Jakiś czas temu postanowiłem zweryfikować tezę pewnej osoby, jakoby “wersja OEM to to samo co wersja sklepowa, ale nie płaci się za opakowanie”.

Fake Sennheiser CX300

Czy tak jest naprawdę? Cóż…

Wygląd, pierwsze wrażenie

Dostałem foliowy woreczek (kopertę?) z naklejką “Sennheiser CX300″, zawierający słuchawki i komplet końcówek.

Fake Sennheiser CX300Fake Sennheiser CX300

Nie napisałem “silikonowych”, bo w przeciwieństwie do oryginalnych silikonowe one raczej nie są. Lepiej było by powiedzieć “gumowych” (jak w słuchawkach Creative EP-630). Są one znacznie sztywniejsze i gorzej wykonane niż oryginalne. Odbija się to dość znacznie na wygodzie i precyzji ułożenia słuchawki w uchu. Na poniższym zdjęciu po lewej widać “CX300″ a po prawej CX300.

Fake Sennheiser CX300 (po lewej)

Do tego ani wtyczka, ani miejsce rozdzielenia kabla nie są do siebie podobne.

Wtyczka jest wykonana ze śliskiego, błyszczącego tworzywa (oryginalna z “matowego”, sprawiającego – jak kabel i końcówki douszne – wrażenie “silikonu”). Do tego samo wykonanie jest inne, bo wyraźnie widać spoinę. Obie końcówki są jednak srebrne. Na poniższych zdjęciach – po lewej “CX300″, po prawej CX300.

Fake Sennheiser CX300 (po lewej)Fake Sennheiser CX300 (po lewej)

Kolejną różnicą jest kabel – zupełnie inny w dotyku niż kabel oryginalnych CX300 – sztywny, gruby, z innego tworzywa. Zaś miejsce rozdzielenia kabla również jest niepodobne, ten – z braku lepszego słowa – “koralik” jest większy i gorzej wykonany co widać wyraźnie na zdjęciu. Do tego kabel w “CX300″ nie jest nawet rozerwany do końca (do miejsca rozdzielenia), w CX300 jest. Po lewej “CX300″, po prawej CX300.

Fake Sennheiser CX300 (po lewej)

Poza tym długość samego kabla jest różna – ale nie mając linijki, nie jestem w stanie podać dokładnych wartości. Jednakże nie wydaje mi się, żeby długość kabla wyrażona w milimetrach była cechą aż tak ważną (patrz: końcówka tekstu).

Weźmy teraz pod uwagę samą słuchawkę.

O ile od strony “zewnętrznej” wyglądają właściwie identycznie… Nie licząc oczywiście tego elastycznego elementu, za który trzyma się słuchawkę i który zabezpiecza kabel przed złamaniem. Otóż o ile w CX300 jest on gumowy i elastyczny, o tyle w “CX300″ jest on chyba plastikowy i praktycznie sztywny. I plączący się. Znakomicie przenosi odgłos każdego jego dotknięcia. Po lewej “CX300″, po prawej CX300.

Fake Sennheiser CX300 (po lewej)

Patrząc na słuchawkę z profilu, widać dwie rzeczy. Po pierwsze nacięcie na pierścieniu jest wykonane “na środku” a nie “bliżej krawędzi”. Po drugie konstrukcja tulejki, na którą zakłada się końcówkę, jest inna – w “CX300″ jest minimalnie dłuższa i prostokątna, podczas gdy w CX300 jest lekko ścięta na końcu. Założona zaś końcówka, w przypadku “CX300″ wyraźnie odstaje od korpusu słuchawki, podczas gdy w CX300 właściwie doń przylega. Po lewej “CX300″, po prawej CX300.

Fake Sennheiser CX300 (po lewej)Fake Sennheiser CX300 (po lewej)

Ostatnia rzecz to siateczka wewnątrz słuchawki – w CX300 jest ona płaska, w “CX300″ jest wyraźnie wypukła (czego właściwie na zdjęciu nie widać, nie jest to proste do uchwycenia moim aparatem). Jak widać sam przeplot siateczki jest również inny. Po lewej “CX300″, po prawej CX300.

Fake Sennheiser CX300 (po lewej)

Drugie wrażenie, brzmienie

Przede wszystkim nie da się ich pomylić z CX300. Pod warunkiem, że się prawdziwe CX300 słyszało oczywiście. Nawet ze słuchawkami Creative EP-630 nie ma sensu ich porównywać.

Raz wita nas dźwięk niczym z długiej rury (np. w muzyce klasycznej), innym razem brak góry i środka (muzyka np. metal). Niezmienną cechą pozostaje “kartonowy bas” (wysoki, sztucznie wyeksponowany bas). O przestrzeni czy “scenie” ciężko jest w ogóle w takich warunkach mówić.

Jednakże osoba, która nie miała nigdy styczności z lepszymi słuchawkami, może i tak uznać że grają lepiej niż jej pchełki (“jej pchełki” = “byle jakie słuchawki, które taka osoba dostała z odtwarzaczem”). Ba, osoba, która ma problem z poprawnym zakładaniem słuchawek dokanałowych, może – czysto teoretycznie – pomylić je z EP-630. I to mimo tego, że grają zupełnie inaczej. Ale dla niewprawnego ucha wszystkie słuchawki brzmią tak samo…

A teraz konkretne pytanie: da się coś z tym zrobić?

Niby tak… jeśli ktoś lubi mocno ingerować w equalizer. Dla przykładu na iFP-ku – wstępnie – ustawiłem: +9, 0, +3, +15, +12…

A teraz drugie konkretne pytanie: czy coś to dało?

Ponownie – niby tak. W każdym razie słuchawki brzmią lepiej niż na początku. Ale wciąż nie brzmią dobrze.

Mimo że w ten sposób (czyli przez mocną ingerencję w equalizer), brzmienie “CX300″ mogło by się osobie nieosłuchanej skojarzyć nawet z brzmieniem CX300 bez equalizera… ale tak naprawdę brzmienie “CX300″ + equalizer nie jest nawet zbliżone do brzmienia oryginalnych CX300. Brak jest szczegółowości (jest tylko “sztuczna szczegółowość” spowodowana podbiciem pasma 3k), brak jest przestrzeni, brak prawdziwego basu (mimo podbicia pasma 50Hz), dodatkowo w wielu utworach występuje potworna sybilizacja (ale to nawet bez ingerencji w equalizer).

W tym momencie należy sobie zadać dość ogólne pytanie. Czy jest sens kupować słuchawki i używać equalizera?

Moim zdaniem nie ma. Słuchawki skorygowane equalizerem nie brzmią tak dobrze, jak słuchawki takiej korekty nie wymagające. Oczywiście w zależności od konkretnego przypadku różnica może być większa lub mniejsza, ale zawsze jest. Na niekorzyść tych, które korekty wymagają. Nawet jeśli obie pary słuchawek (jedna bez korekty, druga z korektą) brzmią “na pierwszy rzut ucha nawet podobnie”. Dotyczy to nawet EP-630 a CX300 (one – wbrew temu co niektórzy myślą – nie grają tak samo).

Podsumowanie, inne podróbki

Podsumowanie jest oczywiste – niezależnie czy na podróbki wydamy 19 czy 59zł, nie są one warte swojej ceny. Nawet jako “zapasowy komplet końcówek” lepiej sprowadzić sobie Fit Kit niż takie słuchawki…

Na koniec zachowałem jednak dość ważną informację. Otóż – jak się okazuje – podróbek jest kilka rodzajów.

Nie wiem czy różnią się jakimiś szczegółami. Nie wiem czy są one produkowane przez jedną fabrykę. Nie wiem nawet czy różnią się opakowaniem (nie licząc “woreczków” i “pudełek”). Wiem za to, iż zdarzają się zarówno egzemplarze brzmiące gorzej niż tu opisany, ale zdarzają się egzemplarze brzmiące lepiej.

Te ostatnie w pewnych warunkach mogły by się dać pomylić z EP-630, a jak wiadomo dla wielu osób EP-630 i CX300 to to samo. Idąc dalej tym tropem “lepsze CX300″ mogą brzmieć komuś właściwie jak CX300… I stąd mógł się wziąć mit “w wersji OEM nie płacisz za pudełko”. A wziął się głównie z braku osłuchania czy raczej braku porównania z oryginalnymi słuchawkam. Bo jakby nie było nawet takie dokanałówki są jakimś krokiem wprzód, w stosunku do kiepskich pchełek.

Tagged with:
 

151 Responses to Sennheiser CX300 vs “Sennheiser CX300″ podróbki

  1. Blues says:

    Jak towar odbiega od właściwej jakości to od razu odesłać na koszt sprzedawcy taki shit. A jak chciwiec niechętny ku temu, to nalezy pamiętać, że wprowadzanie na rynek towarów podrobionych jest karane – grzywną albo więzieniem. A oryginalna firma może żądać odszkodowania.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

 
Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.