyboru męski i żeński głos oraz trzy prędkości czytania), ale jak czyta. Czyta rewelacyjnie (przynajmniej głos męski). Jest to najlepszy syntezator mowy jaki do tej pory słyszałem &#8211; swobodnie pozwala to na posłuchanie czegoś przed snem albo w autobusie (do Kindle można podłączyć słuchawki), zamiast słuchania audiobooka (nagranego przez lektora czy po prostu przygotowanego wcześniej na komputerze) można posłuchać dowolnego pliku TXT, dowolnej książki, czy nawet RSS-a.</p>
<p>Oczywiście takie &#8220;czytanie na głos&#8221; zużywa baterię szybciej, a poza tym większość książek zakupionych na Amazonie ma zablokowaną możliwość czytania przez syntezator &#8211; okazało się że była to zbyt duża konkurencja dla audiobooków (sic!).</p>
<p>Co prawda nie doczekamy się raczej oficjalnej obsługi czytania po polsku (nie zanosi się nawet na czytanie po niemiecku), ale już znaleziono sposób jak umieścić na Kindle polską Ivonę&#8230; nie pytajcie jak, jak bardzo chcecie wiedzieć zapytajcie wujka Google.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Rozczarowania</strong></p>
<p>Po ponad dwóch tygodniach obcowania z Kindle&#8230; jestem mówiąc szczerze nieco rozczarowany.</p>
<p>Żywotność&#8230; żywotność Kindle bez ładowania jest zdecydowanie lepsza niż wszystkiego z czego do tej pory czytałem (może poza Palmem), ale jest zdecydowanie gorsza niż ta, na którą liczyłem i która jest w końcu reklamowana.</p>
<p>Do tego nawet jako &#8220;takie coś do czytania internetu na spokojnie&#8221; Kindle się średnio nadaje ale nie z powodu kiepskiej przeglądarki, co zdają się sugerować różne recenzje, tylko właśnie z uwagi na żywotność baterii. Nie mija dwie-trzy godziny czytania Wikipedii (czyli typowo: czytanie wybranego artykułu na spokojnie, poskakanie po linkach, potem znowu przeczytanie dłuższego artykułu, potem znowu poskakanie po linkach etc.) a jest praktycznie w połowie rozładowana.</p>
<p>Samo wykonanie jest niezłe, ale przyciski do przewracania stron, mimo iż wciąż sprawiają dobre wrażenie, już po trzech tygodniach czytania są powciskane i zapadnięte przy krawędziach. Ciekawe jak będą wyglądać (i co ważniejsze działać) za powiedzmy pół roku&#8230;</p>
<p>Dalej, marna wygoda używania &#8220;pięciokierunkowego&#8221; przycisku do obsługi kursora (ale to nie tylko w przeglądarce, również po menu)&#8230; po tym jak poczytałem sobie Wikipedię na booksie 60 (który ma dotykowy wyświetlacz), czytanie Wikipedii na Kindle to mordęga&#8230; doklikać się do wybranego linku&#8230; a potem do kolejnego&#8230; i kolejnego&#8230;</p>
<p>&#8230; do tego stopnia jestem rozczarowany Kindle jako &#8220;czytnikiem Wikipedii, zawsze i wszędzie&#8221; że rozważam jeszcze kupno <a href="http://www.thewikireader.com/" target="_blank">WikiReadera</a> tylko w tym celu&#8230; ja naprawdę UWIELBIAM czytać Wikipedię. Tylko WikiReader nie wyświetla obrazków (wiadomo) i ponoć tabel&#8230; za to wyświetla już wzory matematyczne i nie ma problemów z Unikodem. No i jest mały, długo działa na dwóch standardowych bateriach AAA i ma dotykowy wyświetlacz (ważne przy przeklikiwaniu się przez linki na Wikipedii). Choć tak jak Kindle nie ma podświetlenia wyświetlacza&#8230;</p>
<p>BONUS! Niedawny update firmware&#8217;u pozwala załadować na WikiReader wszystkie książki z gutenberga&#8230; encyklopedia + niemała biblioteka w kieszeni&#8230; więc robi się z niego &#8220;mały Kindle&#8221;&#8230;</p>
<p>Ale wracając jeszcze do Kindle&#8230;</p>
<p>Wbrew temu na co liczyłem, pomimo pierwszego dobrego wrażenia, z Kindle (przynajmniej nie &#8220;małego&#8221; Kindle, z Kindle DX na pewno tak) czytnik PDF-ów praktycznie żaden. Nawet jeśli ustawienie &#8220;lepszego kontastu&#8221; (tak naprawdę jest to bardziej odpowiednik suwaka &#8220;gamma&#8221; niż &#8220;kontrast&#8221; w programie graficznym, poza tym działa nie tylko na tekst ale i na obrazki) w pliku PDF poprawi czytelność samych liter, to te litery są wciąż zbyt małe i zbyt rozpikselowane aby je komfortowo czytać. A obracanie Kindle na bok skutkuje tylko niewygodnym przewijaniem strony i okazyjnie &#8220;rozciętymi w pół&#8221; grafikami (po odwróceniu na bok nie działa &#8220;precyzyjne przewijanie&#8221;). A szkoda, bo Kindle renderuje PDF-y wprost rewelacyjnie. Jeszcze nie znalazłem takiego, którego by nie wyświetlił niezależnie od ilości grafik, wzorów, kodu czy czegokolwiek.</p>
<p>Brakuje mi również narzędzia do przerabiania stron HTML do formatu dla Kindle. I nie mam na myśli prostej konwersji pojedynczych plików HTML przez Calibre czy nawet przez wysyłkę na adres email Kindle, tylko całej struktury plików HTML z obrazkami i wewnętrznymi linkami pomiędzy plikami. Najlepiej jeszcze, jakby taki program połączony byłby z automatycznym pobieraniem wskazanej strony prosto z internetu&#8230; i nie jest to żaden wymysł, bo nawet na Palma takie coś miałem &#8211; zwie się to <a href="http://www.plkr.org/" target="_blank">Plucker</a>. Pobierałem sobie tym, a potem czytałem na Palmie, przykładowo fragmenty Wikipedii, jakieś strony www &#8220;do poczytania na spokojnie&#8221;, tutoriale z sieci, a nawet RSS-y.</p>
<p>Nie mówiąc już o przerobieniu sobie do formatu Kindle &#8220;interaktywnych&#8221; książek w stylu serii <a href="http://www.projectaon.org/en/Main/Home" target="_blank">Lone Wolf</a>, znanych również jako &#8220;jednoosobowe, papierowe gry RPG&#8221;.</p>
<p>No i to czytanie wieczorami, już do poduszki. Może to tylko kwestia przyzwyczajenia, ale nie umiem już czytać przy świetle przed snem&#8230; a może mam złe wspomnienia po latach dwóch kierunków studiów &#8211; wtedy, ledwo widzącymi oczami, do poduszki czytało się zupełnie inne rzeczy&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Rekomendacja</strong></p>
<p>Wbrew raczej &#8220;mało entuzjastycznemu&#8221; tonowi recenzji, mogę śmiało zarekomendować Kindle każdemu, kto zastanawia się nad kupnem czytnika. Jest to wygodny i solidny czytnik, który bez wątpienia pomoże wzniecić ledwo tlący się ogieniek czytelnictwa&#8230; w sumie jak sama nazwa na to wskazuje.</p>
<p>Jednak noszenie Kindle i czytanie na Kindle to coś innego niż nawet iPad, nie mówiąc w ogóle o jakichś notebookach i netbookach. Zupełnie nie ten poziom wygody, nie ma też żadnych &#8220;przeszkadzajek&#8221; w stylu &#8220;a może w coś pogram&#8221;, &#8220;a może coś innego porobię&#8221;, &#8220;a może komunikator włączę&#8221;. Po prostu można się skupić na przyjemności czytania.</p>
<p>A z drugiej strony czytanie na Kindle jest też wygodniejsze niż czytanie z komórki czy z jakiegoś PDA, choć kupno jakiegoś PDA na allegro wciąż wychodzi taniej.</p>
<p>Tylko dwie uwagi.</p>
<p>Po pierwsze warto zastanowić się czy na pewno potrzebujemy 3G. Dopłata wynosi 150zł za coś, czego &#8211; jak się okaże &#8211; możemy nie wykorzystywać w praktyce wcale lub prawie wcale. Ale może właśnie warto mieć to na zaś, w końcu jest to darmowy dostęp do internetu działający także na wakacjach za granicą (choć niby mamy oficjalnie w Polsce <a href="http://www.aero2.pl/www/ubdi.html" target="_blank">darmowy internet</a>, ale praktycznie jakby go nie było).</p>
<p>Po drugie jeśli chcemy kupować polskie ebooki w polskich sklepach, to będą to najczęściej zabezpieczone pliki ePub, których Kindle nie obsługuje.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/2011/11/21/kindle_recenzja_po_kwartale/"><em>Druga część recenzji.</em></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2011/08/10/kindle_recenzja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Czy usłyszę różnicę między FLAC a MP3?&#8221; &#8211; test ABX na odtwarzaczu</title>
		<link>http://blog.khron.net/2011/06/27/czy_uslysze_roznice_flac_mp3_test_abx_odtwarzacz/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2011/06/27/czy_uslysze_roznice_flac_mp3_test_abx_odtwarzacz/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Jun 2011 09:57:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[ABX]]></category>
		<category><![CDATA[Kompresja]]></category>
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Odtwarzacze]]></category>
		<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>
		<category><![CDATA[Słuchawki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1148</guid>
		<description><![CDATA[<p>Po raz kolejny spotkałem się z pytaniem o to, czy ktoś będzie słyszał różnicę między FLAC a MP3/AAC/WMA/OGG bo pliki FLAC są za duże żeby je trzymać na odtwarzaczu.</p> <p>Po raz kolejny musiałem odpisać &#8220;zależy, może sprawdź?&#8221;&#8230;</p> <p>Oczywiście nie ma sensu sprawdzać tego na komputerze, w domu, na zupełnie innych słuchawkach&#8230; w końcu parametrami testu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po raz kolejny spotkałem się z pytaniem o to, czy ktoś będzie słyszał różnicę między FLAC a MP3/AAC/WMA/OGG bo pliki FLAC są za duże żeby je trzymać na odtwarzaczu.</p>
<p>Po raz kolejny musiałem odpisać &#8220;zależy, może sprawdź?&#8221;&#8230;<span id="more-1148"></span></p>
<p>Oczywiście nie ma sensu sprawdzać tego na komputerze, w domu, na zupełnie innych słuchawkach&#8230; w końcu parametrami testu ABX są nie tylko porównywane pliki, ale także warunki odsłuchu, sprzęt (źródło, wzmacniacz, słuchawki/głośniki) a nawet nastrój słuchacza.</p>
<p>Dlatego odpowiedź na pytanie &#8220;czy usłyszę w tramwaju różnicę&#8221; najlepiej uzyskać właśnie w tramwaju (chyba że ktoś nie uwierzy w stwierdzenie &#8220;skoro nie słyszę nawet na spokojnie w domu, to w tramwaju tym bardziej nie będzie różnicy&#8221;).</p>
<p>Typowy odtwarzacz nie pozwala na wygodne przeprowadzenie testu ABX przy pomocy dajmy na to wtyczki jak w foobarze2000. Ale to nie znaczy że nie da się takiego testu przeprowadzić wcale&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Test</strong></p>
<p>Procedura jest prosta, choć może być męcząca w wykonaniu. Już wyjaśniam.</p>
<p>Po pierwsze potrzeba nam dwóch plików, przykładowo pliku FLAC i pliku MP3 (bo chcemy sprawdzić czy W OGÓLE słyszymy różnicę między plikami FLAC i MP3), albo dwóch plików MP3 o różnej kompresji (żeby sprawdzić czy możemy zaoszczędzić miejsca nie obniżając W ZAUWAŻALNY DLA NAS SPOSÓB jakości tego co słyszymy). Dobrze jest ustawić im nazwy plików czy nazwy utworów w tagach w stylu &#8220;FLAC&#8221; i &#8220;MP3&#8243; czy &#8220;MP3 320 CBR&#8221; i &#8220;MP3 VBR&#8221; etc. tak żeby dało się taki plik szybko i jednoznacznie zidentyfikować patrząc na wyświetlacz odtwarzacza.</p>
<p>Następnie musimy usunąć wszystkie pliki z odtwarzacza (żeby nie przeszkadzały kiedy przełączamy się pomiędzy tymi, które są porównywane) i skopiować tylko te dwa, które porównujemy. Oczywiście jeśli odtwarzacz pozwala na używanie playlist czy jak w przypadku iPodów przełączanie poprzedni/następny działa tylko w zakresie danego albumu, wystarczy stworzyć album &#8220;Test ABX&#8221; i nie trzeba czyścić całego odtwarzacza.</p>
<p>Po skopiowaniu zakładamy słuchawki i kilka razy klikamy &#8220;następny utwór&#8221; żeby zacząć od przypadkowego pliku. Następnie słuchamy, przełączając się tylko przyciskiem &#8220;następny utwór&#8221;, starając się ustalić którego pliku aktualnie słuchamy i czy słyszymy różnicę w stosunku do tego drugiego.</p>
<p>Jeśli &#8211; po dowolnie długim czasie, takie jest założenie testu ABX, że nikt nikogo nie popędza &#8211; ustalimy że aktualny plik to któryś konkretny plik, patrzymy na wyświetlacz żeby sprawdzić czy faktycznie to ten, o którym myślimy.</p>
<p>Zapisujemy wynik (czy wskazaliśmy poprawnie, czy błędnie), &#8220;mieszamy&#8221; utwory klikając kilka razy &#8220;następny&#8221;, słuchamy, oceniamy, sprawdzamy, zapisujemy wynik i tak 20 razy.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Wynik</strong></p>
<p>Następnie oceniamy czy słyszymy różnicę czy nie. Zakładając błąd rzędu 0.05 (standard w statystyce), aby uznać że faktycznie słyszymy różnicę, na 20 prób możemy się pomylić maksymalnie 3 razy.</p>
<p>I teraz należy wyjaśnić dwie sprawy:</p>
<p>Po pierwsze wynik testu w stylu &#8220;wskazałem poprawny plik w więcej niż 50% przypadkach&#8221; nie znaczy &#8220;raczej słyszę różnicę&#8221; tylko &#8220;nic nie słyszysz, zwyczajnie strzelasz&#8221;. Ma to miejsce na tej samej zasadzie co np. 100 rzutów monetą nie zawsze da 50 orłów i 50 reszek (mimo że statystyka tak mówi) tylko przykładowo 45 i 55. Więc nawet 15 sukcesów na 20 prób można zaliczyć (na bazie przyjętego progu błędu) do strzelania&#8230;</p>
<p>Po drugie jeśli ktoś faktycznie słyszy różnicę, to powinien wskazywać poprawny plik w 100% przypadków. Tak po prostu. Tak jak jesteśmy w stanie powiedzieć &#8220;to jest czerwone, to jest zielone&#8221; albo &#8220;to jest samochód a tamto słoń&#8221;. Do tego &#8211; skoro już właściwie wskazujemy jedno i drugie &#8211; to powinniśmy być również w stanie powiedzieć JAKA to różnica. A nie &#8220;rozpoznaję bo tak, bo widzę/słyszę różnicę ale nie umiem powiedzieć jaką&#8221; (tak jakby ktoś nie umiał powiedzieć że zielony i czerwony to dwa różne kolory, albo że samochód ma cztery koła a słoń cztery łapy)&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>&#8230; czy słychać?</strong></p>
<p>Jeśli uda się nam zaliczyć test ABX z wynikiem pozytywnym i powiemy sobie jaką różnicę usłyszeliśmy, to jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie zadane na samym początku &#8211; czy różnica którą usłyszeliśmy jest dla nas istotna w czasie słuchania. Czy musieliśmy ją znaleźć na siłę i normalnie nie zwracamy na to uwagi, czy jest tak oczywista że aż przykro się słucha&#8230;</p>
<p>&#8230; bo jeśli oblejemy test ABX (więc nie jesteśmy w stanie wysłowić się na temat różnicy), to sprawa jest prosta &#8211; gdy komuś &#8220;wydaje się że słyszy różnicę i FLAC brzmi lepiej&#8221;, to faktycznie &#8211; co udowadnia test &#8211; to się TYLKO WYDAJE i jedyna różnica to &#8220;lepiej się czuję wiedząc, że słucham plików FLAC&#8221;&#8230;</p>
<p>A że ktoś inny &#8220;lepiej osłuchany&#8221; zapewni że różnica jest albo jej nie ma, nie ma żadnego znaczenia.</p>
<p>Więc zamiast znowu pytać, po prostu sprawdźcie. A jeśli obawiacie się że za 10 lat coś może się zmienić (i nagle zaczniecie słyszeć), to po prostu sprawdźcie ponownie za rok czy dwa&#8230; bo może się okazać że za 10 lat nie tyle zaczniecie słyszeć więcej z powodu &#8220;osłuchania&#8221;, co słuch stanie się mocniej stępiony z powodu wieku, zbyt głośnego słuchania czy braku należytej higieny słuchu (np. używanie brudnych pianek słuchawek dokanałowych).</p>
<p>I wielkiej kolekcji plików (tu wstaw dowolny format o ultra-wysokiej jakości) i tak nie będzie miał kto słuchać, i należycie docenić ich jakości&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>ANOVA</strong></p>
<p>To co opisałem wyżej to prosty teścik dający szybką odpowiedź na proste pytanie &#8220;&#8230; czy ja właściwie słyszę różnicę? O_o &#8220;.</p>
<p>Lecz, aby wyeliminować wszelkie wątpliwości, należało by użyć &#8211; podobnie jak to się robi w grupowych testach ABX &#8211; wielowymiarowej analizy ANOVA, która sprawdza:</p>
<ul>
<li>wpływ słuchacza na wynik testu (np. w teście bierze udział 10 słuchaczy i sprawdzamy który słyszy różnicę a który nie)</li>
<li>wpływ utworu na wynik testu (sprawdzamy czy dany utwór/fragment pozwala na usłyszenie różnicy czy nie, przykładowo mamy 10 utworów)</li>
<li>wpływ sprzętu na wynik testu (sprawdzamy czy dany zestaw ma wpływ na wynik testu; jeśli osobno testować źródło/wzmacniacz/słuchawki, a nie całość jako zestaw, to należy je rozpisać osobno jako dodatkowe wymiary testu)</li>
<li>każda kombinacja powinna zostać powtórzona (sprawdzając jednorodność wyników, czy dany wynik był dziełem przypadku czy nie)</li>
<li>&#8230; i tak dalej, można nawet sprawdzić czy na wynik testu ma wpływ najedzenie, nastrój, pogoda etc.</li>
</ul>
<p>Wówczas przeprowadza się np. 10 powtórzeń każdej kombinacji słuchacz+utwór+sprzęt (w zależności od założeń testu), co w praktyce daje ogromną ilość danych. Następnie przeprowadza analizę ANOVA przy użyciu ustalonego modelu, która da odpowiedź (dla przyjętego progu błędu) czy i co faktycznie ma wpływ na wynik testu (np. słyszenie różnic).</p>
<p>Ale to już znacząco wykracza poza pytanie, od którego się zaczeło, w końcu nie chcemy strzelać z armaty do muchy :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2011/06/27/czy_uslysze_roznice_flac_mp3_test_abx_odtwarzacz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Yubikey, LastPass, TrueCrypt, jednorazowe hasła i bezpieczeństwo</title>
		<link>http://blog.khron.net/2011/05/31/yubikey_lastpass_truecrypt/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2011/05/31/yubikey_lastpass_truecrypt/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 May 2011 10:08:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Internet]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>
		<category><![CDATA[hasło]]></category>
		<category><![CDATA[jednorazowe]]></category>
		<category><![CDATA[lastpass]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[szyfrowanie]]></category>
		<category><![CDATA[truecrypt]]></category>
		<category><![CDATA[yubikey]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1127</guid>
		<description><![CDATA[<p>Każdy ma w końcu ten problem &#8211; dziesiątki haseł do setek serwisów. Wszystkie maja być różne, mocne, niesłownikowe i w ogóle nie do złamania&#8230; a mimo to połowa z nich to &#8220;qwerty&#8221; albo &#8220;ania123&#8243;, zaś każde wykorzystywane jest nawet w dziesięciu miejscach. Tak się nie da&#8230;</p> <p>Co sprytniejsi zauważyli że przeglądarka zapisuje hasła &#8211; problemem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Każdy ma w końcu ten problem &#8211; dziesiątki haseł do setek serwisów. Wszystkie maja być różne, mocne, niesłownikowe i w ogóle nie do złamania&#8230; a mimo to połowa z nich to &#8220;qwerty&#8221; albo &#8220;ania123&#8243;, zaś każde wykorzystywane jest nawet w dziesięciu miejscach. Tak się nie da&#8230;</p>
<p>Co sprytniejsi zauważyli że przeglądarka zapisuje hasła &#8211; problemem jest bezpieczeństwo takiego rozwiązania i kwestia, co stanie się przy przypadkowym wyczyszczeniu ustawień przeglądarki. Więc producenci funkcjonalności poszli o krok dalej i pozwolili na zapisywanie haseł na ich serwerach. To też nie jest dobre, bo nie wiadomo co dokładnie dzieje się z takimi hasłami&#8230; mimo że intencje mogą być szczere.</p>
<p>Istnieją również niezależne od przeglądarek programy przechowujące hasła. Można sobie nosić taki na pendrive&#8217;ie, zrobić sobie jego kopię i zamknąć w sejfie, a całość zabezpieczona jest mocnym hasłem. Ale to też nie jest dobre, bo co jeśli taki pendrive się zniszczy, zgubi albo zapomni, a kopia w sejfie nie ma bardzo ważnego hasła które zostało dodane jako ostatnie?<span id="more-1127"></span></p>
<p>Wróciłem więc do idei zapisywania haseł w chmurze (bardzo popularne ostatnio powiedzenie &#8211; nie mogłem się powstrzymać). Udało mi się znaleźć <a href="http://www.lastpass.com/" target="_blank">LastPass</a>, dodatek do wszystkich obecnie przeglądarek, który zapisuje hasła.</p>
<p>Ale dlaczego miałby być lepszy niż te, które trzy akapity wyżej wyśmiałem?</p>
<p>Z uwagi na to iż po pierwsze wiadomo jak to działa, a po drugie guru security Steve Gibson (koleś, który odkrył spyware) dał mu swoje błogosławieństwo. Do tego można go używać zupełnie za darmo.</p>
<p>Dość powiedzieć że dane są szyfrowane jeszcze na naszym komputerze, zaś przesyłane i przechowywane na serwerze są tylko i wyłącznie w postaci zaszyfrowanej. Przy czym tylko my znamy klucz szyfrujący, który generowany jako hash (&#8220;<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Funkcja_skr%C3%B3tu" target="_blank">skrót</a>&#8220;) naszego adresu email i hasła. A skąd serwer wie że my to my i udostępnia nam te dane? Ponieważ na podstawie klucza szyfrującego tworzony jest (znów przez hash) klucz uwierzytelniający. Przy czym &#8211; należy to zaakcentować dla osób, które nie fascynuje matematyka &#8211; nie da się &#8220;odtworzyć&#8221; klucza szyfrującego ani hasła na podstawie klucza uwierzytelniającego.</p>
<p>Osoby zainteresowane szczegółami <a href="http://wiki.twit.tv/wiki/Security_Now_256#LastPass" target="_blank">odsyłam do tego podsumowania</a>.</p>
<p>Mając już LastPass zainstalowany i skonfigurowany można spokojnie stosować hasła znajdujące się na granicy możliwości zapamiętania, bądź zdać się na zupełnie przypadkowe hasła generowane przez LastPass (takie w stylu &#8220;hYKypyb4tcLPbg77&#8243;). Można też używać go tylko jako naszą &#8220;zewnętrzną pamięć&#8221; na wypadek kiedy zapomnimy ważnego, acz nieczęsto używanego hasła.</p>
<p>Najważniejsze jednak jest to, że możemy sobie taki dodatek doinstalować do każdej przeglądarki, na każdym komputerze przy którym pracujemy, a po zakończeniu pracy po prostu się wylogować (albo ustawić automatyczne wylogowanie np. po 15 minutach bezczynności komputera, żeby przypadkiem o tym nie zapomnieć).</p>
<p>Tylko że nikt rozsądny nie zaloguje się na cudzym komputerze, bo ktoś będzie mu patrzył na ręce i zapamięta hasło czy w obawie o to że zadziała jakiś keylogger&#8230; zwłaszcza jak będziemy wpisywali to samo hasło &#8211; które w końcu strzeże dostępu do pozostałych haseł &#8211; w kółko i w kółko&#8230;</p>
<p>Rozwiązanie? Są nawet trzy.</p>
<p>Po pierwsze można wygenerować sobie hasła jednorazowe. Działają one dokładnie tak, jak się nazywają &#8211; hasłem jednorazowym da się zalogować tylko raz (np. u znajomego, w kafejce, w pracy) i tyle. Proste, skuteczne, ale problematyczne kiedy się nam jednorazowe hasła skończą, bo trzeba się zalogować &#8220;głównym&#8221; hasłem żeby wygenerować więcej, albo ktoś sobie jedno zapisze. Oczywiście w przypadku kiedy zgubimy takie hasła, można się zalogować głównym hasłem i je &#8220;anulować&#8221; &#8211; nie da się wówczas nimi zalogować.</p>
<p>Po drugie można wydrukować sobie &#8220;kartę kodów&#8221;. Wtedy przy każdym logowaniu musimy podać znaki, jakie znajdują się na karcie kodów np. w polu &#8220;B7&#8243;, &#8220;D3&#8243;, &#8220;A9&#8243; (różne przy kolejnych logowaniach, karta się nie &#8220;zużywa&#8221; chyba że zażyczymy sobie żeby ją zmienić). Ale ponownie taką kartę kodów można zgubić albo ktoś może ją skopiować&#8230; dodatkowy problem jest taki, że jest ona wymagana przy każdym logowaniu&#8230;</p>
<p>Po trzecie można załatwić sobie <a href="http://www.yubico.com/yubikey" target="_blank">Yubikey</a>. Jest to sprzętowy klucz, wielkości małego pendrive&#8217;a, generujący długie hasła jednorazowe (można go też przeprogramować, ale o tym niżej). Odlany z twardego plastiku Yubikey jest bardzo masywny, nie ma obaw że się przypadkiem złamie, zepsuje czy zamoczy. Można więc bez obaw nosić go przypiętego do kluczy czy w portfelu z monetami.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/05/KRX_5295x.jpg"><img src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/05/KRX_5295x-300x200.jpg" alt="" title="Yubikey w porównaniu do monety 2zł" width="300" height="200" class="aligncenter size-medium wp-image-1130" /></a></p>
<p>Konto LastPass jest bezpłatne, lecz gdy dopłacić $1 miesięcznie (albo $5 za rok, jeśli wziąć &#8220;Yubikey + konto LastPass&#8221;) można przypisać doń jeden (bądź kilka różnych, jeśli ktoś się obawia że może się zgubić i koniecznie chce mieć coś schowane w sejfie) Yubikey&#8217;ów. Wówczas, przy każdym logowaniu, proszeni jesteśmy o wygenerowanie takiego jednorazowego hasła. Wygenerowanie to podłączenie Yubikey&#8217;a do komputera, kliknięcie kursorem w polu przeznaczonym do wprowadzenia jednorazowego hasła i dotknięcie złotego kółeczka. Tyle.</p>
<p>Na czym polega bajer?</p>
<p>Yubikey wykrywany jest w systemie jako klawiatura USB. Oznacza to że bez żadnych sterowników, bez instalacji żadnego dodatkowego oprogramowania producenta, działa we wszystkich systemach obsługujących klawiatury USB. Czyli windowsy 98 i nowsze, os x, wszelkie odmiany linuksa oraz w systemach o których typowy człowiek nigdy nie słyszał&#8230;</p>
<p>Po dotknięciu złotego kółeczka (jest to przycisk, ale dotykowy &#8211; pojemnościowy, tak jak wyświetlacz iPhone&#8217;a, czyli wykrywający ludzką skórę) generowane jest długie, jednorazowe hasło w postaci (można sobie otworzyć notatnik i generować nawet setkę takich haseł dla zabawy):</p>
<p><code>qwerty123456cctbcglhndehltfnjlngikdditegttub</code></p>
<p>&#8230; gdzie &#8220;qwerty123456&#8243; to nasz publiczny identyfikator. Jeśli ktoś się chce pobawić a nie ma Yubikey&#8217;a, to <a href="http://www.zyz.dk/yk/yubisim/yubi_simulator.php" target="_blank">dostępny jest symulator</a>.</p>
<p>Co ciekawe, jednorazowe hasło zawiera zaszyfrowane informacje pozwalające stwierdzić, czy dane hasło nie jest starsze niż ostatnie hasło wykorzystane do zalogowania &#8211; bo przykładowo ktoś znalazł nasz plik TXT, w którym zapisaliśmy 10 wygenerowanych dla zabawy haseł. Takim &#8220;starym&#8221; hasłem nie da się zalogować, więc nie musimy się przejmować keyloggerami czy hasłami które generowaliśmy w notatniku żeby pokazać znajomym jak to działa.</p>
<p>Yubikey &#8211; o czym już pisałem &#8211; jest programowalny. Poza normalnym trybem działania ma jeszcze &#8220;drugi slot&#8221; uaktywniający się nie przy krótkim, a przy długim dotknięciu. Programowalne są oczywiście oba sloty, ale na pierwszym mamy standardowo oryginalny klucz &#8211; tylko nim da się logować do LastPass. Do wyboru mamy:</p>
<ul>
<li>hasła jednorazowe (np. jedne firmowe, jedne prywatne, albo jeśli chcemy przywrócić oryginalną funkcjonalność Yubikey)</li>
<li>krótkie hasła jednorazowe OATH (6 lub 8 znaków, których obsługę można zaimplementować we własnych aplikacjach)</li>
<li>długie hasło statyczne (np. 32 znaki będące przykładowo kluczem TrueCrypt deszyfrującym nasz dysk &#8211; jeśli BIOS komputera obsługuje klawiatury USB, to Yubikey będzie w stanie wpisać nasze &#8220;długie i bezpieczne hasło&#8221; nawet zanim wystartuje system)</li>
</ul>
<p>Kolejna ciekawostka &#8211; jeśli sobie tego zażyczymy w czasie programowania Yubikey&#8217;a, statyczne hasło może zostać zmienione na wygenerowane losowo przez długie &#8211; ponad 10 sekund &#8211; przytrzymanie przycisku i potwierdzenie kolejnym dotknięciem. Wygodne jeśli musimy zmienić hasło, albo chcemy mieć sprzętowy generator haseł.</p>
<p>Mając LastPass + Yubikey jestem o swoje hasła równie spokojny, co o konto w WoW-ie mając <a href="http://itunes.apple.com/pl/app/battle-net-mobile-authenticator/id306862897?mt=8" target="_blank">autentykator</a> :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2011/05/31/yubikey_lastpass_truecrypt/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Naręczny ekologiczny zegarek atomowy</title>
		<link>http://blog.khron.net/2011/01/29/nareczny_zegarek_atomowy/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2011/01/29/nareczny_zegarek_atomowy/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 Jan 2011 23:37:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Notki]]></category>
		<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>
		<category><![CDATA[bateria]]></category>
		<category><![CDATA[casio]]></category>
		<category><![CDATA[ceptor]]></category>
		<category><![CDATA[oceanus]]></category>
		<category><![CDATA[radiowy]]></category>
		<category><![CDATA[solar]]></category>
		<category><![CDATA[słoneczna]]></category>
		<category><![CDATA[tough]]></category>
		<category><![CDATA[wave]]></category>
		<category><![CDATA[zegarek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1041</guid>
		<description><![CDATA[<p>Przy okazji dyskusji o zegarkach przypomniałem sobie, że miałem napisać jak po paru miesiącach sprawuje się mój naręczny miernik zmarnowanego mijającego czasu&#8230; choć w zasadzie to minęło już dwa lata.</p> <p>Zegarek kupiłem sobie bo okazało się że spoglądanie na komórkę żeby sprawdzić która jest godzina nie zawsze jest wygodne, a czasem jest po prostu &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przy okazji dyskusji o zegarkach przypomniałem sobie, że miałem napisać jak po paru miesiącach sprawuje się mój naręczny miernik <del datetime="2011-01-28T22:04:12+00:00">zmarnowanego</del> mijającego czasu&#8230; choć w zasadzie to minęło już dwa lata.</p>
<p>Zegarek kupiłem sobie bo okazało się że spoglądanie na komórkę żeby sprawdzić która jest godzina nie zawsze jest wygodne, a czasem jest po prostu &#8211; z takiego czy innego powodu &#8211; niemożliwe.</p>
<p>Na bazie ówczesnej dyskusji poczyniłem kilka założeń co do cech zegarka:</p>
<ul>
<li>musi być estetyczny, klasyczny</li>
<li>musi udawać że jest analogowy, żadnych wyświetlaczy lcd</li>
<li>nie chcę mechanicznego, musi być dokładny</li>
<li>żeby działał przez jakiś czas, bo na pewno zapomnę o baterii</li>
<li>musi być wodoodporny, żeby go nie załatwić myjąc ręce czy w czasie deszczu</li>
</ul>
<p>Zrezygnowałem nawet z &#8220;obowiązkowego&#8221; podświetlenia (nie planuję sprawdzać czasu w całkowitych ciemnościach) i budzika (do tego nawet komórka nadaje się idealnie, jak nie to jakiś Palm czy cokolwiek).</p>
<p>Dość ciężko było znaleźć taki zegarek (jeszcze w przyzwoitej cenie, w nieprzyzwoitej i mechaniczny by się znalazł)&#8230; ale udało się.</p>
<p>Wyczaiłem na allegro zegarek Casio Oceanus OCW-130 (na dekielku 4317) w dobrej cenie, pewnie jakaś resztka magazynowa z niemiec.<span id="more-1041"></span></p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/01/KRX_1861_blog.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1042" title="Casio Oceanus OCW-130" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/01/KRX_1861_blog.jpg" alt="" width="450" height="299" /></a></p>
<p>Na zdjęciu z moim wodoszczelnym, zabytkowym &#8211; wygrzebanym z szuflady &#8211; zegarkiem z obowiązkowym podświetleniem i budzikiem. Kiedyś to było coś&#8230; :)</p>
<p>Sam w sobie może wzbudzać mieszane uczucia &#8211; to już pozostawiam ocenie każdemu z osobna. Jakby mi się nie podobał, to bym go nie kupił w pierwszej kolejności. Choć mnie jako gadżeciarza poza samym wyglądem interesowało coś innego.</p>
<p>Po pierwsze wygląda jak klasyczny analog (mimo że dość masywny), czyli jest dobrze, nie noszę zegarka który wygląda jak szkaradek &#8220;godzący w powagę nosiciela&#8221;. Po drugie jest dokładny i bezobsługowy, czyli sam o siebie zadba&#8230; nie jestem osobą, która traktuje zegarek jak coś więcej niż &#8220;miernik czasu&#8221; (zwłaszcza że mój nieszczególnie się jako &#8220;naręczna biżuteria&#8221; nadaje ;) ), któremu należało by poświęcać sporo&#8230; czasu.</p>
<p>Co prawda wygląda (biała tarcza) jakby miał mieć podświetlenie, ale nie ma. Nawet zegarmistrz, u którego byłem żeby zmniejszyć bransoletę, zastanawiał się jak to zrobić żeby zaczął świecić&#8230; ma jedynie fosforyzujące wskazówki i cyfry godzin. Nie świeci to może tak dobrze jak słynne <a href="http://www.seikowatches.com/support/faq/lumibrite.html" target="_blank">LumiBrite</a> Seiko, ale i tak świeci nieźle i widać coś nawet po paru godzinach, nawet po naświetleniu typu &#8220;leżał sobie a w pokoju było zaświecone światło&#8221; (nie mówiąc już o wystawieniu na bezpośrednie słońce, kiedy świeci jak szalony)&#8230;</p>
<p>&#8230; ok, fajnie by było, gdyby miał &#8220;niegasnące&#8221; <a href="http://www.traserh3watches.com/en/h3_technology/" target="_blank">podświetlenie trytowe</a>.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Wave Ceptor</strong></p>
<p>Jedną z rzeczy, na których mi zależało, była dokładność. Nie stać mnie na certyfikowany chronometr za pięciocyfrową kwotę, ani nie kręci mnie przestawianie zegarka co tydzień bo się spieszy bądź spóźnia o X sekund na dobę/tydzień/miesiąc (ani tym bardziej regulowanie chodu &#8211; samodzielne czy u zegarmistrza). Nie mówiąc już o zmianie czasu zimowy/letni, rozleniwiłem się bo komputer i komórka przestawiają się same.</p>
<p>A tak zegarek codziennie o 2 w nocy (bądź w dowolnym momencie na życzenie) synchronizuje się z zegarem atomowym (<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/DCF77" target="_blank">DCF77</a>, antenka znajduje się pod tarczą zegarka), więc zawsze jest dokładny i przestawia się również przy okazji zmiany czasu zimowy/letni.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/01/mapka.png"><img class="aligncenter size-full wp-image-1056" title="Zasięg europejskich nadajników" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2011/01/mapka.png" alt="" width="348" height="147" /></a></p>
<p>Przed kupnem byłem sceptyczny co do tego, czy to w ogóle w Polsce zadziała. Okazało się że nie ma problemu &#8211; działało na Podkarpaciu, w Krakowie, w Warszawie, na Śląsku a nawet nad morzem. Czasem oczywiście bywa że znajdujemy się w miejscu gdzie fale radiowe nie docierają (grube ściany, gęsta zabudowa), ale wtedy wystarczy położyć zegarek w oknie. W miejscach gdzie normalnie przebywam kładę zegarek na szafce przy łóżku i nie mam żadnego problemu z codzienną (conocną właściwie) synchronizacją czasu.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Tough Solar</strong></p>
<p>Druga rzecz to zasilanie. Mechaniczne zegarki mogą być automatami &#8211; nakręcają się same podczas ruchów nadgarstka. Można więc zapomnieć o codziennym ręcznym nakręcaniu. Mój działa trochę inaczej &#8211; jest jak roślinka &#8211; do życia wymaga słońca. Pod całą powierzchnią tarczy ma baterię słoneczną. Mogę więc zapomnieć o co-iluś-letniej wymianie baterii.</p>
<p>6 minut słońca dziennie, albo kilka godzin światła sztucznego. Zastanawiałem się czy w którymś momencie nie przestanie mi po prostu działać &#8211; zwłaszcza w zimie, i czy będę w ogóle wcześniej wiedział ze się rozładowuje&#8230; okazało się że będę wiedział, ale nie będzie to problemem.</p>
<p>Sam akumulatorek &#8211; podobno &#8211; wystarcza na 4 miesiące pracy zegarka. Nigdy nie przejmowałem się specjalnie ładowaniem baterii, typu chodzeniem z podwiniętym rękawem czy coś. Ot jedyne co robiłem to odwracałem rękę w kierunku słońca jeśli akurat miałem okazję i odkładałem zegarek tak, żeby łapał jakiekolwiek oświetlenie w pomieszczeniu (nie chowałem go do zamkniętej szafki czy szuflady, ani nie odkładałem tarczą w dół).</p>
<p>Dwie zimy już minęły odkąd mam ten zegarek, nigdy mi się nie rozładował. Ba, nigdy nawet poziom baterii nie spadł na &#8220;niski&#8221;. Skąd to wiem? Zegarek ma ciekawie rozwiązany wskaźnik poziomu naładowania akumulatorka &#8211; kiedy zmienia się na &#8220;niski&#8221;, wskazówka sekundowa zaczyna przeskakiwać co dwie sekundy. Nigdy czegoś takiego nie widziałem, ale <a href="http://ftp.casio.co.jp/pub/world_manual/wat/en/qw4317.pdf" target="_blank">doczytałem się w instrukcji</a>.</p>
<p>W ogóle ciekawostka. Zegarek ma tryb oszczędzania energii &#8211; w nocy, pomiędzy zdaje się 23 a 6 rano (60 minut po tym jak w ciemności bateria słoneczna przestaje działać) wskazówka sekundowa ustawia się na godzinie 12. Wskazówki minutowa i godzinna działają normalnie.</p>
<p>Wskazówka sekundowa zacznie się poruszać ponownie po 6 rano, albo jeśli oświetli się tarczę zegarka światłem dostatecznie mocnym, żeby zareagowała bateria słoneczna (w praktyce wystarczyło że włączę podświetlenie iPhone&#8217;a). W &#8220;bardziej wybajerowanych&#8221; modelach z serii Oceanus wygląda to trochę ciekawiej &#8211; kiedy wszystkie ruchome elementy się zatrzymują w pozycji wyjściowej (poza wskazówkami minutową i godzinną).</p>
<p>Nie ma również problemu jeśli całkowicie zapomnieć o zegarku i schować go do szuflady. Po 6 dniach wyłączy się całkowicie (poza elektroniką odliczającą czas), dzięki czemu nawet nie ładowana, bateria nie rozładuje się zbyt szybko.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Wady?</strong></p>
<p>Zegarek ma niestety swoje wady.</p>
<p>Szkiełko okazało się mniej masywne niż nawet szkiełko iPhone&#8217;a&#8230; ale znowu ajfonem nie wymachuję na lewo i prawo przy każdej okazji. Szkiełko wciąż jest znacznie bardziej masywne niż &#8220;typowe&#8221; szkiełko zegarkowe (notka: wiem że są osoby, dla których zupełnie typowe i normalne w zegarkach są szkiełka szafirowe). W tym momencie ma jedno dziabnięcie (centralnie na środku więc i tak nie widać) oraz parę maleńkich rysek.</p>
<p>Standardowa bransoleta mogła by mieć regulację&#8230; a jeśli nie regulację, to przynajmniej mały zatrzask wydłużający ją o centymetr &#8211; idealne na lato. Zapięcie (sam mechanizm) jest już dość luźne, ale nigdy samo się nie otworzyło więc nie jest źle.</p>
<p>Poza tym &#8211; w praktyce &#8211; okazało się że dobrze by było mieć budzik w zegarku (nawet dla dosłownie jednej czy dwóch niespodziewanych okazji)&#8230; no ale miał być klasyczny i nieprzebajerowany, więc nie ma. Ale jak już jesteśmy przy rzeczach które są potrzebne przy wyjątkowych okazjach &#8211; mógłby jeszcze pokazywać dzień tygodnia&#8230;</p>
<p>Jako iż jest to stary model, posiada on możliwość synchronizacji jedynie z nadajnikami europejskimi (w niemczech i wielkiej brytanii) oraz pozwala na ustawienie jedynie trzech stref czasowych: +0, +1 i +2. Nowe Oceanusy (i chyba wszystkie nowe zegarki Wave Ceptor) nie mają takiego ograniczenia. Oczywiście poza europą zegarek wciąż działa poprawnie, jedynie nie synchronizuje się automatycznie bo nie ma z czym&#8230;</p>
<p>Wreszcie przez to że synchronizuje się z zegarem atomowym, kalendarz (długość miesięcy, lata przestępne etc.) będzie działał poprawnie tylko przez kilkadziesiąt lat (do 2099)&#8230; ale chyba nie mam powodu martwić się tym na zapas :)</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Koniec końców&#8230;</strong></p>
<p>&#8230; jestem zadowolony bo mogę sprawdzić sobie czas bez grzebania za komórką. A przy tym nie muszę się zegarkiem zajmować. Nawet szkiełko jest w nadspodziewanie dobrym stanie, mimo że zaliczyło już parę uderzeń. W tym ze dwa takie, które zniszczyły by normalne szkiełko lub plastik.</p>
<p>A teraz oddaję głos wszystkim miłośnikom Samurajów, Vostoków i podobnych, którzy patrzą na mnie z niesmakiem i pogardą ;)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2011/01/29/nareczny_zegarek_atomowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>iPhone 4 i iPod Touch 4G &#8211; Retina Display &#8211; wrażenia</title>
		<link>http://blog.khron.net/2010/12/11/iphone_ipod_touch_retina_display_wrazenia/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2010/12/11/iphone_ipod_touch_retina_display_wrazenia/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Dec 2010 15:08:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>
		<category><![CDATA[Apple]]></category>
		<category><![CDATA[iPhone]]></category>
		<category><![CDATA[iphone 4]]></category>
		<category><![CDATA[iphone 4g]]></category>
		<category><![CDATA[ipod touch 4g]]></category>
		<category><![CDATA[retina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=1020</guid>
		<description><![CDATA[<p>Widziałem dziś iPoda Touch 4G z Retina Display&#8230; i powiem szczerze że jestem pod dużym wrażeniem.</p> <p>To już nie jest &#8220;fajny wyraźny wyświetlacz&#8221; jak do tej pory, to jest &#8220;okienko&#8221; w którym wirtualnie nie istnieje pojęcie piksela!</p> <p>Oczywiście że w sieci znajdzie się wiele opinii typu &#8220;Apple kłamie, ludzki wzrok ma taką-a-taką rozdzielczość&#8221; udowadniających że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Widziałem dziś iPoda Touch 4G z Retina Display&#8230; i powiem szczerze że jestem pod dużym wrażeniem.</p>
<p>To już nie jest &#8220;fajny wyraźny wyświetlacz&#8221; jak do tej pory, to jest &#8220;okienko&#8221; w którym wirtualnie nie istnieje pojęcie piksela!</p>
<p><span id="more-1020"></span>Oczywiście że w sieci znajdzie się wiele opinii typu &#8220;Apple kłamie, ludzki wzrok ma taką-a-taką rozdzielczość&#8221; udowadniających że rozdzielczość Retina Display to &#8220;ściema&#8221;&#8230; ale opinie takie nie biorą pod uwagę pewnego drobiazgu. Podobnie jak założenie iż wszyscy ludzie słyszą w zakresie 20Hz do 20kHz, założenie że każdy człowiek ma idealny wzrok jest błędne. Sam szczycę się doskonałym wzrokiem (nie noszę okularów, mam zero na każdym oku) a mimo to musiałem przysunąć odtwarzacz blisko do twarzy żeby zauważyć w ogóle ślady pikseli&#8230;</p>
<p>A co to oznacza w praktyce? Tekst &#8220;większą&#8221; czcionką wygląda zupełnie jak wydruk &#8211; idealne kształty znaków, idealnie ostre krawędzie liter, fantastyczny kontrast i ogromna przyjemność czytania. Tekst &#8220;maczkiem&#8221; jest zaskakująco czytelny (np. pomniejszona strona www)&#8230; jest wręcz tak szczegółowy że swobodnie można patrzeć na pomniejszoną wersję strony i czytać ją pod lupą powiększającą 2 razy (sic!) o ile sama strona fizycznie mieści się na szerokości 640px (trzymając wyświetlacz w pionie) lub 960px (trzymając w poziomie).</p>
<p>Poza tym wyświetlacz jest jasny, pięknie oddaje kolory i ma znakomity kontrast. Gry i filmy &#8211; jeśli tylko mają rozdzielczość &#8220;dla Retina&#8221; &#8211; wyglądają naprawdę imponująco.</p>
<p>Przy czym już słyszę pytania &#8220;widziałeś wyświetlacz Super AMOLED?&#8221;</p>
<p>Widziałem. Moim zdaniem nie ma porównania &#8211; wybieram wyświetlacz Retina.</p>
<p>Dlaczego? Z powodu tak dużego że aż nienaturalnego kontrastu AMOLED-u (wali po oczach), zachwianego balansu kolorów (pikseli zielonych jest znacząco więcej niż czerwonych i niebieskich, więc przy wysokiej jasności biel jest zazieleniona, a przy niskiej fioletowa) oraz kompletnego braku czytelności w słońcu (nie po to kupuję &#8220;tak zajebisty wyświetlacz&#8221; żeby potem w lecie chować się gdzieś w cieniu alb o zasłaniać wyświetlacz ręką żeby np. być w stanie przeczytać SMS-a).</p>
<p>Teraz &#8211; kiedy już widziałem &#8211; jedyne czego mogę sobie (i Wam) życzyć, to kupna iPhone&#8217;a 4G lub iPoda Touch 4G&#8230; chyba że ktoś chciałby mi taki sprezentować ;)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2010/12/11/iphone_ipod_touch_retina_display_wrazenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Creative Sound Blaster X-Fi Xmod</title>
		<link>http://blog.khron.net/2009/09/10/sound_blaster_x-fi_xmod/</link>
		<comments>http://blog.khron.net/2009/09/10/sound_blaster_x-fi_xmod/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Sep 2009 00:38:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KHRoN</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne]]></category>
		<category><![CDATA[Sprzęt]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.khron.net/?p=948</guid>
		<description><![CDATA[<p>Dopiero co <a href="http://blog.khron.net/2009/09/06/karta_dzwiekowa_laptop_usb/" target="_blank">opisałem kilka kart dźwiękowych</a> USB do laptopa, a dziś recenzja jednej z nich.</p> <p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2346x.jpg"></a></p> <p>Xmod czyli DAC + DSP. Jedna z zewnętrznych kart Creative.</p> <p>Dlaczego Xmod? Ponieważ uznałem że przyda mi się &#8220;coś więcej niż tylko dźwiękówka&#8221;, poza tym wolę sprzętową realizację DSP niż 20% obciążenie Core 2 Duo 2GHz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dopiero co <a href="http://blog.khron.net/2009/09/06/karta_dzwiekowa_laptop_usb/" target="_blank">opisałem kilka kart dźwiękowych</a> USB do laptopa, a dziś recenzja jednej z nich.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2346x.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-949" title="Sound Blaster X-Fi Xmod" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2346x.jpg" alt="Sound Blaster X-Fi Xmod" width="400" height="267" /></a></p>
<p>Xmod czyli DAC + DSP. Jedna z zewnętrznych kart Creative.</p>
<p><span id="more-948"></span>Dlaczego Xmod? Ponieważ uznałem że przyda mi się &#8220;coś więcej niż tylko dźwiękówka&#8221;, poza tym wolę sprzętową realizację DSP niż 20% obciążenie Core 2 Duo 2GHz na &#8220;byle efekt&#8221;&#8230; nawet za cenę wielkości/mobilności.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Zawartość pudełka</strong></p>
<p>Xmod-a dostałem w gustownym, czarnym pudełku. Było tak duże, że przestraszyłem się że dostanę coś wielkości Extigy&#8230; W środku znalazłem kolejne pudełko (tym razem białe, momentalne skojarzenie z pudełkiem Apple i rozpakowywaniem iPhone&#8217;a) a w nim dopiero w piance Xmod.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2336.JPG"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-952" title="Xmod - pudełko" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2336-150x100.jpg" alt="Xmod - pudełko" width="150" height="100" /></a></p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2337.JPG"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-953" title="Xmod - pudełko" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2337-150x100.jpg" alt="Xmod - pudełko" width="150" height="100" /></a></p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2338.JPG"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-958" title="Xmod - pudełko" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2338-150x100.jpg" alt="Xmod - pudełko" width="150" height="100" /></a></p>
<p>W pudełku poza samym modułem Xmod znajdziemy woreczek do przenoszenia (nawet go nie rozpakowałem), jakieś papierki, kabel USB, słuchawki Creative (nie mam pojęcia co to za model, też jeszcze nawet nie rozpakowałem) i oczywiście brak płytki ze sterownikami (nie są potrzebne).</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2340.JPG"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-961" title="Xmod - zawartość pudełka" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2340-150x100.jpg" alt="Xmod - zawartość pudełka" width="150" height="100" /></a></p>
<p>Na zdjęciu &#8211; dla porównania wielkości &#8211; Xmod i iPhone.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Xmod sam w sobie</strong></p>
<p>Xmod jest mniej-więcej wielkości iPhone&#8217;a (patrz: zdjęcie wyżej), jest jednak dwukrotnie grubszy i ma mocno wystające metalowe (to nie jest plastik) pokrętło. Poza tym Xmod zbudowany jest z dobrego plastiku, jakkolwiek (poza pokrętłem) jest przeraźliwie lekki.</p>
<p>Pokrętło ma trzy zastosowania: głośność, wyciszenie (jeśli je wcisnąć, kolejne wciśnięcie wyłącza wyciszenie) oraz regulacja siły efektów. Efekt do regulacji wybieramy wciskając tą część plastiku, na której znajdują się diody (regulujemy kolejno X-Fi Crystalizer, X-Fi CMSS-3D, potem powracamy do regulacji głośności).</p>
<p>Dwie z diód świecą się na niebiesko kiedy włączony jest dany efekt (bądź pulsują z prędkością, odpowiadającą mocy efektu w czasie regulacji), trzecia (głośność) świeci się na niebiesko jeśli Xmod jest podłączony do komputera zaś na czerwono jeśli jest wyciszony.</p>
<p>Same efekty włącza się przy pomocy znajdujących się po bokach suwaków.</p>
<p>Poza tym na obu końcach Xmoda znajdują się gniazdo USB (służące do podłączenia do komputera bądź ładowarki USB) i gniazdko line-out, oraz gniazdko mikrofonowe (służące również jako line-in) i gniazdko słuchawkowe.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2343.JPG"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-963" title="Xmod - wygląd" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2343-150x100.jpg" alt="Xmod - wygląd" width="150" height="100" /></a></p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2344.JPG"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-964" title="Xmod - wygląd" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2344-150x100.jpg" alt="Xmod - wygląd" width="150" height="100" /></a></p>
<p>&#8230; aż chciało by się spytać czy Xmod ma lustrzane plecki? ;) Nie, nie ma, ma plastikowe plecki z gumowymi podkładkami &#8211; dzięki nim w ogóle się nie ślizga, trzyma się stabilnie blatu nawet jak szarpnąć za kabel słuchawkowy.</p>
<p><a href="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2345.JPG"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-962" title="Xmod - plecki" src="http://blog.khron.net/wp-content/uploads/2009/09/KRX_2345-150x100.jpg" alt="Xmod - plecki" width="150" height="100" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><strong>Podłączenie do komputera</strong></p>
<p>&#8230; jest skrajnie proste. Kabel podpinamy z jednej strony do komputera z drugiej do Xmod-a. Windows automatycznie instaluje wymagane sterowniki. Xmod sam przestawia się jako domyślna karta dźwiękowa i zaczyna działać (tuż po podłączeniu może istnieć konieczność restartu odtwarzacza muzyki/filmów jeśli jakiś jest akurat włączony), zaś wbudowana/zintegrowana dźwiękówka przestaje działać aż do odpięcia Xmod-a od komputera. Jest to urządzenie praktycznie bezobsługowe.</p>
<p>Jedyny wpływ jaki mamy na Xmod-a z poziomu komputera to regulacja głośności. Z racji braku sterowników/oprogramowania Creative&#8217;a nie mamy dostępu do panelu znanego z kart X-Fi czy wsparcia dla efektów środowiskowych (EAX) w grach. Xmod odtwarza jedynie dźwięk stereo (2.0), nie odtwarza on dźwięku 5.1 ani podobnych.</p>
<p>Ze strony Creative&#8217;a można pobrać dlań nowy firmware. Jedyna zmiana jaka została opisana to &#8220;możliwość monitoringu nagrywania z line-in&#8221; &#8211; jako iż nie ma to dla mnie w tym momencie znaczenia, więc nowego firmware&#8217;u nie instalowałem.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Brzmienie</strong></p>
<p>Xmod to w zasadzie dwie niezależne części: wyspecjalizowany DAC i wyspecjalizowany procesor DSP.</p>
<p>Poprawa w stosunku do laptopowej dźwiękówki jest oczywista. Dźwięk jest czysty, mocny, bez trzasków czy zniekształceń. Szumy są minimalne (praktycznie ich brak w porównaniu do mocno zaszumionej dźwiękówki laptopa). Wbrew opiniom które czytałem Xmod wydaje się grać głośno (słucham na około 1/3 skali). Oczywiście nie próbuję podłączać doń dużych, &#8220;domowych&#8221; słuchawek, które same z siebie wymagają wzmacniacza.</p>
<p>Po podłączeniu do Xmod-a SRS-y i iBudsy grają zaskakująco dobrze (na tyle na ile mogą), znacznie lepiej niż podczas słuchania prosto z laptopa. Jestem zaskoczony że takie słuchawki mogą grać na tyle dobrze, że z przyjemnością słucham na nich muzyki nie kombinująć jak tu natychmiast kupić nawet małe słuchawki nauszne.</p>
<p>Xmod gra szeroko, scena/przestrzeń jest wyczuwalna. Dźwięk nie jest zbity gdzieś przy uszach, ale rozchodzi się także na boki. Bas jest dość mocny i sprężysty (jak na pchełki), nie chowa się, góra jest wyraźna i czysta, nie narzucająca się (chyba że taką charakterystykę ma utwór &#8211; bezlitośnie wychodzi to w czasie odsłuchu). Jedynie środek jest nieco cofnięty (wina słuchawek które mam pod ręką) ale charakterystyki Karmy Xmod nie ma. Jednak &#8211; ogólnie &#8211; jest nieźle zbalansowany.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>X-Fi Crystalizer</strong></p>
<p>Xmod sam w sobie gra dobrze. Jeśli jednak ktoś uzna że gra &#8220;blado&#8221;, zawsze można włączyć Crystalizer.</p>
<p>Ciężko jest opisać jak on brzmi&#8230; w praktyce: dźwięk staje się nieco głośniejszy (trzeba więc uważać żeby nie przesterować muzyki o mocno skompresowanej dynamice, która już jest wysterowana &#8220;na zero&#8221;), dynamika zostaje lekko skompresowana (efekt jest raczej subtelny niż przypominający normalizację dźwięku), atak jest mocniejszy a dźwięk donośniejszy/czystszy/mocniejszy/agresywniejszy. Wyeksponowane zostają także bas i góra (trochę jak &#8220;loudness&#8221; na niektórych wzmacniaczach). W niektórych utworach wokal może schowć na rzecz &#8220;agresywniejszych&#8221; instrumentów.</p>
<p>Nie jest to efekt który chciałbym mieć stale włączony od teraz aż do końca istnienia wszechświata, ale (jeśli dobrze go ustawić) faktycznie pomaga &#8211; zwłaszcza podczas słuchania &#8220;kiepskiej&#8221; jakości muzyki w &#8220;kiepskich&#8221; słuchawkach. Na niektórych utworach/gatunkach muzyki sprawdza się lepiej niż na innych, czasem się po prostu nie sprawdza, ale jak najbardziej można go słuchać bez ryzyka utraty słuchu. Po prostu trzeba eksperymentować (włączać go i wyłączać, i wybrać wersję która brzmi według nas lepiej).</p>
<p>Oczywiście twierdzenie Creative&#8217;a iż &#8220;MP3 brzmi teraz jak DVD-Audio&#8221; jest przesadzone&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>X-Fi CMSS 3D</strong></p>
<p>Efektem ze zupełnie innej beczki jest dźwięk przestrzenny, CMSS. Xmod oferuje dwie jego wersje &#8211; na wyjściu słuchawkowym wersję dostosowaną dla słuchawek, na line-out wersję dla głośników. Opisuję oczywiście wersję dla słuchawek.</p>
<p>Najprościej było by powiedzieć że CMSS brzmi jak Dolby Headphone. Nie jest to subtelny efekt pokroju SRS-u, tylko podobnie jak efekt Dolby zmienia on kompletnie brzmienie. W pierwszym momencie po włączeniu można wręcz stwierdzić &#8220;teraz wszystko jest dziwnie stłumione, brzmienie jest kompletnie, dziwnie zmienione&#8230; do niczego&#8221;.</p>
<p>Po prostu dźwięk rozbijany jest na 5 wirtualnych głośników, a następnie na te nakładane są odpowiednie algorytmy HRTF sprawiające że słychać je z odpowiedniego punktu w przestrzeni. Jak się wsłuchać, to ma się wrażenie że muzyka brzmi teraz &#8220;jak w jakimś klubie&#8221;.</p>
<p>Oczywiście siłę efektu można regulować, ale nie każdemu CMSS będzie się w ogóle podobać. Generalnie &#8211; przynajmniej moim zdaniem &#8211; raczej nie nadaje się to do słuchania muzyki. Ale za to doskonale nadaje się do innych zastosowań.</p>
<p>Jest to jeden z niewielu efektów działających na dźwięk mono (mono do stereo) a więc na audiobooki czy podcasty &#8211; dzięki czemu bez zmęczenia (i bez wrażenia &#8220;głosu w głowie&#8221;) można słuchać tychże nawet przez dłuższy czas. Poza tym znakomicie ogląda się filmy &#8211; dźwięk na słuchawkach staje się faktycznie otaczający. Co więcej Xmod znakomicie radzi sobie z dźwiękiem Dolby Surround/ProLogic II (zachowuje oryginalne kanały 5.1 działając jak dekoder Dolby Headphone czy Dolby Virtual Speaker), więc np. w ustawieniach ffdshow wystarczy jako &#8220;format wyjściowy&#8221; w mikserze ustawić &#8220;Dolby ProLogic II&#8221; zamiast &#8220;2.0/stereo&#8221; i włączyć CMSS żeby uzyskać całkiem niezły efekt.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Oba efekty naraz</strong></p>
<p>Oba te efekty nie &#8220;przeszkadzają&#8221; sobie, więc po włączeniu obu słyszymy &#8220;wzmocniony dźwięk przestrzenny&#8221;. Przydatne kiedy ścieżka dźwiękowa filmu jest w tragicznej jakości, np. filmiki na youtube, można oczywiście włączyć to podczas oglądania regularnego filmu (nie tylko filmu akcji).</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Działanie jako stacjonarny wzmacniacz/efekt</strong></p>
<p>Nie miałem niestety okazji wypróbować go po wpięciu bezpośrednio między odtwarzacz a słuchawki/głośniki, ale &#8211; poza samym wzmocnieniem &#8211; może on oferować efekt 3D (podcasty/audiobooki słuchane bez pośrednictwa komputera czy oglądanie filmów ze stacjonarnego odtwarzacza nie posiadającego efektu &#8220;dźwięku przestrzennego z dwóch głośników&#8221;) oraz Crystalizer (wyraźniejszy/ciekawszy dźwięk, zwłaszcza z kiepskiego źródła i na kiepskich głośnikach/słuchawkach).</p>
<p>Dla kogoś może to być dużo, dla innych mało albo i nic (nienaturalny dźwięk przestrzenny, nieprzyjemne/niemuzykalne wzmocnienie). Jest to kwestia preferencji, ciężko o tym dyskutować. W każdym razie miło że Xmod ma więcej niż tylko jedno zastosowanie.</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Podsumowanie</strong></p>
<p>Xmod może służyć zarówno jako upgrade zintegrowanej karty dźwiękowej, jak również jako samodzielne urządzenie toru audio. Brzmi dobrze, jednak ocena brzmienia jego dwóch efektów zależy tylko od preferencji słuchacza. W każdym razie da się ich słuchać i często są całkiem przydatne.</p>
<p>Oczywiście posiadacze klasycznych DAC-ów mogą się mocno obruszyć na tak barbarzyńską ingerencję w dźwięk, ale przynajmniej odpowiada za nią wyspecjalizowany procesor DSP.</p>
<p>Minusy? Rozmiar (zdecydowanie nie jest to coś, co schowamy do kieszeni żeby nosić razem z laptopem) i dostępność. Cena spadła przez lata do akceptowalnego poziomu 120zł, ale jedynym źródłem jakie znalazłem (poza używanymi na allegro w cenie około 100zł) był sklep morele.net . Oraz oczywiście &#8211; z racji braku sterowników Creative&#8217;a &#8211; Xmod nie ma żadnego wsparcia dla systemu EAX (efekty środowiskowe) czy dla gier jako takich. Jest to raczej urządzenie dla słuchaczy, nie dla graczy.</p>
<p>Update: Xmod trafił jednak do szuflady, teraz używam <a href="http://blog.khron.net/2010/10/19/sound_blaster_tactic3d_alpha_sigma/" target="_blank">SB Tactic3D</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.khron.net/2009/09/10/sound_blaster_x-fi_xmod/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

