Jakiś czas temu napisałem recenzję Kindle (mam Kindle 3G, znane obecnie jako Kindle Keyboard 3G). Dość szczegółowo opisałem sam czytnik, ale – może z powodu wygórowanych oczekiwań i początkowych problemów z baterią – nie byłem zeń przesadnie zadowolony.

Teraz – po ponad kwartale od kupna – muszę powiedzieć że jestem zeń bardzo zadowolony. Nawet wracając do moich trzech największych zarzutów wobec Kindle, okazało się że nie jest tak źle. Ba, jest jest dobrze.

Bateria

Na początku najbardziej uwierała mnie bateria. A konkretnie to, jak bardzo była przereklamowana. Kindle powinien działać dwa miesiące z wyłączonym WiFi/3G i dwa tygodnie z włączonym. Mój działał dwa tygodnie z wyłączonym…

… okazało się że problem był dwojaki.

Po pierwsze problemem była świeża “nieuformowana” bateria. Zbyt entuzjastycznie zabrałem się za czytanie, zapominając o tym, że baterię trzeba na początku ze dwa razy naładować i rozładować do momentu, kiedy pojawia się komunikat “bateria prawie rozładowana”. I jeśli chcemy oceniać żywotność baterii, to dopiero wtedy (oczywiście wcześniej można normalnie używać urządzenie, ale biorąc poprawkę na to, że bateria nie działa jeszcze tak dobrze, jak będzie po drugim czy trzecim ładowaniu).

Dodatkowo trafiłem na dość słynny problem z “ładowaniem Kindle oryginalną ładowarką od iPhone’a” – że niby nie chce się ładować bo ładowarka ma złe parametry i takie tam. Bo okazuje się że Kindle faktycznie ma tajemnicze problemy z ładowaniem, ale nie tylko z ładowarki iPhone’a – także prosto z komputera. Dioda ładowania się świeci (a potem nawet zmienia na “naładowano”) ale sam czytnik nie ładuje baterii – przykładowo po ładowaniu przez całą noc wyłącza się w ciągu paru minut od odpięcia od ładowarki. Nie wiem czym jest to spowodowane, ani jakie jest wyjaśnienie, ale wiem jak temu zaradzić.

Trzykrotnie zauważyłem, że Kindle nie ładował się wtedy, kiedy podłączyłem go do ładowarki bądź komputera kiedy był włączony, a następnie sam przeszedł w stan uśpienia.

Rozwiązanie? W moim przypadku wystarczyło podłączyć czytnik do ładowania, a następnie przesunąć suwak aby go ręcznie wprowadzić w tryb uśpienia (jeśli już był uśpiony to wybudzić go po podłączeniu a następnie ponownie uśpić). Przyznaję że jest to dziwne i mam świadomość że brzmi to jak voodoo, ale powyższy sposób działa… nie miałem już więcej problemów z ładowarką od iPhone’a…

Po drugie – wracając do baterii jako takiej – problem wynikał właśnie z mojego entuzjazmu. Raz że załadowałem Kindle’a wszystkim co nawinęło mi się pod rękę (więc musiał to po nocach indeksować, co dość znacząco zżera baterię), a dwa że okazało się iż jestem kompletnie niestatystycznym czytelnikiem.

Okazało się iż reklama Kindle’a, mówiąca o dwóch miesiącach bez ładowania, jest policzona dla “statystycznego czytelnika” czyli maksymalnie 30 minut czytania dziennie (co – ponoć – daje jakieś 100 stron).

Noo… to ja, czując się jak dziecko kiedy tato zapisał mnie do biblioteki, czytałem nawet sześć godzin dziennie… do tego raczej szybciej niż te 3 strony na minutę. Co oznacza że – w przeliczeniu – żywotność baterii się mniej-więcej zgadza a problemem było moje chorobliwe czytelnictwo ;)

Przyciski do przerzucania stron i włącznik

Moim drugim problemem była pozorna filigranowość przycisków do przerzucania stron. Cóż… po kwartale okazało się, iż co prawda nie są już idealnie spasowane z resztą obudowy – są lekko “wciśnięte” – to jednak nie oznacza to że są kiepskie. Wręcz przeciwnie. Dopiero teraz czuć jak są mechanicznie wytrzymałe i dostosowane do jednak częstego klikania. A to że nie są już idealnie spasowane z obudową to – przynajmniej dla mnie – jedynie detal.

Kolejną niepokojącą mnie od strony mechanicznej rzeczą, był włącznik. Na początku nie miałem z nim problemów, ale w pewnym momencie był ni to zaklejony, ni to zablokowany – był dość znaczny problem żeby go przesunąć, potem nie chciał sam wrócić do początkowej pozycji… ale w pewnym momencie mu to przeszło. Tak po prostu samo z siebie. I nie mam już z nim problemów, więc uznaję to za zwykły przypadek.

Przelgądarka i Wikipedia

Nie ukrywam że bardzo liczyłem na przeglądarkę w Kindle, głównie z uwagi na “przenośny czytnik Wikipedii”. Okazało się że przeglądarka w Kindle – najoględniej rzecz ujmując – jest jaka jest. Jest zbyt dobra, żeby nie dało się jej w ogóle używać, ale jest przy tym zbyt kiepska, żeby używać jej na co dzień do czegoś więcej niż okazyjnego/wieczornego czytania na spokojnie Wikipedii (bo przeglądanie artykułu wraz z linkami, które wpadną nam w oko, Kindle jest po prostu zbyt powolne i zbyt niewygodne pod względem nawigacji)… innymi słowy w awaryjnych sytuacjach czy po prostu okazyjnie niczego więcej nie trzeba. Ale do intensywnego przeglądania internetu na codzień się zwyczajnie nie nadaje…

… co nie oznacza, że przeglądarka i 3G są bezużyteczne.

Bo nie są.

Po pierwsze Kindle Keyboard 3G to jedyne Kindle posiadające “darmowy internet na całym świecie” – nowe Kindle Classic w ogóle nie ma wersji z 3G, zaś Kindle Touch 3G ma darmowy dostęp do internetu ograniczony jedynie do zakupów w sklepie Amazon i przeglądania Wikipedii.

Po drugie przy pomocy przeglądarki można przesyłać sobie za darmo książki czy artykuły na czytnik, z pominięciem maila Amazonu oraz komputera. Wystarczy kliknąć w przeglądarce na link prowadzący do pliku TXT czy MOBI, a zostaniemy zapytani czy chcemy go pobrać. Odpowiadając “tak”, taki plik będzie po chwili dostępny w menu czytnika.

A skąd wziąć takie pliki? Przykładowo z własnego FTP czy z instapaper. Można tamże kilknąć “pobierz artykuły jako plik dla Kindle” i pobrać wszystko, co oznaczyliśmy “do czytania na później”, prosto na Kindle i zupełnie za darmo.

Interface i inne uwagi

Inną rzeczą, która mnie martwiła, był pięciokierunkowy przycisk i ogólnie nawigacja po interfejsie. Okazało się że nie jest to problemem.

Pięciokierunkowy przycisk jest równie masywny co pozostałe przyciski Kindle, do tego używa się go naprawdę wygodnie. Nie licząc oczywiście faktu, że czasem trzeba się prze-klik-klik-klikać gdzieś przez listę czy menu, nie jest to większym problemem. W końcu Kindle’a używamy głównie do czytania, a więc przez większość czasu spędzonego z czytnikiem, używamy tylko przycisków do przerzucania stron a nie do nawigowaniu po menu…

… no chyba że ktoś wrzuci na Kindle 100 książek i jest na tyle ambitny, że postanowi wszystko zorganizować w “tematyczne kolekcje”. Ja nie mam zdrowia zorganizować w kolekcie 10 plików, a co dopiero 100…

Po przeczytaniu po prostu usuwam książkę (chyba że wiem, że będzie mi potrzebna – np. książka techniczna), wszystko co kupiłem w Amazon i tak mam w archiwum, zaś pozostałe rzeczy zawsze mogę skopiować ponownie lub nie są istotne i nie będę ich czytał ponownie (np. stare kompilacje z Instapaper).

No i na koniec, do dziś nie udało mi się znaleźć odpowiednika Pluckera na Palma… a bardzo podobała mi się możliwość pobrania strony www wraz z linkami do czytania offline, na spokojnie, bez rozpraszania się w stylu “a może by kliknąć gdzieś indziej”. Szkoda, może jeszcze kiedyś znajdę na to sposób równie wygodny co oryginalny Plucker.

Koniec końców…

… nie pozostaje mi nic innego jak ponownie zarekomendować Kindle. Z dwoma uwagami.

Jeśli nie potrzebujemy 3G (bo wiemy że nie będzie potrzebne albo żeby było taniej), naprawdę warto zastanowić się nad Kindle Classic. Jest to takie samo Kindle co Kindle Keyboard, tylko bez klawiatury (której w praktyce i tak się nie używa, chyba że ktoś intensywnie robi notatki albo używa przeglądarki) i bez dźwięku (nie da się słuchać audiobooków z Audible ani nie da się używać wbudowanego text to speech). Kindle Classic nie ma ani głośnika ani gniazdka słuchawkowego.

Podobnie jeśli interesuje kogoś Kindle Touch (a zwłaszcza Kindle Touch 3G) warto się zastanowić, czy naprawdę potrzebujemy tego “dotyku” w czytniku. I tych wszystkich odcisków palców na wyświetlaczu. Wbrew pozorom są dość dobrze widoczne, ponieważ wyświetlacz Kindle nie jest matowy jak papier tylko raczej jak papier kredowy – z nałożoną błyszczącą warstwą, na której pod pewnym kątem odciski są dość dobrze widoczne… a Kindle Touch nie da się obsługiwać nie maziając palcami po ekranie, nie ma żadnych fizycznych przycisków – w tym nie ma przycisków do przełączania stron. Przewracanie stron na Kindle Touch jest równie niewygodne co przykładowo na iPadzie, gdzie trzeba wyginać kciuk w pałąk żeby dotknąć ponad dość szeroką ramką wyświetlacza. Do tego przerzucanie stron do przodu jest – w zależności od rozmiaru ręki i długości kciuka – trudne bądź niemożliwe trzymając czytnik lewą ręką (trzeba dotknąć środka wyświetlacza, nie krawędzi, bądź wykonać gest “przesunąć palcem w prawo”).

Co więcej – jak już pisałem – internet w Kindle Touch 3G jest ograniczony do sklepu Amazon i Wikipedii. Więc jeśli kupować Kindle dla darmowego internetu, to tylko Kindle Keyboard 3G. A jeśli nie, to może lepiej zamiast Kindle Touch czy Keyboard (oba bez 3G) kupić po prostu tańsze a poręczniejsze (i z takim samym wyświetlaczem, więc do czytania nie będące wcale gorsze) Kindle Classic… Kindle Classic ma – podobnie jak Kindle Keyboard – przyciski do przerzucania stron na krawędziach czytnika. Więc nie licząc tego że jest mniejsze, jest równie wygodne.

BTW Kindle Classic na allegro można dostać (w wersji z reklamami – widocznymi jedynie w menu, a więc zupełnie nie przeszkadzającymi w czytaniu) już od 400zł… a to dość znaczna różnica (zarówno cenowa jak i jakościowa) w stosunku do czytników za 1000zł, którymi straszą nas polskie sklepy z ebookami.

Tagged with:
 

3 Responses to Kindle – recenzja (kwartał później)

  1. Szymon says:

    Czyli tak jak rozmawialismy zaraz po zakupie kindla – cale twoje marudzenie mozna miedzy bajki wlozyc ;p Co do ladowarek, mam “oryginalna” od kindla 1A/5V jak i od HTC 1A/5V – zadnych problemow. Trzeba bylo iPhone nie kupowac, przynajmniej bys mial czym Kindla ladowac.

  2. Krzysiek says:

    Co żal Ci tyłek ściska, że on ma iPhona a Ty nie? :/ Ja też mam ten sam problem z dziwnym zachowaniem przy ładowaniu, a nie ładowałem przez ładowarkę od iPhona tylko przez komputer. Swoją drogą to nie wiem czy jakiś reset urządzenia by nie pomógł w tej sprawie. No chyba, że jest to poważniejsza wada i nadaje się na reklamację. Wie ktoś coś na ten temat?

  3. KHRoN says:

    Ja wiem tyle, ile już zdążyłem napisać. Po podłączeniu do ładowania przesuwam parę razy włącznik, a kabel podłączam tylko wtedy, kiedy Kindle jest włączone (a nie uśpione, wtedy jakby “nie reaguje” mimo że świeci się dioda).

    Jakkolwiek mam świadomość, że brzmi to jak jakieś voodoo :d

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.