Nieraz przydała by się zewnętrzna karta dźwiękowa. Do komputera aby uniknąć “szumu” istniejącego wewnątrz obudowy a często przekładającego się na szum i trzaski podczas słuchania muzyki na słuchawkach, czy też do laptopa aby słuchać czegoś lepszego niż zintegrowana karta muzyczna. Laptopowe głośniczki zawsze ujdą – przeważnie i tak są na tyle “podłe” że nawet kiepski układ dźwiękowy nie może im jakoś szczególnie zaszkodzić, jednak słuchanie na słuchawkach to zupełnie inna bajka. Każdy szum, przester czy trzaskanie dość poważnie przeszkadza.
Do tej pory wybór był ograniczony do najtańszych modeli i pojedynczych relatywnie drogich. Dziś zaś wybór jest pozornie spory. Co wybrać?
Mogę z całą pewnością stwierdzić czego NIE wybierać. Nie należy wybierać “byle dźwiękówek”, których pełno na allegro i można dostać w cenie od 5 do 50 zł. Nie będzie to żaden upgrade, a mogą brzmieć nawet gorzej. Nie mówiąc już o potencjalnych problemach ze sterownikami czy braku wsparcia ze strony producenta.
Jako upgrade nie wybrał bym też karty PCMCIA (ten standard już właściwie nie istnieje) ani ExpressCard (na upartego można takiej karty używać nie mając laptopa, ale tylko na upartego i po dokupieniu odpowiedniego kompartmentu do komputera).
Pozostają więc karty dźwiękowe pod USB bardziej znanych producentów. Takie urządzonko można podłączyć do dowolnego sprzętu (czy to stacjonarnego czy laptopa) więc nie jesteśmy w żaden sposób ograniczeni co do potencjalnego zastosowania.
Jednak – zakładając że nie chcemy od razu kupować “audiofilskiego DAC-u” za 1000 zł czy nawet (pół)profesjonalnej karty e-mu za 500 zł pozostaje przedział cenowy około 100 zł. Jeśli zaś dokładnie to chcemy zrobić (kupić drogie i dobre), to nie muszę podpowiadać czego szukać…
Jest wielu producentów zewnętrznych kart dźwiękowych, jednak mimo dość długich poszukiwań nie znalazłem niczego godnego uwagi (przynajmniej nie w cenie około 100zł, w wyższej cenie nie ma problemu – patrz: e-mu). Jak się okazuje znana wszystkim firma Creative ( ;] ) produkuje dźwiękówki USB. Od legendarnego w pewnych kręgach Extigy (spróbujcie to odpalić pod Vistą), przez Live! 24-bit aż po Xmod i X-Fi Go! oraz SB Play!
Sound Blaster Play!
Karta ta pojawiła się początkiem wakacji. Wyglądem i wielkością zbliżona jest do pendrive’a.
Nie wymaga ona specjalnych sterowników (do podstawowej pracy wystarczy to, co windows zainstaluje automatycznie), jednak po doinstalowaniu sterowników Creative’a mamy dostęp do bajerów takich jak CMSS (dźwięk 3D na słuchawkach) czy EAX + ALchemy (dźwięk przestrzenny w grach, także pod Vistą). Przy tym cena mieści się tuż poniżej 100zł (dokładnie 94 zł w momencie pisania tego tekstu).
Haczyk? CMSS i EAX nakładane są oczywiście programowo, co naturalnie powoduje dodatkowe zużycie procesora (w ekstremalnych przypadkach nawet do 20%, zwykle ponoć około 5%), zaś same sterowniki zajmują ponad 150MB… Z racji tego karta ta ma ogromne wymagania sprzętowe (cytat ze strony producenta: 1,4GHz, 512MB RAM, 600MB miejsca na dysku). Nie jest to więc upgrade dla starego laptopa (przynajmniej nie ze sterownikami Creative’a, ze standardowymi windowsowymi powinno działać).
Poza tym karta nie ma line-in (tylko wejście mikrofonowe) i nie do końca jestem pewien czy ma line-out (nawet na stronach Creative można znaleźć sprzeczne informacje) czy tylko wyjście słuchawkowe - nie nada się to na urządzonko zdatne do przegrywania kaset/winyli
Sound Blaster X-Fi Go!
Nieco inną propozycją jest wcześniejszy model a la pendrive. Jednakże to dosłownie jest pendrive – ma wbudowany 1GB pamięci flash, na której znajdują się m.in. sterowniki Creative’a. Tu ciekawostka – przełącznik blokuje możliwość zapisu (tak jak kiedyś w dyskietkach) co z jednej strony uniemożliwia przypadkowe usunięcie ważnego dokumentu, z drugiej uniemożliwia instalację wirusa/trojana/malware’u w dowolnym punkcie ksero (ach ci studenci) czy po prostu u znajomego… teraz takiego pendrive’a ciężko dostać (ale ponoć jest to tylko USB1.1, więc na demona prędkości nie ma co liczyć).
Poza tym jest to karta dźwiękowa. Jedna uwaga już na wstępie – nie należy jednocześnie kopiować danych z/na pendrive’a i słuchać muzyki (przerywany/dławiący się dźwięk gwarantowany).
Karta posiada dwa “dopalacze” charakterystyczne dla serii X-Fi: CMSS oraz Crystalizer. Naturalnie – podobnie jak w przypadku Play! – są one wraz z EAX-em nakładane programowo. Wymagania są rówież takie jak dla Play! jednak wsparcie wydaje się być nieco lepsze (przykładowo – na równi z najwyższymi modelami X-Fi – dostępne już są beta sterowniki dla Windowsa 7).
Poza tym po podpięciu czegoś do gniazdka słuchawkowego, sterownik wyświetli komunikat z pytaniem czy podłączyliśmy słuchawki (wyjście zostanie przełączone w tryb gniazdka słuchawkowego) czy głośniki (wyjście zostanie przełączone w tryb line-out).
Wszystkie te cechy, znajdujące się w pudełku przedłużka USB i słuchawki z mikrofonem (pchełki), parametry (tu ponownie opisy na stronie są lakoniczne, ale wszystko wskazuje na to że Play! ma 16-bitowy DAC, a X-Fi Go! 24-bitowy) oraz cena około 130 zł sprawiają wrażenie, że lepiej jest kupić X-Fi Go! niż Play! .
Sound Blaster X-Fi Xmod
Update: recenzja Xmod-a.
Karta ta pojawiła się już 3 lata temu. Jest zdecydowanie większa niż dwie poprzednie, a noszenie jej z laptopem jest większym wyzwaniem. Podczas używania z komputerem (po podłączeniu przez port USB) nie wymaga zewnętrznego zasilania.
Jest to nie tylko karta muzyczna/24-bitowy DAC (Texas Instruments AIC23B), ale również dedykowany procesor DSP (Texas Instruments TMS320). Tu efekty CMSS i Crystalizer nakładane są sprzętowo (podobnie jak w biurkowych kartach X-Fi), niezależnie od komputera. Włączniki efektów znajdują się po obu stronach obudowy (suwaki), zaś poziom efektu i poziom głośności regulowany jest przy pomocy metalowego pokrętła (wybór co chcemy w danym momencie regulować dokonywany jest przez wciskanie pokrętła). Ceną za to jest z jednej strony brak sterowników Creative a wiec i wsparcia dla EAX-a (i ogólnie gier), z drugiej zaś zaletą jest większa zgodność z systemami operacyjnymi – sterowniki instalowane są automatycznie tuż po podłączeniu do komputera (czy to PC czy nawet Mac), brak dodatkowego obciążenia procesora oraz… możliwość wykorzystania jako samodzielnego elementu dowolnego toru audio!
Wygląda to tak, iż do gniazdka USB podpinamy dowolną ładowarkę USB, taką jak np. do ładowania odtwarzaczy. Musi jednak dawać prąd 0,5A (nie mniej, przykładowo najtańsze ładowarki dają zaledwie 0,3A). Wtedy do wejścia mikrofonowego (działającego wówczas jako line-in) podłączamy źródło dźwięku – np. przenośny odtwarzacz. Teraz wystarczy podpiąć słuchawki do gniazdka słuchawkowego (bądź głośniki czy też dodatkowy wzmacniacz do line-out), dopasować ustawienia efektów CMSS i Crystalizer i słuchać.
Podsumowanie
Każda z tych kart powinna być poprawą wobec kiepskiej karty muzycznej laptopa – na forach i w sklepach można znaleźć najprzeróżniejsze opinie na temat tych dźwiękówek, jednak co do jednego są właściwie zgodne – nawet jeśli (subiektywnie) dźwiękówki te nie są szczytem brzmienia, to przynajmniej nie szumią i nie trzeszczą.
Co więcej, nawet jeżeli Crystalizer się nie spodoba, to CMSS (bazujący na technologii Aureal 3D, wykupionej swojego czasu przez Creative’a firmy Aureal – notabene przez długi czas bardziej zaawansowanej niż EAX – potem A3D stało się po prostu składową EAX-u) będzie miłym dodatkiem podczas oglądania filmów.
Karty Play! i X-Fi Go! (z naciskiem na tą drugą) nadają się dla graczy, posiadających mocne laptopy do gier, ale nie posiadające porządnej karty dźwiękowej (bądź to o niezadowalającej jakości dźwięku, bądź nie posiadającej wsparcia dla EAX-a – a grając w gry sieciowe dobry, przestrzenny dźwięk to podstawa). Mają one oczywiście minus w postaci programowej obróbki dźwięku (zużywają część czasu procesora) oraz drugi – występujący u niektórych graczy (najpewniej z racji transferu przez USB1.1, ale równie dobrze winą może być słaby procesor) – objawiający się w postaci lekkiego opóźnienia dźwięku względem tego co się dzieje na ekranie czy po prostu względem filmu.
Xmod jest bardziej uniwersalną kartą, ale wbrew intuicyjnemu wrażeniu, nie użyjemy go jako wzmacniacza. Można jednak z powodzeniem wykorzystać go jako “dopalacz” dźwięku z dowolnego źródła (nie tylko z komputera) podczas słuchania na typowych słuchawkach czy też na głośnikach. Nie wykorzystamy jej też w grach z racji braku wsparcia dla EAX-a (czy raczej z racji braku sterowników Creative’a). Jednakże Xmod (tak długo, jak długo da się go jeszcze dostać) powinien się nadawać jako DAC – co potwierdzają opinie na forum head-fi. I całkiem wygodnie się go obsługuje nie sięgając nawet do komputera.
Ale oczywiście można też poszukać DAC-u (składanego czy też chińskiego) w cenie około 100 zł.



Ja bym wybrał Sound Blaster X-Fi Xmod, a to przez jej uniwersalność, mógłbym jej używać nie tylko z laptopem, ale też i z odtwarzaczem mp3, wieżą, czy też komputerem stacjonarnym. Podoba mi się też w niej bezpośrednie ustawianie efektów za pomocą przycisków, a nie przez grzebanie w oprogramowaniu. W ten sposób np.grając mżna sobie wszystko ustawiać na bierząco przyciskami i kółeczkiem, bez wyłanczania gry i przechodzenia do danego panelu sterownia.
Mam podobne zdanie. Wyklucza to problemy ze sterownikami (takie jakie mają inne karty X-Fi) także w nowym/innym systemie – wystarczy że karta zostanie w ogóle wykryta ze standardowym sterownikiem systemowym, reszta zostanie zrealizowana sprzętowo…
… oczywiście taki “plan minimum” jest odpowiedni dla osób, które nie wymagają niewiadomo czego, np. “Dolby/DTS passthrough” czy choćby EAX-u do gier – takie osoby zainteresują się albo jakimś DAC-iem, albo X-Fi ale pod gry (choćby te mniejsze, które opisałem). Poza tym bez dodatkowego zasilania DAC i tak raczej nie będzie działał “prosto z USB” jako dobry wzmacniacz…
[...] KHRoN’z blog o wszystkim i o niczym « Zewnętrzna karta dźwiękowa do laptopa [...]