iriver Mplayer aka “mysza” – recenzja
Oto pierwsza z obiecanych w czasie sesji recenzji – iriver Mplayer znany też jako “mysza”.

W oczywisty sposób nawiązuje on z jednej strony do filmów Disney’a, a z drugiej do bezwyświetlaczowych odtwarzaczy typu Shuffle, Stone czy S7. Ale na ile jest on dla nich konkurencją?
Zawartość pudełka
Odtwarzacz dostajemy w małym, masywnym pudełku. Nieco ponad jego obrys wystaje plastikowa kształtka, w której zamknięty jest odtwarzacz.
Wewnątrz pudełka, poza samym odtwarzaczem, znajdują się:
- skrócona instrukcja (w tym skrócona instrukcja po polsku),
- gwarancja i jakieś papierki,
- mała płytka CD z programem iriver plus3,
- kabel USB (zwykłe mini-USB),
- słuchawki na smyczce + gąbki,
- dwie sztuki mr.cable
Mimo że odtwarzacz jest w kolorze czarnym, słuchawki w pudełku były białe… kabel USB też.
Słuchawki są identyczne jak w pozostałych sprzedawanych obecnie odtwarzaczach iriver – całkiem niezłe na początek. Tym razem w wersji “na smyczce”.
Odtwarzacz sam w sobie
Odtwarzacz jest mały i lekki, ale “mało zwarty”. Jako bryła złożona z trzech kulek nie jest tak jednolity czy też zwarty jak choćby Shuffle czy Stone, a już daleko mu do “masywności” Qoolqee X.
Jedynym przyciskiem na obudowie odtwarzacza jest włącznik, znajdujący się z jego lewej strony (patrząc od napisu “Disney Mplayer”). Nieco poniżej niego znajduje się reset.
“Uszy” zaś działają jako dwa przełączniki. Przy czym należy tu ponownie zauważyć że są to przełączniki a nie pokrętła (bo wiele osób odruchowo stara się nimi kręcić). Lewe ucho odpowiada za regulację głośności, prawe za zmianę utworów oraz ich przewijanie.
Mechanizm “uszek” nie jest zbyt delikatny, ale nie sprawia też wrażenia “ultramasywnego”. Same uszka są zaś lekko luźne (głównie w osi obrotu, nie wiem też jak to będzie wyglądało po dłuższym użytkowaniu).
W dolnej części odtwarzacza znajduje się standardowe gniazdko mini-USB.
Odtwarzacz komunikuje się z użytkownikiem przy pomocy zielono-czerwonej diody, znajdującej się po jego prawej stronie (oraz przy pomocy piknięć – o czym dalej).
Gniazdko słuchawkowe odtwarzacza, podobnie jak miejsce na przewleczenie smyczy, znajduje się “między uszami”. Wiąże się z tym problem wielkości wtyczki – jeśli będzie zbyt duża, nie zmieści się. Poza tym duża wtyczka utrudnia manipulację uszami.
Podłączanie do komputera
Odtwarzacz posiada “zwykłe” gniazdko mini-USB, a widoczny jest w systemie jest jako dysk przenośny – nie wymaga żadnego managera.
Prędkość kopiowania to około 4MB/s. Dla porównania prędkość iFP-ka to 1.5MB/s (w porywach).
Włączanie i używanie odtwarzacza
Odtwarzacz włącza się naciskając po prostu jego jedyny przycisk, tak samo się go wyłącza. Nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie to że odtwarzacza się w żaden sposób nie blokuje – istnieje możliwość jego przypadkowego wyłączenia jeśli się go złapie palcem akurat w miejscu przycisku (co nie jest niemożliwe, bo najwygodniej trzyma się odtwarzacz właśnie za jego boki).
Manipulacja odtwarzaczem jest prosta, ale obsługa jedną ręką jest utrudniona – nie każdy będzie umiał go przytrzymać i obsłużyć jedną ręką.
Poza tym obudowa jest całkowicie śliska, więc czasem ciężko jest “pewnie” chwycić tak sam odtwarzacz jak i jego uszka-przełączniki.
Odtwarzacza właściwie nie da się obsłużyć bezwzrokowo – nie licząc tego, że można “wyczuć” które uszko jest które dzięki niesymetrycznej wtyczce słuchawek, miejscu na smyczkę bądź po gniazdku USB… to jednak najczęściej się to myli. Najwygodniej jest po prostu popatrzeć jakie oznaczenia są na którym uchu.
Czas działania odtwarzacza to jakieś osiem godzin. Czyli powinien działać przez jeden, długi dzień (bądź dwa dni typowego używania).
Muzyka
Odtwarzacz gra formaty MP3 i WMA. Tagów z oczywistego powodu nie wyświetla.
Po włączeniu Mplayera, odtwarzanie automatycznie rozpoczyna się od miejsca gdzie się ono poprzednio skończyło.
Włączając lub wyłączając odtwarzacz usłyszymy w słuchawkach “piknięcie”. O ile w samym sposobie komunikacji się przy pomocy piknięć nie ma niczego złego, o tyle piknięcia te są niezależne od głośności – więc w nocy bądź na słuchawkach dokanałowych mogą być one zbyt głośne, ale w praktyce będzie dotyczyło to raczej jedynie słuchawek dokanałowych.
Przewijanie plików zbyt szybkie nie jest, raczej ciężko będzie przewijać dłuższe pliki.
Znalezienie konkretnego utworu w dużej kolekcji nie jest to tak wygodne jak na odtwarzaczu z wyświetlaczem, ale Mplayer posiada identyczny jak iFP-ek skrót przejścia do kolejnego folderu – kolejno “krótko do przodu” a potem “długo do przodu” (adekwatnie w drugą stronę) – po piknięciu odtwarzacz przejdzie do odtwarzania kolejnego folderu. Podobnie można szybko przełączać utwory, kolejno odpowiednią ilość razy “krótko do przodu”.
Odtwarzanie “w kolejności losowej” włącza i wyłącza sie obracając oba uszka “na zewnątrz”.
Brzmienie
Mplayer szumi podobnie jak iFP-ek, choć może nieco ciszej. W czasie słuchania muzyki tego nie słychać. Co jednak słuchać to dziwny “elektroniczny” dźwięk w momencie przełączania utworu… ale co najdziwniejsze, to że nie zawsze to słychać. Słychać to czasem podczas normalnego słuchania, jeśli zaś przełącza się utwory ręcznie – nie.
Mplayer miał być dźwiękowo podobny do iFP-ka (podzespoły Philips), ale tylko częściowo tak jest.
Przykładowo bas nie jest tak niski i “mruczący” jak w iFP-ku, z drugiej strony nie jest przez to tak nachalny. Dźwięk Mplayera nie jest również tak czysty jak iFP-ka – np. perkusja nie wybrzmiewa aż tak. W porównaniu do iFP-ka jest trochę stłumiony. Różnica odnosi się również do panoramy, która jest nieco węższa – dźwięk znajduje się bliżej głowy i w mniejszym stopniu czuć przestrzeń nagrania.
Odtwarzacz nie jest gapless, przerwa pomiędzy utworami nie jest duża, ale jest wyraźna. Do tego daje się w niej słyszeć dźwięk, o którym pisałem wyżej.
Całościowo dźwięk Mplayera jest nawet niezły, ale jednak nie jest to to samo co iFP-ek. Dodatkowo Mplayer nie posiada equalizera, nie pozwala więc na żadną korektę. Mplayer musi się zatem spodobać albo nie.
Podsumowanie
Co prawda nie da się powiedzieć że mysza brzmi źle, ale z jednej strony nie miałem okazji posłuchać jego konkurencji, z drugiej wygoda jego obsługi i cena (około 200zł za 1GB) jest jaka jest… chyba oczekiwałem czegoś więcej.
Stone’a (abstrahując od tego jak brzmi, bo nie wiem jak brzmi) można mieć za mniej niż 100zł za 1GB, zaś nieistniejącego już iPoda Shuffle pierwszej generacji nawet za mniej (o ile w ogóle da się go dostać).
3 Responses to iriver Mplayer aka “mysza” – recenzja
Leave a Reply Cancel reply
Tags
ABX Apple cowon creative cx300 defragmentacja e10 eBay ebook Era flac foobar2000 free gapless instapaper internet iPhone iPod iriver itunes kindle LAME Legalnie MP3 mplayer Muzyka PayPal planescape podróbki porównanie readability recenzja review sennheiser srs-200 Słuchawki test torment Touch vedia vp-srs200 wave wordpress za darmo Za freeArchiwum
- May 2012 (2)
- March 2012 (1)
- February 2012 (1)
- January 2012 (4)
- December 2011 (1)
- November 2011 (4)
- October 2011 (1)
- September 2011 (1)
- August 2011 (6)
- June 2011 (1)
- May 2011 (2)
- March 2011 (2)
- January 2011 (2)
- December 2010 (1)
- October 2010 (1)
- August 2010 (1)
- October 2009 (1)
- September 2009 (2)
- August 2009 (2)
- June 2009 (1)
- May 2009 (3)
- April 2009 (4)
- March 2009 (4)
- February 2009 (1)
- January 2009 (1)
- December 2008 (3)
- November 2008 (2)
- September 2008 (5)
- August 2008 (3)
- June 2008 (6)
- May 2008 (7)
- April 2008 (3)
- March 2008 (4)
- February 2008 (11)
- January 2008 (1)
- December 2007 (3)
- November 2007 (3)
- October 2007 (8)
- September 2007 (7)
- August 2007 (21)
- July 2007 (8)





Dośc przyjemna forma,ale to raczej dałbym dziecku na dzień dziecka, a nie używałbym jako normalnego playera.
mam obawę że dziecko mogło by urwać te uszka… jakoś nie odniosłem wrażenia, że ten odtwarzacz jest stworzony dla dzieci (nie dla tych małych w każdym razie)
Ja mam ta mp3 polecam jest swietna. Bez obaw uszy s tak mocno przypocowane ze nie odleca;]